W poszukiwaniu Curatii Dionisii

 Józef Maria Ruszar

W poszukiwaniu Curatii Dionisi

Curatia Dionisia, stella nagrobna w Grosvenor Museum, fot. JMR

Nagrobek Curatii Dionisii w Grosvenor Museum, fot. JMR

 

„Herbert nigdy niczego nie wymyślił” – powiedziałem kiedyś w ferworze dyskusji na temat jego poezji i rozbawienie słuchaczy uzmysłowiło mi, że skrót myślowy – jaki zastosowałem – doprowadził do nieporozumienia. Chciałem – oczywiście – powiedzieć, że Herbert nie wymyśla przedmiotów i nie konstruuje zmyślonych fabuł. Chodziło mi o ważną cechę tej poezji, jaką jest konkret inspiracji. Jeśli wiersz odwołuje się do wydarzenia, osoby czy przedmiotu – to mamy do czynienia z rzeczywistym wydarzeniem, a nie zmyślonym, istniejącą osobą i konkretną rzeczą, a nie produktem czystej wyobraźni.

Aby być do końca precyzyjnym dodam, że wydarzenia mityczne i postacie literackie oraz dzieła sztuki, a więc zdarzenia, persony i przedmioty przedstawione – także należą do tej szeroko rozumianej rzeczywistości. Zwłaszcza inspiracja rzeźbą i malarstwem jest znakiem firmowym twórczości Herberta, a stąd wniosek, że – jeśli pojawia się w wierszu obraz lub posąg – należy domniemywać, że taki obiekt rzeczywiście istnieje. Nawet, jeśli jest to dzieło mało znane lub trudne do rozpoznania czy zlokalizowania.
I tak zacząłem poszukiwania Curatii Dionisii.

Curatia Dionisia

Kamień jest dobrze zachowany Napis (skażona łacina)
głosi że Curatia Dionisia żyła lat czterdzieści
i własnym sumptem wystawiła ten skromny pomniczek
Samotny trwa jej bankiet Zatrzymany puchar
Twarz bez uśmiechu Za ciężkie gołębie
Ostatnie lata życia spędziła w Brytanii
pod murem zatrzymanych barbarzyńców
w castrum z którego pozostały fundamenty i piwnice
Zajmowała się najstarszym procederem kobiet
Krótko ale szczerze żałowali ją żołnierze Trzeciej Legii
i pewien stary oficer
Kazała rzeźbiarzom położyć dwie poduszki pod swój łokieć
Delfiny i lwy morskie oznaczają daleką podróż
choć stąd było tylko dwa kroki do piekła

Sam wiersz, a także listy do Magdaleny i Zbigniewa Czajkowskich1, wskazywały rzymską Brytanię jako kierunek poszukiwań. Określenie

pod murem zatrzymanych barbarzyńców
w castrum z którego pozostały fundamenty i piwnice

oraz esej Lekcja łaciny sugerowały, że chodzi o sławny Mur Hadriana. Można było spodziewać się, że właśnie tam, w jakimś maleńkim muzeum lub stanowisku archeologicznym, Herbert zobaczył rzymski nagrobek Curatii Dionisii. Dłuższe poszukiwania nie dały rezultatu. Trop okazał się mylny. Dopiero wzmianka w Lekcji łaciny o ołtarzu wotywnym wojskowego lekarza, Greka, niejakiego Hermogenesa (LNM 190), oraz opis nagrobka zastępcy centuriona w XX legionie (LNM 193) – doprowadziły mnie do muzeum Grosvenor w Chester. Herbert wspomina to prowincjonalne muzeum przy okazji opisu życia codziennego żołnierzy rzymskich na krańcach imperium. I rzeczywiście, wśród kilkudziesięciu lepiej czy gorzej zachowanych kamieni nagrobnych znajduje się tam także sporych rozmiarów nagrobek z następującą inskrypcją:

D M CVRATIA DINYSIA VIX. AN. XXXX H F CCo należy przetłumaczyć:
D M – DIS MANIBUS – („Boskim cieniom (zmarłych)” – odpowiednik polskiego: „Świętej pamięci”)
CURATIA DINYSIA („Curatia Dionisia”)VIX. AN. XXXX – VIXIT ANNOS XXXX („żyła lat 40”)
H F C – HERES FACIENDUM CURAVIT (Tradycyjna formuła: „Dziedzic zatroszczył się o sporządzenie” oznaczająca, że ten kamień nagrobny postawił jej spadkobierca)

Jak widać, Poeta uznał, że nieco zmieni swojej bohaterce tożsamość. W jakim celu – to zagadka, o której będzie jeszcze mowa. Dodam tylko, że wymienionych w wierszu symbolicznych delfinów i lwów morskich na nagrobku nie ma. Znajdują się za to trytony, które spełniały podobną rolę „wróżebną”. Delfiny widać natomiast na sąsiednim kamieniu, co nie dziwi, ponieważ wszystkie wymienione elementy należą do standardowych przedstawień na rzymskich stellach nagrobnych. Nagrobek stał się dla Poety impulsem do snucia refleksji, które nie są odosobnione w jego poezji.

