in 08 Teorie i teoretycy

Krzysztof Dybciak, Intelektualna droga Janusza Sławińskiego

Krzysztof Dybciak

Intelektualna droga Janusza Sławińskiego

Od strukturalizmu do antykomunizmu na wyspach wartości

f36157ac6046ba20429534097a10fcfa

Mówiono od początków jego twórczości naukowej, że ma kryształ w mózgu, środowiskowa legenda przypisuje autorstwo tego określenia Zbigniewowi Bieńkowskiemu, znakomitemu poecie i krytykowi literackiemu. To stwierdzenie oznaczało wiele cech charakterystycznych dla pisarstwa Janusza Sławińskiego: jasność myślenia, przejrzystość i brak jakichkolwiek zmętnień w publikowanych tekstach, ostrość zarysowanych problemów i blask oryginalnych pomysłów . Ów diament w jego głowie promieniował od początku – jako 22-letni młodzieniec publikował w czołowym piśmie literackim recenzje do dziś rozjaśniające znaczenia omawianych utworów, w wieku 28 lat był głównym autorem „Zarysu teorii literatury”, na którym intelektualnie wychowywało się w Polsce kilka pokoleń ludzi poważnie zainteresowanych artystycznym piśmiennictwem, pierwsza książka ukończona gdy miał 30 lat jest jedną z najlepszych powojennych monografii historycznoliterackich. Ale przede wszystkim był teoretykiem literatury i metodologiem, który potrafił pisać o tych abstrakcyjnych sprawach z polotem i dowcipnie.

Jego prace drukowane od połowy lat sześćdziesiątych stały się fundamentem naukowego traktowania literatury i główną siłą przezwyciężającą marksizm w polskim literaturoznawstwie. Prymat Sławińskiego w naszej teorii literatury był bezdyskusyjny i bez oficjalnych proklamacji, choćby dlatego, że partyjni nadzorcy życia naukowego w PRL uniemożliwiliby te proklamację i … dalszą działalność tak niebezpiecznie zdolnego uczonego. O jego wpływie na naukę o literaturze świadczy następująca anegdota. W latach 1962-1986 organizowano corocznie ogólnopolskie konferencje teoretycznoliterackie, gdzie prezentowano dorobek tej dziedziny nauki. Prywatnie i żartobliwie nazywano je Memoriałem im. Janusza Sławińskiego, co było aluzją do Memoriału im. Janusza Kusocińskiego. Młodszym czytelnikom, zwłaszcza intelektualistom przypomnę, iż chodziło o lekkoatletyczne zawody międzynarodowej rangi (coś jak dzisiaj Diamentowa Liga), na których czasem bito rekordy świata.

Koniecznie wspomnieć trzeba o pracach redakcyjnych Janusza Sławińskiego kierującego chyba najbardziej prestiżowymi seriami książek naukowych z dziedziny wiedzy o literaturze – od 1969 roku (przypominam, miał wtedy 35 lat !) wydawniczą serią „Z Dziejów Form Artystycznych w Literaturze Polskiej” a od 1974 „Vademecum Polonisty”. Był też głównym organizatorem i redaktorem dwumiesięcznika „Teksty. Teoria Literatury. Krytyka. Interpretacja” w latach 1972-1981; w końcówce redaktorem naczelnym, kiedy stało się to możliwe po przełomie Sierpnia 80. Wtedy współpracowałem z nim najbliżej będąc sekretarzem redakcji „Tekstów” i członkiem Pracowni Poetyki Historycznej w Instytucie Badań Literackich PAN, którą kierował właśnie Sławiński. „Teksty” stały się laboratorium nowatorskiej humanistyki i wypracowały oryginalny styl głównie dzięki Sławińskiemu i pierwszemu redaktorowi naczelnemu Janowi Błońskiemu. Obserwowanie z bliska współpracy najwybitniejszego po II wojnie światowej teoretyka literatury z czołowym krytykiem tego okresu było duchową rozkoszą, a pomaganie w tym dziele – na miarę moich skromnych sił – jedną z największych przygód intelektualnych mojego życia.

Wojna polsko-jaruzelska to osobny i równie chwalebny okres życia Janusza Sławińskiego. Marksistowscy funkcjonariusze z Akademii Nauk zamknęli „Teksty” i uniemożliwiali normalne badania naukowe w IBL, jednak nie zmniejszyło to naukowej i literackiej aktywności autora „Prób teoretycznoliterackich”. Powstają wtedy pionierskie rozprawy metodologiczne, szczególnie dotyczące interpretacji, pisał demaskatorskie teksty o stalinowskiej krytyce literackiej i dziejach Instytutu Badań Literackich, redaguje czołowe podziemne czasopisma kulturalno-naukowe „Kultura Niezależna” i „Almanach Humanistyczny”, bierze czynny udział w działalności niezależnej kultury. Jego radykalny i subtelny antykomunizm – to tylko Michnikowi antykomunizm kojarzy się z zoologicznością, ale nie każdy ma kryształ w mózgu – budzi u jednych sympatię, natomiast u innych zdziwienie a nawet oburzenie. Nie znajduje pełnego zrozumienia nawet w macierzystym Instytucie, jego bezkompromisowość i wierność prawdzie prowadzi czasem do konfliktów z konformistycznie nastawionymi członkami środowisk akademickich, rwą się nawet wieloletnie przyjaźnie…

