Noc poezji w Krakowie Herbert dla nauczycieli

Krakowska Noc Poezji

Herbert dla nauczycieli

„Krakowska Noc poezji” liczy sobie wiele lat, ale w tym roku po raz pierwszy w jej historii odbyło się seminarium interpretacyjne dla nauczycieli języka polskiego. Wykładowcy kilku uczelni krakowskich zapoznawali nauczycieli z najnowszymi sposobami lektury wierszy Zbigniewa Herberta. Było to pasjonujące spotkanie zarówno dla uczonych jak pedagogów-praktyków, którzy uczą młodzież szkół ponadpodstawowych.

IMG_2880
Dr Józef Maria Ruszar z Akademii Ignatianum (z lewej) oraz Dyrektor Śródmiejskiego Ośrodka Kultury Janusz Paluch (z prawej)

Seminarium odbyło się na zlecenie Wydziału Kultury i Dziedzictwa Narodowego UMK, a organizował je Śródmiejski Ośrodek Kultury przy ul. Mikołajskiej 2 w sobotę, 3 października 2015, od godz. 10.00 do 14.00. Uczestników powitali: Dyrektor Śródmiejskiego Ośrodka Kultury Janusz Paluch oraz prowadzący seminarium dr Józef Maria Ruszar z Akademii Ignatianum. Na spotkanie składało się sześć wystąpień.

Prof. dr hab. Wojciech Ligęza (Uniwersytet Jagielloński)

Zawieszone podróże w zaświaty. „Ankhenaton” i „Nefertiti”

IMG_2884
Prof. dr hab. Wojciech Ligęza (Uniwersytet Jagielloński)

Profesor Wojciech Ligęza przedstawił na szerokim tle religii staroegipskiej interpretacje wierszy „Ankhenaton” oraz „Nefertiti”, zwracając uwagę na herbertowską reinterpretację staroegipskich wierzeń. Była to, jak się wyraził „herezja po kilku tysiącleciach”.

Nefertiti_bust_(front)2
Nefretete
Musee_national_-_alexandrie_akhenaton
Echnaton

Nie trzeba być egiptologiem, by podjąć próbę odczytania cyklu dwóch wierszy z tomu „Hermes, pies i gwiazda”. Poeta nie zwracał się do znawców trudnej dyscypliny naukowej, bo taki adres odbiorczy byłby absurdalnie wąski, lecz oczekiwał od swych czytelników jedynie elementarnego rozeznania w religii i mitologii egipskiej, a także w dziejach starożytnego państwa leżącego nad Nilem. Oczywiście, tworząc utwory o gęstej sieci znaczeń, Zbigniew Herbert poszerzył obszar kulturowego dialogu i wkroczył na terytorium rzadziej odwiedzane przez nowoczesnych poetów. Jednakże „wtajemniczenie”, które wprowadza efekt obcości ze względu na odmienność wierzeń starożytnych Egipcjan od chrześcijańskiej eschatologii, w obu wierszach Herberta nie służy igraszkom erudycji, lecz podporządkowane zostaje pytaniom natury egzystencjalnej. Najogólniej rzecz ujmując, rozważania o sprawach ostatecznych – tajemnicy i niepewności, o metafizycznych przygodach duszy, o granicach ludzkich światów – przez wskazany kontekst zyskują nowe znaczenia. Dialog rozwija się wielotorowo. Wszakże mówienie o tym, co niedostępne i niedocieczone, wymaga odnowień dyskursu.

BD_Hunefer
Sąd Ozyrysa

W obu odczytywanych utworach znajdziemy wiele zaprzeczeń egipskiej mitologii oraz religii. Można by nawet twierdzić, że poeta tworzy serię odejść od kulturowych tekstów pierwotnych. Zaświaty egipskie jak wiadomo nie były demokratyczne, gdyż postacią uprzywilejowaną pozostawał faraon, istota boska, nie podlegająca do końca prawom śmierci, a przeto uzyskująca wieczność niejako „z urzędu”. Wędrówka władcy w zaświaty (w wierszu „Ankhenaton” przedstawiana jako uchylona możliwość) u Herberta zgodna jest z opisami ze świętych ksiąg, jednakże z odbicia boskości poeta wyprowadza odmienne konsekwencje myślowe, które powodują wyłom w spodziewanym układzie opowieści. Faraon jest wcieleniem siły „maat” – prawdy i prawa, a zatem podejmuje on rolę ziemskiego reprezentanta bogów, ale poeta przekreśla taką właśnie boskość. U autora „Pana Cogito” faraon to Każdy w obliczu rzeczy ostatecznych, czyli po prostu śmiertelny człowiek. Dusza władcy nie opuszcza ciała, odrzuca powtórne narodziny, stroni od udziału w wyższym bycie. Zbigniew Herbert układa więc własny zaprzeczony mit, unieważnia solarną nieśmiertelność faraona, tworzy herezję po kilku tysiącleciach.

