lwy

Zrabowane miasto ojców

Anna Drozd

Moje zrabowane miasto ojców

Lwów zajmuje ważne miejsce w twórczości Zbigniewa Herberta, co poeta potwierdził, wyznając w jednym z wywiadów:

„Lwów wywarł szalony wpływ na mnie. Teraz dopiero to doceniam. Przede wszystkim jako miasto wielonarodowościowe. Od urodzenia niemal zaszczepiony byłem przeciwko wszelkiej ksenofobii. Antysemityzm jest dla mnie czymś niezrozumiałym. Ja się bawiłem z Żydami, bo to byli moi najlepsi koledzy: z piaskownicy, z boiska, ze szkoły. Okrucieństwo uświadomienia sobie różnic narodowych przyszło potem. Nie chciałbym idealizować, oczywiście dochodziło do różnych konfliktów i tarć w mieście, gdzie nawet nie cała połowa to byli Polacy, reszta to Austriacy, Żydzi, Ukraińcy, Rosjanie, Bułgarzy – specjaliści od pomidorów, Ormianie – od stuleci zajmujący się handlem, Włosi, Grecy… Miasto to nie zbiór budynków, pomników, placów i mostów – o mieście stanowi atmosfera międzyludzka… I wydaje mi się, że w tym moim mieście była dobra atmosfera międzyludzka, bo polatywał nad nim duch tolerancji, bardziej wyczuwalny niż w Polsce centralnej, gdzie większość ludności stanowili rdzenni Polacy. Ogromnym bogactwem każdej kultury jest wielonarodowość. Dla mnie Polska bez mniejszości, zwłaszcza bez ruchliwej, inteligentnej, żywej mniejszości żydowskiej, jest czymś zubożałym. Polska dzisiejsza, w 99% etnicznie polska, nie jest już tą Polską, którą ja pamiętam, którą lubiłem i z której czerpałem soki.”

Lwy 03

Rolę lwowskiego dziedzictwa, zwłaszcza zaś żywych w kresowym grodzie tradycji patriotycznych i niepodległościowych, poświadczyła również Halina Herbert-Żebrowska, siostra poety, zaś jej syn Rafał Żebrowski wskazywał na silną więź emocjonalną Herberta z utraconym miastem rodzinnym.

Najwięcej lwowskich tropów można odnaleźć w Epilogu burzy, rozrachunkowym, a jednocześnie najgłębiej prywatnym i osobistym tomie poety. Aleksander Fiut do „lwowskiego cyklu” zaliczył wiersze: Babcia, Piosenka, W mieście i Wysoki Zamek. Ze względu na przywołanie Haliny Kunickiej (urodzonej w grodzie nad Pełtwią), do lwowskich marginaliów można byłoby dołączyć utwór Dalida. Nie sposób jednak zapomnieć, że Lwów był obecny we wcześniejszych utworach Herberta.

Józef Maria Ruszar uznał, że Trzy wiersze z pamięci dotyczą Lwowa. Trudno bez zastrzeżeń zgodzić się ze stwierdzeniem krytyka, choć takiej możliwości interpretacyjnej nie można też wykluczyć. Pojawiające się w utworze elementy miejskiej przestrzeni (place targowe, park z pomnikiem Poety i domy) oraz migawki z codziennego życia, którego naturalny ład został zburzony przez dziejową katastrofę, są tak typowe, że trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, czy jest to Lwów, Warszawa, czy inne miasto zniszczone podczas wojny. Brak konkretnego przyporządkowania topograficznego doskonale harmonizuje z paraboliczną wymową utworu, który jest po trosze poetycką przypowieścią o mechanizmach działania ludzkiej pamięci, o okrucieństwie wojennego kataklizmu oraz o mitycznej przestrzeni miasta.

Lwów został natomiast przywołany w nieco późniejszym wierszu Moje miasto. We śnie, mocą wyobraźni bohatera i dzięki niestrudzonej pracy jego „ułomnej pamięci” uobecnia się obraz utraconego bezpowrotnie „miasta ojców”. Kruchej i ulotnej pamięci przychodzi z pomocą sen, przynosząc topograficzne konkrety:

śniło mi się że idę
z domu rodziców do szkoły
wiem przecież którędy idę
po lewej sklep Paszandy
trzecie gimnazjum księgarnie
widać nawet przez szybę
głowę starego Bodeka.