Tam są źródła dystansowania się od niego postkomunistycznej Centrali III RP i przemilczania jego dorobku w ostatnich latach. A cóż powiedzieć o takich jego współczesnych refleksjach zanotowanych w wywiadzie prasowym z 2000 roku: „Do życia zbiorowego niezbędne jest istnienie wysp aksjologicznej pewności, które w ogóle umożliwiają ludziom porozumiewanie się w sprawach istotnych. Dopiero w odniesieniu do nich nabiera sensu to, co relatywne, płynne, niestałe, sporne”. Albo o kolaboracji w najbliższej przeszłości: „Coś musiało być w duchowości tej inteligencji poważnie nadkruszonego, co pozwoliło jej bez oporu przechodzić na służbę okupanta. Długo jeszcze nie będziemy zapewne potrafili sobie wyjaśnić przyczyn tak niesłychanego wykorzenienia z polskości pisarzy, którzy przecież w większości wychowywali się i dojrzewali e w warunkach Polski niepodległej. Skąd się właściwie brała ich bezprzykładna wrogość do niej?”. („Inicjacje literackie”, w: „Nowe Książki” 1999 nr 1).

Droga twórcza Janusza Sławińskiego to wynik ciągłego doskonalenia się, wrażliwości sumienia i nieubłaganie sprawnego umysłu. Piszę „nieubłaganie”, gdyż żelazna logika i wyobraźnia naukowa powodują konieczność zmian pola obserwacji, języka, aparatury pojęciowej, nawet własnych naukowych przyzwyczajeń i wcześniejszych ustaleń. Strukturalizm był mu potrzebny do rozbicia marksistowskiej doktryny, ale szybko rozstaje się z tą zbyt statyczną i abstrakcyjną teorią. Od beznamiętnego badania systemów i klasyfikowania dużych zbiorów obiektów przechodzi do opisywania zmienności życia literatury i nauk humanistycznych, a zwłaszcza do barwnego opisywania jednostkowych faktów i zdarzeń kultury. Coraz bardziej interesuje go problematyka osobowa i coraz bardziej jego pisarstwo staje się indywidualne. Szczególnie ważne były dla niego w latach 80. i w III RP zagadnienia aksjologiczne oraz odpowiedzialność twórcy za słowo i potrzeba aktywności obywatelskiej. Jego pięciotomowe dzieła wybrane kończy następujące wyznanie: „Spoza mnogości i wielobarwności dążeń i dokonań humanistyki odwiecznie i niezmiennie prześwituje jej zadanie główne: wytwarzanie, konserwowanie i usprawnianie języka, który pozwala ludziom mówić o wartościach – rozpoznawać je, porządkować i cieszyć się nimi. Odnoszę wrażenie, że w wielu z nas przygasła jakby świadomość podstawowego zadania, a w ślad za tym rozwiało się poczucie zwierzchniego sensu codziennych prac”. („Teksty i teksty”, Kraków 2000, s. 371).

Ten niegdyś mistrz krytyki i reprezentant postawy ironicznego sceptycyzmu potrafił w nowej sytuacji historycznej narodu piętnować głupotę i szkodliwość walki z Kościołem katolickim. W roku 2000 proroczo, jak dziś widzimy, dostrzegał grozę akcji antyreligijnych: „Nihilizm, zagrażający wyspom, o których tu mówimy, napastliwy i hałaśliwy, występuje u nas nieodmiennie pod sztandarami antykościelnymi. Pamięta Pan zapewne bezrozumną kampanię przeciw wartościom chrześcijańskim w środkach przekazu.. Na pozór było to przedsięwzięcie absurdalne w społeczeństwie, którego elementarne przywiązania odnoszą się do takich właśnie wartości. (…) Nie była to debata ideowa, ale próba socjotechniki adresowanej do tych, co pragnęliby uchodzić za ‘światłych’”. („Epoka ‘Parnasów bis’:, „Życie” 2000 nr 43, rozmowa z M. Nowickim). Przenikliwość umysłu i rękę wytrawnego stylisty widać w rozbudowanym porównaniu agresywnego antykatolicyzmu z niszczącym antysemityzmem: „Antyklerykał wiele się może nauczyć od antysemity – i odwrotnie. Oba zjawiska uważam za równie haniebne, ale dlatego wymagające stałego i czujnego krytycyzmu ze strony ludzi, którzy rozumieją istotę toczącej się walki”.

Jak daleka droga, ale jak logiczna i konsekwentna – od fascynacji awangardami i strukturalizmem do akceptacji „odwiecznych” wartości oraz pochwały tradycji polskiej i zachodniej kultury. Wypowiadając się po 1989 roku podkreślał konieczność istnienia w liberalnej demokracji jednostek i środowisk o silnych tożsamościach i zdecydowanie głoszących swoje poglądy. Z radością obserwował rozpadanie się odziedziczonych po komunizmie hierarchii i przesądów, ale widział jak zawsze przenikliwie, ciemne strony III RP a zwłaszcza grzechy tzw. elit.

Krzysztof Dybciak, UKSW
Warszawa, 6 listopada 2014