Intra muros

Zarówno Mur Hadriana, jak miejskie mury rzymskiego Deva Castra (dzisiejsze Chester) nie były symbolem podziałów między ludźmi lecz granicą między cywilizacją a dzikością, obywatelami a barbarzyńcami, kulturą a naturą. W twórczości Herberta pozytywną konotacją obdarzone są pojęcia polis, urbs i res publica. Greckie, rzymskie i średniowieczne miasto jest dla poety symbolem obszaru wolności, o czym pisze w swoich esejach na temat greckiej kolonii Posejdonia (U Dorów, BO) czy republiki sieneńskiej (Siena, BO). Także mury castrum na krańcach imperium w rzymskiej Brytanii, określają przestrzeń swobody i cywilizacji2. Chociaż stosunek autora wiersza Powrót prokonsula (SP) do Imperium Romanum ulegał pewnym modyfikacjom: od fascynacji rzymską organizacją i misją cywilizacyjną, po krytykę polityki imperialnej „tych Prusaków starożytności”, to przecież bardziej mamy tu do czynienia ze zmiana akcentów niż postawy. Jednak w wierszu o rzymskiej kurtyzanie nie widać niechęci do rzymskiej machiny militarnej, jak to ma miejsce w późniejszych Przemianach Liwiusza (ENO). Żołnierze Trzeciej Legii, w tym oficer, są przede wszystkim ludźmi. A jeśli wziąć jeszcze pod uwagę esej Lekcja łaciny (LNM), pisany mniej więcej w tym samym czasie, tzn. po podróży po Anglii i Szkocji jesienią 1963 roku3, to bohaterowie są ludźmi godnymi współczucia. Opis organizacji armii rzymskiej, uzbrojenia, sposobów walki, wielkich umiejętności logistycznych i innych zalet wskazywałby raczej na to, że młody Herbert przeżywa cywilizację rzymska na krańcu imperium niczym jego dziadek i pradziadek z wiersza Przemiany Liwiusza (ENO):

Czytając dzieje Miasta ulegali złudzeniu
że są Rzymianami lub potomkami Rzymian
ci synowie podbitych sami ujarzmieni.

W eseju daje się zauważyć podziw dla wojskowej cywilizacji rzymskiej, a opis zwyczajów i stylu życia żołnierzy i ich dowódców jest pełen zrozumienie dla ludzkiego trudu legionistów i melancholii wobec ich krótkiego życia (Lekcja łaciny, LNM, s. 186-194.). Przykładem jest reakcja poety na inskrypcję nagrobną: „Cecyliusz Avitus urodzony w Emerita Augusta, zastępca centuriona w XX legionie Valeria Victrix, służył w armii lat 15, żył 34 lata” Lekcja łaciny, LNM, s. 193). „O melancholio!” – wzdycha autor. To zupełnie różna postawa od wyrażonej w 40 lat później:

Dopiero mój ojciec i ja za nim
czytaliśmy Liwiusza przeciw Liwiuszowi
pilnie badając to co jest pod freskiem
dlatego nie budził w nas echa teatralny gest Scewoli
krzyk centurionów tryumfalne pochody
a skłonni byliśmy wzruszać się klęską
Samnitów Gallów czy Etrusków
liczyliśmy mnogie imiona ludów startych przez Rzymian na proch
pochowanych bez chwały które dla Liwiusza
niegodne były nawet zmarszczki stylu.