Przywołanie znanych z dzieciństwa, oswojonych miejsc nie daje jednak bohaterowi poczucia zakorzenienia i bezpieczeństwa. Jego oniryczna wędrówka nagle się urywa, a naporowi „oceanu lotnej pamięci”, który „podmywa kruszy obrazy” opiera się tylko symbolizujący absolutny początek życia „kamień / na którym mnie [bohatera] urodzono”. Najdobitniejszym znakiem utraty „kraju lat dziecinnych” jest pokutny, kojarzący się z wykluczeniem ze wspólnoty gest „stawania boso / przed zatrzaśniętą bramą […] miasta”. Barwny, wielonarodowościowy, kipiący życiem Lwów, postrzegany tu jednocześnie jako przestrzeń najgłębiej prywatna, zawierająca w sobie doświadczenia fundamentalne dla jednostki, należy jedynie do przeszłości.

Podobne doświadczenie utraty (w nieco innym idiomie) zostało wyrażone w prozie poetyckiej Kraj:

„Na samym rogu tej starej mapy jest kraj, do którego tęsknię. Jest to ojczyzna jabłek, pagórków, leniwych rzek, cierpkiego wina i miłości. Niestety, wielki pająk rozsnuł na nim swą sieć i lepką śliną zamknął rogatki marzenia.”

W utworze współistnieją dwie płaszczyzny, polityczna i egzystencjalna. Przypowieść o wygnaniu z ojczyzny – na utożsamienie jej ze Lwowem pozwalają wzmianka o lokalizacji kraju w „rogu starej (przedwojennej?) mapy” oraz przywołany krajobraz – jest jednocześnie artykulacją oczywistej prawdy o tym, iż bieg życia skazuje nas na opuszczenie „ogrodów dzieciństwa”. „Ogrody” te jawią się bohaterowi jako przestrzeń rajska, szczęśliwa, przestrzeń pierwotnej pełni życia, „ojczyzna jabłek, pagórków, leniwych rzek, cierpkiego wina i miłości”. Świadomość bezpowrotnej utraty realnie istniejącego „miasta ojców” i jednocześnie poczucie wykluczenia z mitycznej przestrzeni dzieciństwa nie prowadzą jednak narratora do resentymentu czy rozpaczy. Przed tym niebezpieczeństwem broni go ironia, czytelna w poincie: „Tak jest zawsze: anioł z ognistym mieczem, pająk, sumienie”.

Podobną myśl o niemożności powrotu do „kraju lat dziecinnych” odnajdujemy w wierszu Pan Cogito myśli o powrocie do rodzinnego miasta. Jeśli uznać bohatera lirycznego cyklu za porte-parole autora, miastem tym byłby Lwów. Podniosła, biblijna stylizacja („[wracając] pewnie bym nie zastał / […] żadnej rzeczy która nasza jest”) oraz wyliczenie symbolicznie nacechowanych przedmiotów, należących do przywoływanej w wyobraźni przestrzeni („cień z domu mego”, „drzewa dzieciństwa”, „krzyż z żelazną tabliczką”, „ławka na której szeptałem zaklęcia / kasztany i krew”) przenoszą miasto w sferę mitu, wskazując jednocześnie na bezpowrotność jego utraty. Jacek Brzozowski, rekonstruując duchową biografię Pana Cogito, tak uzasadniał sytuację, w jakiej znalazł się bohater:

„Pan Cogito nie powróci do rodzinnego miasta. Ale nie zamieszka również – nie chce wszak fikcji i złudzeń – we wspomnieniu o utraconym mieście, nie zamknie się w micie. Myśl o powrocie przyniosła jednak nie tylko to: pozwoliła bowiem Panu Cogito sformułować metaforę, która trafia w sam rdzeń jego (i w ogóle człowieczego) losu. Bohater stoi więc – »na jednej nodze« – w środku kredowego koła, przed skokiem w ostateczność. Metafora dobitnie streszcza istotę rzeczy: napięcie między pamięcią o miejscu urodzenia a świadomością, że później zawsze i wszędzie jest się wygnańcem. Świat i los, jak fałszywa matka w opowieści o kredowym kole, bezpowrotnie (»skok w ostateczność«) odrywają nie swoje dziecko, człowieka, od jego prawdziwej ojczyzny, od prawdziwego (najbardziej prywatnego i własnego) domu. We wspomnieniu o rodzinnym mieście, na samym początku podróży, odnajduje Pan Cogito fundamentalne doświadczenie, odnajduje źródło związanego z ludzką egzystencją – cierpienia. Ono też wyznacza kierunek jego dalszej podróży.”

