in 06 Herbert dla liceów, 07 Interpretacje wierszy i szkice

J. M. Ruszar Ojczyzna jako wspólnota losu

Józef Maria Ruszar

Ojczyzna jako wspólnota losu

ruszar

Józef Maria Ruszar
fot. Iwona Grabska

Splecione ze sobą motywy ojczyzny i narodu są nie tylko istotne dla Herbertowskiej wizji świata, ale podsuwają klucz do rozumienia jego postawy jako poety. Przy czym od razu należy stwierdzić, że wzorem wspólnoty dla Herberta są starogrecka polis i rzymska res publica, a więc zbiorowości oparte na dzielności obywateli, kierowanych imperatywem odpowiedzialności za dobro wspólne. Toteż nawet nowożytne pojęcie narodu i ojczyzny będzie u niego przepojone arystotelesowskim etycznym duchem i wezwaniem do dzielności. Dodać też od razu należy, że występują one z reguły wespół z motywami obowiązku i wierności, a więc z treściami etycznymi. Inaczej mówiąc: wspólnota jest przedmiotem kategorycznego imperatywu obowiązku, wynikającego ze świadomości tego, że byt Rzeczpospolitej jest niepewny i kruchy. Troska wynika z poczucia zagrożenia.

Naród, którego częścią jest Herbert, ma Janusowe oblicze. Z jednej strony jest etniczną masą, ożywianą instynktem samozachowawczym, określaną mianem „substancji” – co jest ironicznym nawiązaniem do terminologii Romana Dmowskiego. Jest to strona biologiczna, a nie etyczna wspólnoty, pozwalająca na jej przetrwanie mimo poniżania, deptania, ograbiania i wszystkich innych nieszczęść, jakie niesie ze sobą Wielka Rzeźnia – Historia. Z drugiej zaś naród jest wspólnotą duchów, czerpiących siłę z wielkości, jaka idzie przez Historię Ducha, od Gilgamesza i biblijnych Proroków, przez bohaterskich Greków i Rzymian, średniowiecznych rycerzy i renesansowych artystów, romantycznych poetów i powstańców, a skończywszy na zwykłych, szeregowych obrońcach wolności i godności w XX wieku, zagrożonym totalnym zniewoleniem.

Bo w Herbertowym świecie ojczyzna i wielkość jest dana każdemu, bez wyjątku. Jest częścią jego ludzkiej kondycji. Ma tego świadomość wahająca się Nike („Nike która się waha”), która nie chce chwilą czułości osłabić odwagi młodego żołnierza

rozumie dobrze
że jutro o świcie
muszą znaleźć tego chłopca
z otwartą piersią
zamkniętymi oczyma
i cierpkim obolem ojczyzny
pod drętwym językiem

Aby zachować siebie duchowo, choć niekoniecznie fizycznie, człowiek musi wybrać i wypełnić swój los. Na tym polega wielkość niekoniecznie „historycznych postaci”. Dlatego też typowe dla patriotycznych wierszy Herberta jest obrazowanie związane z walką i śmiercią powstańców i partyzantów („Prolog” w tomie „Napis”):

Ostatni werbel biły bomby
był prosty pogrzeb na podwórzu
dwie deski w krzyż i hełm dziurawy
w niebie pożarów wielka róża
[..]
I zgrzebny napis na tych deskach
imiona krótkie niby salwa

Zauważmy, że słowo „napis” stanowi klucz do tytułu całego tomu, który ten wiersz otwiera. A jednocześnie Chór w „Prologu” zdaje się apelować w imieniu ludzkiej „substancji”, która dba o przetrwanie, o samo życie, o biologiczny wymiar człowieczeństwa. Bo przecież ludzką wspólnotę tworzą również ci, którzy jak z wiersza „Substancja” (tom „Hermes pies i gwiazda”)

uciekają z pożaru z butlą barszczu
którzy wracają na ruiny nie po to by wołać zmarłych
ale oby odnaleźć rurę żelaznego piecyka
głodzeni – kochający życie
bici w twarz – kochający życie
których trudno nazwać kwiatem
ale są ciałem
to jest żywą plazmą

Jest u Herberta zasadnicza aprobata dla wspólnoty narodowej, ale nie ma gloryfikacji narodu, który by zwyczajnie nie przeżył, gdyby wszyscy byli bohaterami:

giną ci
którzy kochają bardziej piękne słowa niż tłuste zapachy
ale jest ich na szczęście niewielu

naród trwa
i wracając z pełnymi workami ze szlaków ucieczki
wznosi łuk triumfalny
dla pięknych umarłych

I chociaż nie ma wątpliwości, która strona Janusowego oblicza narodu jest bliższa poecie, to – zauważmy – nie ma krzty pogardy dla biologicznego wymiaru wspólnoty. Jest współczucie, odrobina ironii przełamanej wyrozumieniem, a przede wszystkim zrozumienie konieczności biologicznego trwania by możliwe było istnienie duchowe. Czy więc wspólnota narodowa jest częścią porządku biologicznego, czy też aksjologicznego? Czy wiążą nas tylko plemienne interesy, czy także wartości? Temu pytaniu poświęcone są „Rozważania o problemie narodu” („Studium przedmiotu”).