Co się wydarzyło w ciągu tych 40 lat? W Lekcji łaciny zachwyt nad rzymską składnią był częścią tęsknoty za źródłami kultury europejskiej, rzymskim prawem i ładem łacińskiej Europy. Wzorzec rzymski funkcjonował w kontekście zagarnięcia Polski przez totalitarny system. Tak więc opozycja cywilizacja – barbarzyństwo w realiach lat 60. oznaczała przeciwstawienie łacińskiej tradycji sowieckiemu, nowoczesnemu barbarzyństwu, a Rzym był symbolem tradycji prawa wobec sowieckiego bezprawia. Tymczasem w przytoczonym wierszu, powstałym w latach 80., następuje zmiana paradygmatu: sowiecką ekspansję symbolizują rzymskie podboje. Herbert akcentuje inny punkt widzenia, inną twarz Rzymu. Nie znaczy to, że zmienia swój stosunek do łacińskiego źródła kultury, a tylko zwraca się ku innym – bardziej przydatnym – toposom. Odwrócenie sytuacji symbolicznej służy ukazaniu nadziei na zagładę imperium. Nadzieja ta jest oparta o historyczną regułę, która powiada, że imperia po prostu nie są wieczne:

Mój ojciec wiedział dobrze i ja także wiem
że któregoś dnia na dalekich krańcach
bez znaków niebieskich
w Panonii Sarajewie czy też w Trebizondzie
w mieście nad zimnym morzem
lub w dolinie Panszir
wybuchnie lokalny pożar
i runie imperium.

Wspomnienie wydarzeń XX wieku, jak zamach w Sarajewie na Arcyksięcia Ferdynanda, przypomina upadek austro-węgierskiego cesarstwa, będąc jednocześnie pierwszym stopniem wydobywania wiersza z historycznego kostiumu i zakresu opisanego przez rzymskiego historyka. Aluzja do wydarzeń z lat 80., a więc powstania „Solidarności” po wielkim strajku sierpniowym rozpoczętym w Stoczni Gdańskiej4 oraz bohaterskiej obrony Afgańczyków pod dowództwem mężnego Masuda w dolinie Panszir5 – przenosi sytuację wiersza w czasy najnowsze, żywo obchodzące Polaków. Jednocześnie zmienia poetycką rolę Rzymian w twórczości Herberta – tym razem funkcjonują oni jako najeźdźcy i gnębiciele. W tym kontekście upadek Rzymu ma być historycznym uzasadnieniem nadziei Polaków na wolność. Zanim jednak nastąpi zmiana postrzegania imperium w twórczości Herberta, castrum i urbs są ogrodem wobec dzikiej natury i rajem wobec piekła. Dlatego też – w ziemskim wymiarze – Curatia Dionisia żyje zaledwie „dwa kroki od piekła”.

Opuszczona jak wszyscy

Wiersze Herberta pełne są melancholii. Źródłem Herbertowskiego smutku jest okrucieństwo historii, przemijalność krótkiego życia i zasadnicza samotność człowieka, jak w wierszu Tren (ROM) poświęconym pamięci Matki:

A teraz ma nad głową brązowe chmury korzeni
wysmukłą lilię soli na skroniach paciorki piasku
i płynie na dnie łodzi przez spienione mgławice
o milę dalej od nas tam gdzie rzeka zakręca
widoczna — niewidoczna — jak światło na fali
naprawdę nie jest inna — opuszczona jak wszyscy.

Śmierć jest zdarzeniem „najbardziej osobistym” w poezji Herberta, to znaczy przejawem absolutnej samotności. Nie bez przyczyny najstraszniejszym elementem wydarzeń w wierszu U wrót doliny (HPG) jest rozstanie z najbliższymi osobami i przedmiotami, co zostanie powtórzone w Przeczuciach eschatologicznych Pana Cogito (ROM). Właśnie dlatego, że mowa w nim o pozbawieniu wspólnoty, jedną z najbardziej przejmujących wizji Sądu Ostatecznego jest zakończenie wiersza Widokówka od Adama Zagajewskiego (R):

Anioł w komeżce pierwszego śniegu jest zaprawdę Aniołem Zagłady
podnosi trąbę do ust przywołuje pożar
na nic nasze zaklęcia modlitwy talizmany różańce
Oto zbliża się chwila ostateczna
podniesienie
ofiara
chwila która rozdzieli
i wstąpimy osobno w roztopione niebo.