IMG_2887
Uczestnicy seminarium. fot. JMR

Prof. UP, dr hab. Marek Karwala (Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie)

Dałeś nam Panie ziemię piękną. „Psalm” (Utwory rozproszone)

IMG_2902
Prof. UP, dr hab. Marek Karwala (Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie)

Jakież znaki „psalmiczności” można rozpoznać w utworze Herberta? Zresztą czy tylko psalmiczności? Należałoby raczej mówić o szerszym obszarze językowym, o języku biblijnym, w którym mieści się repertuar wyznaczników języka psalmów. Cechy konstytutywne polskiego stylu biblijnego wpisują się zarówno w krąg poszukiwań i doświadczeń na płaszczyźnie przekładu ksiąg natchnionych, jak też stanowiących teren stylizacyjnych odwołań literackich, wyraźnie odbitych w twórczości wielu poetów. Elementy, które składają się na zestaw charakterystycznych cech stylowych polszczyzny biblijnej nie są w pełni jednoznaczne, niemniej badacze tego obszaru wyróżniają trzy dominujące kręgi stylistyczne, skupiające jednostki, konstrukcje i figury symboliczno-obrazowe o czytelnych związkach z księgami kanonicznymi.

Tyle o formie. Co zaś do treści, to współczesny „psalmista” wznosi pełne energii, błagalne, dramatyczne modły do Stwórcy o Jego zaangażowanie w wydarzenia dziejące się „tu i teraz”, bo bez takiej interwencji, bez Jego przewodzenia ludzie nie zdołają dotrzeć do XX-wiecznej Ziemi Obiecanej, do wolności. Herbert-Dawid prosi w „Psalmie” o Bożą interwencję – a kontekstem jest czas napisania wiersza, to znaczy lata 50.

IMG_2889
Uczestnicy seminarium

Dr Mateusz Antoniuk (Uniwersytet Jagielloński)

Wina ocalenia – „Poległym poetom”

IMG_2905
Dr Mateusz Antoniuk (Uniwersytet Jagielloński)

Zbigniew Herbert jako poeta był odczytywany – i sam się tak przedstawiał – jako spadkobierca „poległych poetów” (przede wszystkim chodzi o poetów warszawskich, którzy zginęli w Powstaniu). Świadczą o tym liczne wiersze, jak „Prolog” z tomu „Napis” czy sławny fragment z eseju „Akropol”. Taka jest powszechna lektura od czasu sławnego szkicu Tomasza Burka „Linia wierności”. Tymczasem badania Mateusza Antoniuka wskazują, że owa jednoznaczna postawa nie była jedyną możliwością artystyczną i nie wykrystalizowała się od razu, a dopiero gdzieś w latach 60. czyli po 20 latach od zakończenia wojny. Wcześniejsze wiersze Herberta, zwłaszcza te z tomu „Hermes pies i gwiazda” oraz te, które pozostały w rękopisach, wskazują raczej na poetykę poczucia winy wobec poległych (że się przeżyło) i mimowolnej separacji czy porzucenia pokoleniowych współtowarzyszy z AK. Nie kontynuacja, a poczucie całkowitej przepaści między żywymi i umarłymi charakteryzuje wcześniejsze utwory Herberta.

Zarówno dr Mateusz Antoniuk, jak Maciej Tabor, należą do tych badaczy twórczości Herberta, którzy koncentrują się na archiwaliach – niewydanych tekstach, znajdujących się obecnie w Archiwum Zbigniewa Herberta w Bibliotece Narodowej w Warszawie.

IMG_2916
Uczestnicy seminarium. Fot. JMR

Maciej Tabor

(I Liceum Ogólnokształcące im. Króla Kazimierza Wielkiego w Bochni)

Drzwi z hukiem zamknięte przed tajemnicą.