Kolejną, marginalną wzmiankę o Lwowie przynosi tytułowy wiersz tomu Rovigo:

Żyłem wówczas miłością do Altichiera
z Oratorium San Giorgio w Padwie i do Ferrary
którą kochałem bowiem przypominała moje
zrabowane miasto ojców.

Wyraźnie zaznacza się, charakterystyczne dla trzech ostatnich tomów Herberta, nasilenie tonu prywatnego, osobistego. I tutaj jednak Lwów – „zrabowane miasto ojców” – nie został nazwany wprost, bowiem ważniejsze od wspomnienia rodzinnego miasta okazały się metaforyczne znaczenia związane z włoskim Rovigo.

Epilog burzy, wyraźnie odmienny od wcześniejszej twórczości Herberta, traktowano jako poetycki testament autora, bilans, pożegnanie. Wśród wspomnień i podsumowań, dokonywanych w przeczuciu nadchodzącego kresu życia, nie mogło zabraknąć rodzinnego Lwowa. Stary Poeta już w pierwszym utworze Epilogu wraca pamięcią do lat spędzonych w kresowym mieście i z czułością wspomina „babcię Marię z Bałabanów / Marię Doświadczoną,” która, pragnąc wnukowi „zaoszczędzić kilku lat złudzenia”, przemilczała przed nim okrucieństwa historii, będące udziałem jej narodu. Herbert z dobrotliwą (auto)ironią pisze też o lwowiance, „dobrej wróżce”, Halinie Kunickiej, jednej z tych, dzięki którym „tyrania / upiększona / została / piosenkami” (Dalida), oraz przypomina nauczycielkę polskiego i własny „sukces” odniesiony „w klasie pierwszej / szkoły podstawowej / świętego Antoniego […] / we Lwowie” (Pan Cogito. Lekcja kaligrafii).

Obok czułości i żartobliwego dystansu odnajdujemy we wspomnieniach tonację serio: autor Elegii na odejście z powagą ogarnia myślą rówieśników, którzy padli ofiarą nieludzkich systemów politycznych XX wieku. Pomordowanym, których reprezentantem jest Zbigniew Kuźmiak, kolega zamęczony w sowieckim łagrze – poeta dedykuje Piosenkę. Ten wiersz w pierwodruku („Odra” 1998, nr 2) nosił tytuł Sny i miał odmienną redakcję drugiej strofy. Pierwotny czterowiersz: „komenda suchy salwy trzask / ostatni okrzyk pożegnalny / oddziela linią diamentową / nadzieję żywych – rozpacz zmarłych” został zmieniony na: „niech im całunem będzie mgła / a światłem szronu ostre iskry / i pamięć nasza przy nich trwa / i płoną mroki wiekuiste”.

Centralnym miejscem epilogowego wspominania Lwowa są dwa sąsiadujące ze sobą wiersze: W mieście i Wysoki Zamek. Oba utwory miały pierwodruki w czasopiśmie „Arcana” (1998, nr 2), pierwszy z nich został przeredagowany przez autora. W wersji pierwotnej mocniej niż w redakcji pomieszczonej w Epilogu zaznacza się poczucie wspólnoty bohatera z innymi oraz motyw wierności podstawowym wartościom, których uosobieniem jest nie nazwany z imienia Lwów:

W mieście kresowym do którego nie wrócę
jest taki skrzydlaty kamień lekki i ogromny
pioruny biją w ten kamień skrzydlaty

w moim mieście dalekim do którego nie wrócę
jest ciężka i pożywna woda
kto raz ci kubek z taką wodą poda
mówi — raz tu jeszcze wrócę

w moim mieście którego nie ma na żadnej mapie
świata jest taki chleb co żywić może
całe życie czarny jak dola tułacza jak
kamień, woda, chleb, trwanie wież o świcie.