Nie wiadomo dlaczego Herbert przypisał Curatii Dionisii uprawianie „najstarszego zawodu”. Na pewno zrobił to bezpodstawnie. Jeszcze bardziej zdumiewające jest ukrycie faktu, że nagrobek postawił potomek, a nie ona sama. Można przyjąć tezę, że jest to pomyłka lub niedokładne odczytanie inskrypcji – przecież choćby opis kamienia nie jest całkowicie dokładny: poeta myli trytony ze znajdującymi się w sąsiednim nagrobku innymi symbolicznymi zwierzętami6. Wydaje się jednak, że powód jest inny. Świadomie czy nie – bo tego rozstrzygnąć nie sposób – Herbert stara się przedstawić swoją bohaterkę jako jeszcze bardziej opuszczoną niż wskazywałyby na to ślady przeszłości. Tym samym stawia ją w jednym szeregu z osamotnionymi bohaterkami innych swoich wierszy, np. Pan Cogito z Marią Rasputin – próba kontaktu (ROM) oraz Isadora Duncan (ROM). One także były dla kogoś ważne,

[….] lecz teraz już nikt
nie odtworzy jej tańca nie wskrzesi Izydory
pozostanie zagadką w tiulach tajemnicą
jak pismo Majów jak uśmiech Giocondy.

Współczucie każe westchnąć nad doczesnymi szczątkami Marii Rasputin, z którą autorowi nie udało się nawiązać kontaktu:

Mario
– myśli Pan Cogito
Mario daleka kasztelanko
o grubych czerwonych rękach
Lauro niczyja.

Zawołanie „Lauro niczyja” jest chyba najbardziej tragicznym sformułowaniem ludzkiej samotności, jakie można sobie wyobrazić, bo czyż może istnieć głębsze opuszczenie, niż sytuacja osoby przez nikogo nie kochanej, nikomu nie potrzebnej?Człowiek w poezji Herberta nie cierpi, ale – jak u starożytnych Greków – cały jest cierpieniem. Egzystencjalny ból należy do istoty człowieczeństwa i jest nieusuwalny – przynajmniej tak długo, jak długo nie rezygnuje się z samego siebie. Tragizm kondycji ludzkiej daje się oswoić jedynie poprzez sztukę, która sprzeciwia się wyrokom historii. Historia jest dziejami zła i przemocy – stąd egzystencjalny i historyczny pesymizm w jego wierszach. Trudny optymizm Herberta zakłada, że mimo całego zła świata można ocalić swoje i cudze człowieczeństwo, pod warunkiem wzięcia odpowiedzialności za bliźnich, skoro

jesteśmy mimo wszystko
stróżami naszych braci

jak pisze w wierszu Pan Cogito o potrzebie ścisłości (ROM). Postawa solidarności – uczy Zbigniew Herbert – przełamuje egzystencjalną samotność człowieka. Jej uczuciowym ekwiwalentem jest czułość.

 

Zdjęcia do tekstu

znajdują się w dziale “Herbert zdjęcia” – posty: Mur Hadriana, Curatia Dionisia i Grosvenor Museum oraz Curatia Dionisia i Deva Castra.

 

Uwaga. Po tytule wiersza lub eseju występuje siglum (umowny skrót) tytułu tomiku, z którego utwór pochodzi. Wykaz skrótów dostępny w dziale Biblioteka Pana Cogito.

Przypisy:
1 Kartki z podróży i komentarze M. Czajkowskiej patrz KZ, s. 13-17; wiersz Curatia Dionisia wysłany Czajkowskim wraz z listem z 12.02.1964 r., KZ, s. 43 (wersja o jeden wers dłuższa od umieszczonej w tomie Napis).
2 Miasto w twórczości Herberta ma różne wymiary kulturowe, psychologiczne, historyczne i symboliczne. Szczegółowo analizuje te kwestie Anna Mazurkiewicz-Szczyszek, W asyście jakich dzwonów. Obrazy miasta w twórczości Zbigniewa Herberta, Wydawnictwo Gaudium, Lublin 2008. Patrz: Biblioteka Pana Cogito
3 Kartki z podróży i komentarze M. Czajkowskiej patrz KZ, s. 13-17.
4 Miasto nad zimnym morzem, w którym wybucha bunt – to oczywiście Gdańsk 1980 roku.
5 Masud – bohaterski i zwycięski dowódca, który okupował wyobraźnię Polaków – był kimś w rodzaju współczesnego Hektora, który przez 10 lat nie oddał sowietom bronionego kawałka Afganistanu.
6 Gdybyśmy się koniecznie upierali przy szczegółowej ekfrazie, co przecież jest nieporozumieniem. Dokładność opisu „skromnego pomniczka” (ale całkiem sporego na tle innych zachowanych stelli) jest i tak zadziwiająca, a podróżny, który zechce odwiedzić Grosvenor Museum nie ma najmniejszych wątpliwości który z kilkudziesięciu obiektów zainspirował poetę.