Joanna Adamowska, Piotr Kropotkin i Lew Tołstoj

Joanna Adamowska

Piotr Kropotkin i Lew Tołstoj –

„prorocy rewolucji” w oczach

poety

Peter_Kropotkin_circa_1900Piotr Koropotkin, fot. WIKI

Piotr Kropotkin

Piotr Kropotkin jest bohaterem wiersza „Gra Pana Cogito” (PC). Kanwą fabularną tekstu jest słynna ucieczka Kropotkina z Twierdzy Pietropawłowskiej (1876) opisana przez „księcia anarchistów” w jego głośnej autobiografii zatytułowanej „Wspomnienia rewolucjonisty”. Herbert, odtwarzając szczegóły brawurowej akcji, bazuje na tym właśnie przekazie, o czym świadczą zarówno przytaczane w utworze fakty, jak i liczne nawiązania intertekstualne – cytaty i parafrazy. Herbertowska rekonstrukcja jest w dużym stopniu zgodna z relacją przedstawioną przez Kropotkina. Poeta wiernie opisuje niuanse ryzykownego przedsięwzięcia, takie jak doręczenie Kropotkinowi zaszyfrowanego planu ucieczki w zegarku przez Zofię Nikołajewną Ławrową, wynajęcie szarej willi, z której rozlegać się miał dźwięk skrzypiec na znak, że „Ulica wolna”, zmagania uciekiniera z utrudniającym poruszanie więziennym szlafrokiem, okrzyki ścigających zbiega chłopów, pogoń trzech żołnierzy i szyldwacha oraz ucieczka dorożką.

Herbert wprowadził jednak do relacji „księcia anarchistów” pewne zmiany. We „Wspomnieniach rewolucjonisty” czytamy, że skrzypek grał mazurek Kąckiego [1], a nie, jak chce Herbert, fragmenty „Uprowadzenia z Seraju” Mozarta. Być może poeta zmodyfikował wersję Kropotkina ze względu na fakt, że Mozart, w przeciwieństwie do polskiego twórcy, to kompozytor powszechnie znany i ceniony. O wyborze dzieła zadecydowała prawdopodobnie jego tematyka – bohaterki „Uprowadzenia z Seraju”, szlachcianka Konstancja i jej pokojówka porwane przez korsarzy i sprzedane do haremu baszy Selima, uciekają z niewoli dzięki pomocy przybywających im na ratunek narzeczonych, szlachcica Belmonte i jego służącego Pedrilla [2].

Poeta dokonuje też poważniejszego przekształcenia opowieści Kropotkina. Herbert odpowiedzialną misję „zagadania” żołnierza pełniącego wartę przy szpitalnej bramie przypisuje doktorowi Orestesowi Weimarowi. Według „księcia anarchistów” uwagę strażnika odwrócił inny, anonimowy przyjaciel, Orest Weimar natomiast czekał na zbiega w dorożce. Poeta wyeksponował postać doktora prawdopodobnie dlatego, że doskonale odpowiadała ona ideałowi „pośrednika wolności” – wymarzonej roli, jaką życzyłby sobie odgrywać bohater wiersza. Orest Weimar, uznany petersburski lekarz, nie tylko wspierał rewolucjonistów finansowo, lecz także pomagał im wielokrotnie w próbach odbicia więźniów politycznych. Dorożka, którą uciekał Kropotkin, zaprzężona była w należącego do Weimara, specjalnie zakupionego na tę okazję konia wyścigowego, Warwara. Ów wierzchowiec uczestniczył jeszcze wielokrotnie w podobnych akcjach [3]. Do tego faktu żartobliwie nawiązuje Pan Cogito, gdy deklaruje, że „jeśliby zaszła taka potrzeba / mógłby być nawet koniem / karety uciekiniera”. Wydaje się, że Herbert „dowartościował” Weimara także dlatego, że za pomoc w zorganizowaniu ucieczki „księcia anarchistów” zapłacił on wysoką cenę. Oskarżony również o udział w przygotowaniu zamachu na słynącego z okrucieństwa dowódcę żandarmów Miezencewa, został skazany na 10 lat ciężkich robót. Zmarł w 1885 roku, 6 lat po aresztowaniu [4].