Miejsce, do którego bohater tęskni i które przywołuje we wspomnieniach, jawi mu się jako przestrzeń niezwykła. Niezwykłość ta została przybliżona za pomocą trzech wymownych symboli: „w mieście kresowym […] jest taki skrzydlaty kamień lekki i ogromny”, jest „ciężka i pożywna woda” i „taki chleb co żywić może / całe życie”. U Herberta kamień to znak ambiwalentny: bywa emblematem śmierci (Biały kamień), nieludzkiej doskonałości (Kamyk), jak również samego człowieka, jego otwartości na świat, lecz jednocześnie ascezy koniecznej dla duchowego rozwoju (Poczucie tożsamości). W eseju U Dorów poeta zanotował:

„Kamień był nie tylko materiałem, ale posiadał znaczenie symboliczne, był obiektem weneracji, a także przedmiotem wróżebnym. Między nim a człowiekiem istniał ścisły związek. Zgodnie z prometejską legendą kamienie łączył z ludźmi węzeł pokrewieństwa. Zachowały nawet zapach ludzkiego ciała”.

Czym zatem jest ów tajemniczy „skrzydlaty kamień lekki i ogromny”? Jeśli uwzględnić wiersz Moje miasto, w którym pojawia się „kamień na którym [bohatera] urodzono” oraz wyrażane przez Pana Cogito „poczucie tożsamości z kamieniem” (Poczucie tożsamości), możliwe, iż symbol ten oznacza „kamień węgielny”, początek życia, będąc zarazem metaforycznym ujęciem ludzkiej kondycji, doświadczanego przez człowieka napięcia między tym, co ziemskie i cielesne (kamienność), a tym, co wzniosłe i duchowe (skrzydła). Przy takim odczytaniu „pioruny” bijące w ów kamień mogłyby symbolizować przeciwności losu, które stały się udziałem bohatera.

Gest podawania kubka z wodą przywołuje odległe skojarzenie z zanotowanymi przez św. Mateusza słowami Chrystusa: „Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego że jest uczniem, zaprawdę, powiadam wam, nie utraci swojej nagrody”. Ten drobny przejaw miłości bliźniego jest u Ewangelisty znakiem elementarnej solidarności z drugim człowiekiem. W takim kontekście kubek napełniony „ciężką i pożywną wodą” („w moim mieście dalekim do którego nie wrócę / jest ciężka i pożywna woda / kto raz ci kubek z taką wodą poda / mówi raz tu jeszcze wrócę”) mógłby być symbolem więzi bohatera z miastem i z innymi ludźmi. Więź ta byłaby niezbędna dla pełni osobowego istnienia, lecz jednocześnie trudna, wymagająca wierności raz podjętym zobowiązaniom (znaczenia te ewokuje „ciężka i pożywna woda” oraz obecny w kolejnej strofie „taki chleb co żywić może / całe życie czarny jak dola tułacza”).

Wydaje się, że miasto, „którego nie ma na żadnej mapie / świata”, jest tu przede wszystkim przestrzenią wewnętrzną, egzystencjalną, pozwalającą bohaterowi odnaleźć i zdefiniować zasadnicze rysy istnienia, określić własną tożsamość. Pomijam tu wątek historyczno-polityczny (opracowany już przez Fiuta) na korzyść interpretacji egzystencjalnej, chociaż obie płaszczyzny odczytań – co typowe dla późnej twórczości Herberta – przenikają się.

Herbert już w tytule sygnalizując intertekstualne zakorzenienie wiersza W mieście, podejmuje polemiczny dialog z wcześniejszym (datowanym na 1937 r., a pomieszczonym w Ocaleniu) utworem Miłosza W mojej ojczyźnie. Podobieństwa brzmieniowe, obrazowe i tematyczne obu wierszy służą tym wyraźniejszemu podkreśleniu różnic: twórca Pana Cogito – sięgając po Miłoszową dykcję – swą własną opowieść o niepowrocie do rodzinnego miasta snuje w opozycji do autora Trzech zim. Wedle zaproponowanego tu odczytania, Herbertowa mitologia, w której utracone miasto jawi się jako przestrzeń pierwotnej i budującej wspólnoty z innymi, ostro przeciwstawia się „egotycznej” czy też nadmiernie indywidualistycznej mitologii Miłosza.

Z kolei w wierszu dedykowanym lwowskiemu koledze, Leszkowi Elektorowiczowi, dokonywana w wyobraźni wyprawa na Wysoki Zamek każe pamiętać zarówno o bohaterskiej przeszłości miasta („tutaj powieszono / Józefa i Teofila / bowiem zbyt gorąco / ukochali wolność”), jak również o codziennej zwyczajności („krzyk dzieci / nawoływanie matek / zdarty głos przekupniów”). Zgoda na różnorodność życia („– niech każdy robi swoje”) pozwala bohaterowi ze spokojem zamyślić się nad bliską już koniecznością własnego odejścia:

– nas
niedługo zabiorą
na wieczornych skrzydłach
morelowych
jabłecznych
lekko sinych
po brzegach

na inny
jeszcze wyższy
zamek.