Motywy biblijne w dwóch niepublikowanych

wierszach z późnych notatników poety

IMG_2919
Maciej Tabor (I Liceum Ogólnokształcące im. Króla Kazimierza Wielkiego w Bochni)

W bardzo interesującej rozmowie z księdzem Januszem Pasierbem Herbert opowiedział między innymi o dorastaniu pod urokiem babci: „Człowiekiem wrażliwym na religię zrobiła mnie babcia. […] Babcia była święta”. „Prywatnej kanonizacji” Marii Herbertowej dokonał także w napisanym przeszło dwadzieścia lat później wierszu z „Epilogu burzy”, rozpoczynając go słowami: „Moja przenajświętsza babcia”, zaś portret Marii z Bałabanów dopełnia zapisane w notatniku z 1991 roku wspomnienie „Ormiańska babcia”. Wyłania się z niego obraz afirmowanej przez Herberta chrześcijańskiej tablicy wartości, bliskiej duchowi ośmiu błogosławieństw: cierpliwe i godne znoszenie cierpienia, które nie rodzi trującej goryczy, czystość serca, szczera wewnętrzna gościnność, ubóstwo połączone z pozornie nieroztropną szczodrością, wrażliwość na odrzuconych i napiętnowanych, pokorne zawstydzenie własną dobrocią i dyskrecja w pomaganiu biedniejszym, miłosierdzie dla błądzących, prostota wiary, która nie potrzebuje górnolotnych deklaracji. „Ojciec bał się, że ja pójdę w stronę babci. Czyli że będę gorliwym katolikiem. Ojciec zaś wraz z bratem wychował się u jezuitów i do końca życia pozostał antyklerykałem. Był agnostykiem, ale niezmiernie interesującym się sprawami religii” – powiedział Herbert w 1996 roku w rozmowie z Januszem Maciejewskim.

W teczkach zawierających materiały do tomu „Epilog burzy” wśród stosunkowo licznych utworów o tematyce religijnej znajdujemy poetyckie szkice portretów dwóch intrygujących postaci z Ewangelii: zarys wiersza o uzdrowionym ze ślepoty Bartymeusza oraz napisaną 27 listopada 1995 roku prozę poetycką „Tomasz”, którą można uznać za wariant utworu opublikowanego dwa lata później w „Rzeczpospolitej”.
W apokryficznym ujęciu poety ślepy Bartymeusz dzierży gorzką palmę żebraczego pierwszeństwa – jest „ostatnim z ostatnich”. Jego udziałem są: największe wyobcowanie, bieda i niepewność jutra (bo nawet wśród żebraków istnieje pewna hierarchia i przydrożny dziad nie może równać się z jałmużnikiem przy drzwiach świątyni). Ale to jemu właśnie przytrafia się cud: spotyka Jezusa i zostaje uzdrowiony.

The_Incredulity_of_Saint_Thomas_by_Caravaggio
Carvaggio, Niewierny Tomasz

Poeta napisał trzy utwory poświęcone świętemu Tomaszowi. W dwóch z nich Herbert prowadzi nas przed znany obraz Caravaggia. 19 kwietnia 1997 roku w „Rzeczpospolitej” wydrukowano prozę poetycką „Tomasz”. W „Epilogu burzy” mamy zaś słynny wiersz zadedykowany „Jego Eminencji księdzu Józefowi Życińskiemu”. Akcenty są w tym wierszu rozłożone inaczej niż w utworze z „Epilogu burzy”, w którym Herbert w spotkaniu sceptycznego ucznia z Nauczycielem znajduje przewidzianą w Boskim planie przestrzeń dla nieodnajdujących się w ortodoksji. Tam wątpiący, a jednocześnie wskazujący palec Tomasza jednak „prowadzi z góry ręka Mistrza”, a w ostatniej zwrotce pobrzmiewa nadzieja, że Bóg spogląda łaskawie także na tych, którzy nie są jeszcze zdolni wyznać w ślad za apostołem: „Pan mój i Bóg mój!”.

Tomasz z analizowanego przez Macieja Tabora wiersza nie przekracza zaś progu wiary, trwa zamknięty szczelnie w swym pozornie rozświetlonym laboratorium. Empiryzm i sceptycyzm opatrzone są ironicznym cudzysłowem, gdy Herbert czyni apostoła patronem „empiryków i pyrronistów wszelkich epok”. Zastanawiające jest to zestawienie dwóch postaw filozoficznych. Diogenes Laertios w swych „Żywotach i poglądach słynnych filozofów” pisze o Pyrronie z Elidy, twórcy szkoły sceptyków, który uczył o niepoznawalności rzeczy oraz wybrał drogę powstrzymywania się od wydawania sądów. Filozof wskazywał na względność pojęć: piękna i szpetoty, sprawiedliwości i niesprawiedliwości; stwierdzał, że nic nie istnieje naprawdę, zaś ludzie działają na zasadzie umowy i zwyczaju. Podobno nic nie było w stanie wyprowadzić Pyrrona z równowagi.