Herbert przekształcił także dialog toczony przez Weimara ze strażnikiem. Kropotkin następująco opisuje ów epizod:

„Żołnierz służył czas jakiś w laboratorium szpitala, więc mój przyjaciel wszczął z nim rozmowę na temat naukowy, a mianowicie – o mikroskopie i różnych cudach, które można dojrzeć przez szkiełko. Między innymi wspomniał o pasożycie żerującym na ciele ludzkim.
– Widziałeś, jaki ma ogromny ogon? – zapytał przyjaciel.
– Ogon? Skąd ogon? – zaprzeczył żołnierz.
– Jakże! O, jaki! – pod mikroskopem.
– Nie pleć bajd! – odpowiedział żołnierz. – Ja lepiej wiem! Ja go, gadzinę, zaraz pod mikroskop wsunąłem!

Spór naukowy toczył się właśnie w chwili, gdy przebiegałem obok nich i wskakiwałem do powozu. Wygląda to na bajkę, a jednakże tak było w istocie” [5].

Herbert koncentruje się na wyzyskaniu potencjału humorystycznego sytuacji. By uwydatnić tępotę umysłową wartownika „o baranich oczach” i tym samym spotęgować efekt komiczny, wprowadza stylizację językową (nawiązanie do składni rosyjskiej):
– widział ty Wania mikroba
– nie widział
– a on bestia po twojej skórze łazi
– nie mówcie jaśnie panie
– a łazi i ogon ma
– duży?
– na dwie albo trzy wiorsty

Omówione powyżej, liczne aluzje do „Wspomnień rewolucjonisty” pozwalają uznać „Grę Pana Cogito” za pewnego rodzaju zapis lektury, poetycką rekonstrukcję trwającego wiele lat procesu czytania oraz towarzyszących mu wrażeń bohatera. Dokonywany przez Pana Cogito akt lektury jest tak dynamiczny, że do jego opisu poeta wykorzystuje metafory sugestywnie ukazujące moment czytelniczej fascynacji oraz emocjonalny stosunek podmiotu wiersza wobec postaci i zdarzeń: bohater „bawi się” („Ulubioną zabawą / Pana Cogito / jest gra Kropotkin”; „Pan Cogito / cieszy się jak dziecko / znów wygrał grę Kropotkin”), rozgrywa po raz kolejny nieodmiennie ekscytującą partię szachów („na wielkiej tablicy imaginacji / Pan Cogito rozstawia figury / król oznacza / Piotra Kropotkina w twierdzy pietropawłowskiej / laufry trzech żołnierzy szyldwacha / wieża zbawczą karetę”; „tyle już lat / gra Pan Cogito”), bierze udział w przedstawieniu teatralnym („Pan Cogito ma do wyboru / wiele ról”).

Wykreowana w utworze sytuacja liryczna stanowi jednak przede wszystkim fabularną ramę, barwne tło dialogu, jaki z myślą Kropotkina podejmuje Herbert. Pojawiające się w tekście wiersza sformułowania: „poczucie solidarności”, „czysty odruch sympatii” oraz „wyobraźnia” są bowiem charakterystyczne dla aparatu pojęciowego, którym posługiwał się „książę anarchistów” w dziełach poświęconych interpretacji Darwinowskiego ewolucjonizmu („Pomoc wzajemna jako czynnik rozwoju”) oraz problematyce etycznej („Etyka anarchistyczna”).