W świetle przywołanych w szkicu wierszy Lwów dla Herberta wydaje się być przede wszystkim mitycznym miastem dzieciństwa, miastem początku, przestrzenią egzystencjalną, wyznaczającą fundament ludzkiego istnienia i bezpowrotnie (a zgodnie z naturalnym porządkiem życia) straconą. Do tak pojętego miejsca istotnie nie sposób powrócić.

Herbertowa opowieść o Lwowie wskazuje jednocześnie, że miasto rzeczywiste, utracone na planie realnym, istnieje jednak stale w pamięci oraz wyobraźni bohatera (i samego poety), jako duchowa, na wskroś prywatna ojczyzna, której – bez zdrady samego siebie – nie można opuścić. Tej wewnętrznej przynależności do lwowskiego dziedzictwa nie przekreślą ani nieubłagane prawa życia, ani szaleństwa historii.

Anna Drozd

Tekst za: http://www.tygielkultury.eu/4_6_2006/aktual/15.htm

[Na ten temat patrz również:

– Józef Maria Ruszar, Miasto utracone w dziale Artykuły i rozprawy;

– Fotografie ważnych dla Herberta miejsc we Lwowie: Lwów Herberta  w dziale Zdjęcia]

Bibliografia:

J. Brzozowski Epilog burzy, w: Twórczość Zbigniewa Herberta, red. M. Woźniak-Łabieniec i J. Wiśniewski, Kraków 2001.
J. Brzozowski Pan Cogito, w: Dlaczego Herbert. Wiersze, komentarze, interpretacje, Łódź 2004.
Z. Herbert, Poezje, Warszawa 1998.
Z. Herbert Labirynt nad morzem, Warszawa 2000.
Humanistyka to przygoda – ze Zbigniewem Herbertem rozmawia M. Muskała, „Notatnik Teatralny” 11 / 1996.
J. Kornhauser Uśmiech Sfinksa. O poezji Zbigniewa Herberta, Kraków 2001.
Z. Kresowaty, Gniazdem Orląt był tylko Lwów. Rozmowa o dzieciństwie Zbigniewa Herberta z siostrą poety Haliną Herbert-Żebrowską, „PAL Przegląd Artystyczno-Literacki” 5 / 2001.
J. Łukasiewicz, Herbert, Wrocław 2001.
Mój wuj, Herbert. Z Rafałem Żebrowskim rozmawia Anna Popek, „Tygodnik Solidarność” 47 / 2000.
Cz. Miłosz, Poezje, Warszawa 1988.
J. Rudnicki, Lwów. Karta z dziejów Polski, Glasgow 1943;

L. Podhorodecki, Dzieje Lwowa, Warszawa 1993.
J. M. Ruszar, Stróż brata swego. Zasada odpowiedzialności w liryce Zbigniewa Herberta, Lublin 2004.
J. Siedlecka, Pan od poezji. O Zbigniewie Herbercie, Warszawa 2002.

lwy

 

orna

 

lwow
LWÓW
Plan miasta
Zjednoczone Zakłady kartograficzne i wydawnicze
Książnica-Atlas S.A., Lwów-Warszawa
1928

 

 

lwow
LWÓW
Wycinek mapy w skali 1:100000
Wojskowy Instytut Geograficzny
Warszawa 1921

 

LWÓW Wojskowy Instytut Geograficzny Mapa Operacyjna Polski, region Lwów. Skala 1:300000. 1928
LWÓW
Wojskowy Instytut Geograficzny
Mapa Operacyjna Polski, region Lwów. Skala 1:300000.
1928

 

 

icon-car.pngKML-LogoFullscreen-LogoQR-code-logoGeoJSON-LogoGeoRSS-LogoWikitude-Logo
Lwów, Lviv, Obwód lwowski, Ukraina.

loading map - please wait...

Lwów, Lviv, Obwód lwowski, Ukraina. 49.841857, 24.032078 Lwów miasto rodzinne Zbigniewa Herberta

 

 

Leave a Reply