prawdę mówiąc nie wiem
stwierdzam tylko
istnienie tego związku
objawia się on w bladości
w nagłym czerwienieniu
w ryku i wyrzucaniu rąk
i wiem że może zaprowadzić
do pospiesznie wykopanego dołu

Odpowiedź jest więc sformułowana w postaci ponowionego pytania oraz dodatkowego obciążenia moralnego, jakim jest przypomnienie skrajnego nacjonalizmu Narodu Panów czyli hitlerowców. Herbert nie tylko nie idealizuje narodu, ale nawet nie ułatwia sobie zadania pomijaniem czy też wyrzucaniem poza nawias najbardziej zbrodniczych wersji świadomości narodowej. Poznajemy tu często stosowaną technikę budowania drażliwych antynomii (aż do prowokacji), by wyprowadzić wniosek ad absurdum, bo przecież taka jest struktura następującej deklaracji wierności:

ten krwawy węzeł
będzie ostatnim, który buntujący się potarga

Bo w istocie to nie wspólnota biologiczna, ale właśnie polis i res publica (Republika – często pisana z dużej litery jak w wierszu „Pan Cogito o postawie wyprostowanej”, tom „Pan Cogito”), rozumiana jako wspólnota moralna, jest kluczowym pojęciem Herbertowskiej etyki. Polis jest istotnym składnikiem jego ontologii: jesteśmy ludźmi jako członkowie narodu, choćby nawet cechy i przejawy tej wspólnoty wywoływały odruchy niechęci i zwątpienia. Obywatelska odpowiedzialność jest motorem postępowania, jak heroizm Tucydydesa w „Dlaczego klasycy” („Napis”). Odpowiedzialność oparta na świadomym wyborze, który nie jest racjonalnie uzasadniany, który jest wyborem dokonanym w obliczu zagrożonej w swym istnieniu wartości – a więc czegoś, czego żaden wywód logiczny nie może wyprowadzić z opisu faktów. Ci, którzy dochowują wierności wystawiają się na zarzut „kochania bardziej pięknych słów niż tłustych zapachów”, ale to oni są wzorami dla poety i miarą sensu świata.

Miasto jako obraz i metafora państwa często jest przywoływany w tej poezji, nie tylko w „Raporcie z oblężonego miasta”:

cmentarze rosną maleje liczba obrońców
ale obrona trwa i będzie trwała do końca

i jeśli Miasto padnie a ocaleje jeden
on będzie niósł Miasto w sobie po drogach wygnania
on będzie Miasto

Nieskrywany patos takich fragmentów jawnie odstaje od łamanych ironią lub delikatnym dystansem opisów własnego bohaterstwa lub nikczemnych postaw ogółu. Podobnie jest w innym heroicznym obrazie wierności jako formie odpowiedzialnej troski o losy polis – w „Przesłaniu Pana Cogito”, gdzie Gilgamesz, Hektor, Roland są obrońcami „królestwa bez granic i miasta popiołów”. Utwór poprzedza – w pewnym stopniu stanowiąc wstęp – „Pan Cogito o postawie wyprostowanej”, gdzie z kolei przywołany zostaje obraz obrony Republiki z rzymskiej tradycji.

Wybór nie jest dokonywany w próżni dowolności: nasza ojczyzna, nasz naród są nam dane. Jak każde przeznaczenie czy przypadek losu, możemy je odrzucić, ale to będzie zdradą wobec tych, którzy tę ojczyznę dla nas stanowią: tych już nie żyjących, których jesteśmy dziedzicami. Możemy też udział we wspólnocie ograniczyć do „używania tych samych przekleństw”, a więc na najbardziej elementarnym poziomie. Ale poddanie się imperatywowi odpowiedzialności – wybór, którego dokonywa Herbertowski podmiot liryczny – pociąga za sobą zarazem obowiązek pamięci, wierności i dzielności oraz ryzyko „pospiesznie wykopanego dołu”. Znaczy – jest wyborem bardzo serio, z możliwymi najwyższymi konsekwencjami.

Wybór polskości staje się wyborem przede wszystkim moralnym i uczuciowym, bo już niekoniecznie kulturowym. Ojczyzna Herberta zanurzona jest w większej ojczyźnie kultury europejskiej, zwłaszcza, jeśli dotyczy to świadomości inteligenta, jak w „Odpowiedzi” (tom „Hermes pies i gwiazda”), gdzie przywołuje się całość spuścizny białego człowieka (nawet Indii!), poczynając od helleńskiej, a skończywszy na wersalskiej. O ile są one dziedzictwem, to zobowiązaniem jest ta wyjątkowa:

(..) ta jedyna której strzeże
liczba najbardziej pojedyncza

Jest więc patriotyzm Herberta miłością Ojczyzny „wypraną z nacjonalizmu”. Naród jako wyłącznie etniczna zbiorowość nie jest dla niego wartością. Staje się nią dopiero poprzez wierność wobec tych, którzy dla narodu się poświęcili. Poeta ciągle zresztą sprawdza realny sens narodowych haseł i symboli. Czy Polacy godni są Polski? Widać to najwyraźniej w późnych „Heraldycznych rozważaniach pana Cogito” (tom „Elegia na odejście”), opublikowanych już po odzyskaniu niepodległości:

Przedtem być może – orzeł
na wielkim polu czerwonym
i surma wiatru

teraz
ze słomy
z bełkotu
z piasku
[..]
snuje się
ślimak
na plecach
dom swój niesie

ciemny

niepewny

Zwróćmy uwagę na słowo piasek, które – jak pustynia – zawsze w tej poezji przywołuje nicość w zderzeniu z patetyczną wojskową trąbą. Ów współczesny egoista, Polak-ślimak nawet nie idzie (w sensie podąża w określonym kierunku, a więc nie przypadkowo) lecz „snuje się” czyli porusza się bez celu. Bo nie ma zbawienia poza polis – moglibyśmy strawestować teologiczną myśl katolicyzmu. Oczywiście, jeśli rozumie się ją w aksjologicznym sensie. Przy czym ta ojczyzna nie przywiązuje do siebie harmonią czy urodą („Prolog”, tom „Napis”):

Rów w którym płynie mętna rzeka
nazywam Wisłą. Ciężko wyznać:
na taką miłość nas skazali
taką przebodli nas ojczyzną

Herbertowski mesjanizm wzmacnia porównanie ze śródziemnomorskim ładem. Trzeba mieć „patriotyczną kataraktę” („Wawel”, tom „Struna światła”) na oczach, by zestawiać kultowe pomniki tej ojczyzny z wielką tradycją greckiego antyku. I w tych wypadkach mamy do czynienia z prowokacyjnymi zderzeniami obrazów, nabrzmiałymi bólem, ale posiadającymi moc katharsis.

A więc owa konkretna ojczyzna jest ukazywana w kategoriach przede wszystkim moralnych – jako przedmiot obowiązku i wyboru. Polska specyficzność tej ojczyzny jest zaznaczana rzadko, dyskretnie, prawie wstydliwie – jak wielka miłość, która cofa się przed wszelką ostentacją. Ta wstrzemięźliwość sprawia, że na plan pierwszy wysuwają się nie bezpośrednie odniesienia do polskości, ale odniesienia do bólu i tragedii historii, jaka jest udziałem Polaków. – Utwory Herberta są usiane jednoznacznymi aluzjami do takich wydarzeń, jak napaść sowiecka 17 września 1939, Katyń, Powstanie Warszawskie, rok 1956 i inne tragedie. Podmiotowi lirycznemu Herberta („Pan Cogito – powrót”, tom „Raport z oblężonego miasta”) dana jest właśnie Polska jako najbliższa ojczyzna

przestał wierzyć w postęp
obchodzi go własna rana

i w związku z tym uważa, że powinien się nią zająć. Wybiera ją nie dlatego, by uważał Polaków za lepszych (ojczyzny jako ojczyzny są przecież równe), ale dlatego, że świadomie przyjmuje tragiczne dziedzictwo, wspólnotę losu.

I tu należy zauważyć, że Herbert jest w swej postawie szalenie tradycyjny, przy czym – by zbudować własny stosunek do narodowej wspólnoty – sięga do dwóch źródeł polskości: renesansowej wizji polskiej szlachty i romantycznego mesjanizmu. Z rówieśnikami Frycza Modrzewskiego dzieli podziw dla republikańskich cnót, który kazał Sarmatom wierzyć, że są potomkami Katonów, a dzielność odziedziczyli po bohaterach Wergiliusza. Romantykom, zwłaszcza Słowackiemu, zawdzięcza tradycję miłości ojczyzny bez złudzeń, a często z gorzką krytyką wad narodowych. Herbert reprezentuje tradycję ukochania ojczyzny bez cienia triumfalizmu, tradycję patriotyzmu bez nadziei, patriotyzmu ofiary. I tak powstał nowy stop, w którym mieszczą się wszyscy, począwszy od Kochanowskiego, przez Mickiewicza, Słowackiego i Norwida, Piłsudskiego i Żeromskiego, aż po rówieśników Herberta, jak Kamil Baczyński i Tadeusz Gajcy.

JMR

O patriotyzmie Herberta i rozumieniu przez niego narodu patrz:

– Zdzisław Najder, Poezja jako obowiązek
– Stanisław Stabro, Poetycka idea narodu w Substancji Zbigniewa Herberta i w Narodzie Czesława Miłosza
– Zofia Zarębianka, Zbigniew Herbert w poszukiwaniu substancji narodu
– Kazimierz Nowosielski, Zbigniew Herbert i „kamienne łono ojczyzny”

wszystkie pozycje [w:] Portret z początku wieku pod. red. W. Ligęzy, Biblioteka Pana Cogito, Lublin 2004 (PDF do pobrania)