Dr Józef Maria Ruszar (Akademia Ignatianum)

Perfekcyjny grzesznik.

Ekfraza i historyczny pesymizm w wierszu „Epizod z Saint Benoît”

Wiele wierszy Herberta karmi się doświadczeniem jego licznych podróży. „Epizod z Saint Benoît” z tomu „Napis” do takich właśnie utworów należy. Benedyktyńskie opactwo, zwane Fleur, powstało w VII wieku i należy do najsławniejszych i najbardziej znaczących we Francji.
Większość klasztornych kapiteli przedstawia sceny biblijne. Wśród nich znajduje się rzeźba przedstawiająca duszę człowieka kuszoną przez diabła i chronioną przez anioła – scena wypatrzona przez poetę. W sensie dosłownym są to dwie duże postacie, między którymi znajduje się niewielka figurka człowieka. Jest to standardowe przedstawienie psychomachii – walki dobra za złem o duszę człowieka, bo ów człowieczek, a raczej kukiełka, cieleśnie reprezentuje niezmysłową istotę człowieka.

20070623_102839_7442
Kapitel z z Saint Benoît

Dlaczego Herbert powiada, że szablonowa scena, ukształtowana według romańskich schematów, opowiada historię Maxa Jacoba, i że to on właśnie sportretowany został na kapitelu? Max Jacob (1876-1944) związany był z opactwem w Saint Benoît i tu leży jego grób. W 1937 roku, awangardowy poeta, dramaturg, malarz i krytyk literacki w jednej osobie, zamieszkał w tutejszym klasztorze. Wcześniej bywał tu często, począwszy od 1921 roku. Nie byłoby w tym wydarzeniu nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że Max Jacob należał do paryskiej bohemy, był jednym z twórców kubizmu i surrealizmu, a prowadził dość rozwiązłe życie pijaka i narkomana.

Modigliani,_Amedeo_(1884-1920)_-_Ritratto_di_Max_Jacob_(1876-1944)
Max Jacob (mal. Amadeo Modigliani)

Okresy kontemplacji przeplatały się ze światowym życiem. Pochodził z niewierzącej rodziny żydowskiej, ale na skutek widzenia w 1909 roku – twierdził, że ukazał mu się Chrystus! – w 1915 roku przeszedł na katolicyzm. W 1944 roku został aresztowany przez Gestapo i jako Żyd przewieziony do obozu przejściowego w Drancy, z którego miał się udać do jednego z niemieckich obozów zagłady (wcześniej w Auschwitz zginęło jego rodzeństwo). Na trzy dni przed wywózką zmarł na zapalenie płuc. Miał 68 lat. Mnisi benedyktyńscy sprowadzili po wojnie jego ciało do klasztoru i tu jest pochowany. Na takim tle rozgrywa się w wierszu Herberta współczesna psychomachia, a jednocześnie walka dobra i zła w Historii (koniecznie z dużej litery, bo chodzi o wielkie totalitaryzmy XX wieku).

St Benoit 2 kapitel 01
Przywołanie rzeźb (tak zwana ekfraza) jest z jednej strony dokładne, a z drugiej – nieprawdziwe! Jeśli udamy się na miejsce inspiracji zauważymy, że poeta zmienił obraz, a objaśnienie sensu rzeźby zostało wtórnie narzucone. O ile w planie religijnym Max Jacob jawi się jako zwycięzca, bo męczeństwo jest wpisane w istotę chrześcijaństwa, o tyle w planie Historii i on i świat są wielkimi przegranymi.

IMG_2915
Uczestnicy seminarium. fot. JMR

Iwona Grabska-Gradzińska (Uniwersytet Jagielloński)

Nielubiana fotografia. Wiersze o fotografii w twórczości poety

(„Fotografia”, „Album Orwella”)

W lęku przed przemijaniem, w poszukiwaniu prawdy, z potrzeby namacalności – poezja sięga po fotografię praktycznie odkąd zaistniała ona w świadomości społecznej. Zaistniała bardzo silnie i dość nagle, w odróżnieniu od malarstwa, które towarzyszyło kulturze „od zawsze” i od zawsze było wykorzystywane przez poetów jako źródło inspiracji i punkt odniesienia. Fotografia pojawiła się, uruchamiając olbrzymie środki ekspresji, lecz także stawiając rozliczne pytania na temat prawdy, obiektywizmu, sztuki, świadectwa.

Herbert w wierszu „Fotografia” ucieleśnia paradoks Zenona z Elei. Dla niego fotografia w rozmyślaniach o tożsamości jest tym, czym strzała w rozmyślaniach o ruchu dla Zenona. Paradoks Eleaty polegał na sprowadzeniu ruchu do bezruchu przez zastąpienie go serią „momentów” bezruchu z innym położeniem strzały. Analogia z fotografią jest oczywista: zdjęcie też jest sprowadzeniem ciągłości egzystencji do serii momentów uwiecznionych na kartonie. Fotografia jest pozornym, zwodniczym „bezczasowym momentem” zatrzymania uwagi i „dowodem” tego, co niemożliwe: wyrażenia ciągłości poprzez pojęcia nieciągłe, czyli sprowadzenie procesu do wydarzenia. Matematyków paradoks ten doprowadził do rachunku różniczkowego, Herbertowi pozwala na zbudowanie sensu przesłania poetyckiego. „Kwantowanie” procesu egzystencji, arbitralny podział swojego życia na „ja” i „nie-ja”, nie jest w tym momencie bardziej paradoksalne niż sytuacja wyjściowa. Herbert akceptuje więc nielubianą przez siebie fotografię, ale jako ucieleśnienie błędu logicznego w rozumowaniu, analogicznego do rozumowania Zenona z Elei.

W „Albumie Orwella” (w rzeczywistości chodzi o wkładkę fotograficzną do książki biograficznej) Herbert traktuje fotografię inaczej. Jest ona przede wszystkim pretekstem do rozmyślań na temat biografii pisarza. Herbert podsumowuje fotografie Orwella zdaniem: „Na wszystkich zdjęciach twarz jego niecodziennie smutna”. Co ciekawe, poeta więcej domyśla się z nie istniejących fotografii, niż zamieszczonych w książce.

Nie ma zdjęcia z Birmy: ani z polowań, ani tym bardziej z egzekucji. Wszystko co wie Herbert o okolicznościach pobytu Orwella w Birmie pochodzi z książek i esejów. „Nie ma, jak sam przyznaje, jego fotografii z okresu studiów nad nędzą w Paryżu i Londynie”. Nie pasują do konwencji zdjęcia z wakacji, uznaje więc, że dobrze, że ich nie ma. Opisuje za to, co mogłoby na nich być dokładniej niż zdjęcia z lat dobrobytu, które akurat są, lecz po których się prześlizguje dość zdawkowo w porównaniu z barwnym opisem zdjęć nieistniejących. Nie ma zdjęć z łoża śmierci, co konstatuje z niekłamaną ulgą. Herbert obawiałby się, znowu bardzo plastycznie odmalowanego, obrazu „poddania się”, a przecież chciałby zachować obraz twardego, nieugiętego, bohaterskiego człowieka. To przede wszystkim z tych na wpół nieistniejących zdjęć wydobywa obraz tożsamości pisarza.

Jaki był stosunek Herberta do fotografii? Praktycznie – niechętny. Nigdy nie robił zdjęć, zawsze szkicował, jakby nie przekonywały go wywody teoretyków na temat obiektywizmu i możliwości zatrzymania czasu. W poezji natomiast odwołuje się do zdjęć chętnie, ale traktuje je jako pretekst, soczewkę ogniskującą uwagę czytelnika na wybranych problemach. Wykorzystuje fotografię tam, gdzie uwiecznia doświadczenie wspólne dla wielu momentów/osób/sytuacji. Zdjęcie jednostkowe nie jest dla niego wartością, dopiero osadzenie go w kontekście kulturowym stanowi wartość intelektualną. Brak zdjęcia oczekiwanego w danej sytuacji konwencjonalnej, czy zdjęcie niedopowiedziane, sugerujące nieobecność – są dla poety bardziej pociągające niż zdjęcia kanoniczne.

IMG_2895
Uczestnicy seminarium

Do Śródmiejskiego Ośrodka Kultury przybylo pięćdziesięciu nauczycieli. Każdy uczestnik otrzymał – zamiast materiałów konferencyjnych – najnowsza pozycję Biblioteki Pana Cogito „Gąszcz srebrnych liści. Interpretacje wierszy Zbigniewa Herberta” pod red. J. M. Ruszara.

Na zakończenie odbyła się projekcja filmu „Barbarzyńcy w ogrodzie Herberta”, powstałego w czasie wyjazdu studyjnego „Śladami Herberta po Toskanii” w roku 2006 (30 min). Udział w seminarium był bezpłatny, a uczestnictwo zostało potwierdzone certyfikatem.

Gaszcz1