W swojej fundamentalnej pracy „Pomoc wzajemna jako czynnik rozwoju” Kropotkin dowodził, że zarówno w naturze, jak i świecie ludzkim istotny postęp jest możliwy nie za sprawą bezlitosnej rywalizacji, lecz dzięki solidarności i pomocy udzielanej sobie wzajemnie przez przedstawicieli danego gatunku. Analizując zwyczaje zwierząt oraz zasady współżycia obowiązujące w pierwotnych społeczeństwach ludzkich i średniowiecznych gminach miejskich Kropotkin doszedł do wniosku, że walka wewnątrz gatunku zawsze przyczynia się do jego degradacji, instynkt współdziałania natomiast zapewnia mu siłę, dużą liczebność i ewolucyjny rozwój. Autor „Zdobycia chleba” przeciwstawiał się interpretacjom teorii Darwina nadmiernie eksponującym rolę „walki o byt” i osobniczego „samopotwierdzenia” we współzawodnictwie, a przede wszystkim ujęciom wykorzystującym koncepcję „prawa siły” do uzasadnienia bezwzględnej rywalizacji w życiu gospodarczym i społecznym [6]. Zdaniem Kropotkina, pierwotne więzi wspólnotowe, budowane dzięki wzajemnej pomocy i poczuciu solidarności, są od XVI wieku systematycznie niszczone przez instytucje państwowe. Porządek prawny podporządkowuje obywateli scentralizowanemu ośrodkowi władzy, ograniczając jednocześnie możliwości wspólnot lokalnych tworzonych na zasadzie dobrowolnego porozumienia jednostek. Tłamszone przez despotyzm „poczucie solidarności” jest uwarunkowane biologicznie i rodzi się, zdaniem Kropotkina, na gruncie „zwykłego uczucia sympatii”. Za Adamem Smith’em autor „Pomocy wzajemnej” przyjmuje, że właśnie owo „zwykłe uczucie sympatii” jest źródłem „poczucia moralnego” człowieka. Ludzka wrażliwość moralna kształtuje się zaś dzięki wyobraźni:

„Im potężniejsza jest wasza wyobraźnia – przekonuje w „Etyce anarchistycznej” – tym jaśniej możecie sobie przedstawić cierpienia istoty, której została wyrządzona krzywda, tym łatwiej stawiacie siebie na jej miejscu i odczuwacie jej ból, wyrządzoną zniewagę lub niesprawiedliwość, tym silniejsza jest wasza chęć działania, by dopomóc cierpiącemu człowiekowi, słowem tym bardziej intensywne i wrażliwe jest wasze poczucie moralne. Będzie ono potężnieć i coraz bardziej przechodzić w przyzwyczajenie, jeśli dzięki okolicznościom, środowisku, sile waszego umysłu i wyobraźni często będziecie występować w powyższym sensie” [7].

pomoc_wz

Chociaż w swojej teorii Kropotkin uwalnia pojęcia od konotacji metafizycznych i religijnych, a także uznaje moralność za jeden z wytworów ewolucji, jego koncepcja jest, jak podkreśla Andrzej Walicki, bliska „ideałowi heroicznego perfekcjonizmu” i etyce ewangelicznej. Wydaje się, że Herbert docenia te właśnie, perfekcjonistyczne aspekty myśli Kropotkina, przede wszystkim zaś jego uwagi na temat współczucia. „Gra Pana Cogito” w kontekście przytoczonego wyżej fragmentu „Etyki anarchistycznej” jawi się bowiem jako forma poetyckiej realizacji Kropotkinowskiego postulatu ciągłego doskonalenia indywidualnej moralności dzięki ponawianym w wyobraźni aktom empatii. Wszak Pan Cogito od lat „rozstawia figury” „na wielkiej tablicy imaginacji” po to, by utożsamiać się „niemal zupełnie” z przeciwnikami despotyzmu. Lektura „Wspomnień rewolucjonisty” „wyzwala wyobraźnię historyczną” bohatera, to znaczy pozwala mu kształtować poczucie solidarności z ofiarami dziejowych katastrof. Czytanie jest zatem, według Herberta, nie tyle aktem poznawczym, co działaniem etycznym, swoistym „treningiem” sumienia. Podobny cel przyświeca systematycznie ponawianym, historycznym studiom bohatera prozy „Leniwy język”:

„Więc czytam znowu (tak jakby to była moja historia) o wielkiej orientalnej rzezi, jaką Mithradates Eupator, król Pontu, zgotował mieszkańcom Efezu […] czytam lamenty średniowiecznych historiografów opisujących nieopisane okrucieństwo barbarzyńskich najeźdźców […] czytam wreszcie – aby zbliżyć się na odległość konkretnego człowieka – więzienny list Kamila Desmoulins, płomiennego rewolucjonisty, przez rewolucję skazanego normalną koleją rzeczy na śmierć […] Czytam to wszystko i odczuwam – uniwersalne współczucie. Zaprawiałem się w tym od lat. Na początku była to skłonność, potem pasja, w końcu rzemiosło, to znaczy wyuczona sztuka obalania granic czasu, utożsamiania się z losem innych” [8].

Analogicznie interpretuje swoje poczynania podmiot Herbertowskich esejów, który „ze sprzecznych źródeł i relacji”, „nie tając sympatii dla pokonanych” [9] , rekonstruuje losy tych, „którym nie powiodło się w dziejach” [10] : albigensów, templariuszy, Etrusków, Samijczyków.

Koncepcja „współczującej wyobraźni” to jedyna przyjmowana przez Herberta bez zastrzeżeń idea słynnego anarchisty. Wydawałoby się, że pozytywną ocenę poety zyskuje również Kropotkinowska teoria „wzajemnej pomocy”. Świadczyć by o tym mogła życzliwość, jaką bohater wiersza obdarza spiskowców realizujących w praktyce idee Mistrza. Ucieczka Kropotkina z więzienia stanowi bowiem pewnego rodzaju dowód potwierdzający słuszność jego koncepcji – bez wsparcia oddanych przyjaciół niewahających się zaryzykować życiem, bez perfekcyjnej organizacji przedsięwzięcia i współpracy wielu osób wymyślony przez „księcia anarchistów” plan nie miałby żadnych szans powodzenia. Pierwsza, nieudana próba jego realizacji uświadomiła przyjaciołom Kropotkina konieczność dopracowania najdrobniejszych szczegółów, a przede wszystkim kluczową rolę niezawodnego współdziałania:

„Teraz towarzysze obmyślili szereg sygnałów, aby upewnić się, czy ulice są wolne, czy nie. – wspomina Kropotkin – Na przestrzeni dwóch czy trzech wiorst od szpitala rozstawieni byli ludzie na czatach. Jeden miał się przechadzać po chodniku z chustką w ręku i schować ją, gdy się tylko ukażą wozy. Drugi siedział na słupku przy trotuarze i jadł wiśnie, ale na wypadek ukazania się wozów natychmiast przestawał jeść. I tak dalej. Wszystkie te sygnały, przechodząc od człowieka do człowieka, dochodziły wreszcie do dorożki” [11].

Sukces brawurowej akcji cieszy Herbertowskiego bohatera z kilku względów. Po pierwsze, dowodzi, że międzyludzka solidarność jest możliwa nawet w sytuacji bezpośredniego zagrożenia. Po drugie, potwierdza skuteczność współpracy podejmowanej dobrowolnie i ze szlachetnych pobudek. Po trzecie, plan Kropotkina wyklucza użycie przemocy. Skąd zatem dystans Pana Cogito wobec słynnego anarchisty dochodzący do głosu we fragmencie:

tyle lat
tyle już lat
gra Pan Cogito

ale nigdy
nie pociągała go rola
bohatera ucieczki

Podmiot wiersza od razu zastrzega, że nie chodzi o uprzedzenia natury klasowej („nie przez niechęć / do błękitnej krwi / księcia anarchistów”), co jest zakamuflowaną formą szyderstwa z komunistycznej praktyki weryfikowania społecznego pochodzenia obywateli. W przypadku Kropotkina wzmianka o jego arystokratycznych korzeniach ma także inne znaczenie. Ojciec rosyjskiego anarchisty uczestniczył w stłumieniu powstania listopadowego, przodek matki zaś, ukraiński hetman Sulima, walczył przeciw Polsce, za co został poćwiartowany w 1635 roku w Warszawie. Świadkiem na ślubie państwa Kropotkinów, odbywającym się w warszawskich Łazienkach, był natomiast generał Iwan Paskiewicz – pogromca powstania 1830-1831 i zaciekły rusyfikator [12]. Na tle niechlubnej tradycji rodzinnej gest porzucenia przez Kropotkina – potomka dynastii Rurykowiczów – kariery wojskowej na znak protestu przeciw krwawej pacyfikacji powstania zesłanych na Sybir polskich więźniów politycznych, jawi się jako dowód niezwykłej odwagi, wrażliwości sumienia i może budzić tylko najgłębszy szacunek. Herbert, przywołując aluzyjnie te fakty biografii „anarchistycznego księcia”, wyklucza zatem uwarunkowane historycznie uprzedzenia na tle narodowościowym.

Niemożność identyfikacji z Kropotkinem nie wynika również z braku akceptacji dla jego idei („nie przez […] wstręt do teorii / o wzajemnej pomocy”). Co więcej, Pan Cogito, twierdząc, że utożsamia się „niemal zupełnie” z „pośrednikami wolności”: Zofią Nikołajewną, skrzypkiem, a zwłaszcza doktorem Orestem, deklaruje swoje uznanie dla skuteczności współdziałania oraz męstwa spiskowców. Jego pragnienie, by „trzymać sznur ucieczki / przemycać gryps / dawać znak / zaufać sercu / czystemu odruchowi sympatii” dowodzi, że podziela on wiarę Kropotkina w możliwość budowania pozytywnych relacji międzyludzkich na zasadzie altruizmu oraz akceptuje głoszone przez „księcia anarchistów” przekonanie, że nie rywalizacja, lecz „solidarność i wynikająca z niej odwaga i inicjatywa indywidualna zapewniają zwycięstwo gatunkowi, który je w najszerszym zakresie stosuje” [13]. Dlaczego więc Pan Cogito odnosi się z rezerwą do postaci słynnego uciekiniera?

Krapotkin_in_HaparandaKoropotkin w Hapagarandzie, fot. WIKI

Wydaje się, że wątpliwości bohatera utworu budzi przede wszystkim recepcja osoby i myśli rosyjskiego anarchisty. Swoim patronem obwoływali Kropotkina przedstawiciele różnych organizacji akceptujących terror jako metodę walki politycznej. Byli to zarówno anarchiści, np. feministka Emma Goldman oraz związany z nią zamachowiec Aleksander Berkman, jak i radykalni bolszewicy, m.in. bohater rewolucji październikowej, Anatol Żeleźniaków [14]. O akceptację „księcia anarchistów” zabiegał również sam Lenin. Właśnie od tego rodzaju „spadkobierców” Kropotkinowskich idei odżegnuje się Pan Cogito, gdy mówi, że nie chce „odpowiadać za to / co w miesięczniku „Freedom” [15] / napiszą brodacze [16] / o nikłej wyobraźni”. Tym samym Herbert kwestionuje stosowany przez wielu badaczy anarchizmu podział na teoretyków idei – szlachetnych intelektualistów szczerze zatroskanych o losy ludzkości, oraz ludzi czynu – często bezkrytycznych lub chorych psychicznie wyznawców, których życiowe upokorzenia, nędza i osobiste nieszczęście pchnęły na drogę zbrodni [17]. Według poety ideolog, myśliciel, intelektualista decydujący się na upowszechnienie swoich poglądów ponosi za nie całkowitą odpowiedzialność nawet wtedy, gdy są one poddawane interpretacyjnym uproszczeniom wypaczającym pierwotne intencje ich twórcy. W przypadku Kropotkina na szczególne nadużycia narażone było jego ambiwalentne stanowisko względem przemocy. Jak wiadomo, autor „Zdobycia chleba” przez pewien czas popierał anarchistyczną „propagandę czynu” i na łamach współredagowanego z Jeanem Grave’em pisma „Le Revolte” nawoływał do rozpowszechniania wywrotowych idei nie tylko za pomocą „słowa” i „druku”, lecz także „sztyletu”, „strzelby” i „dynamitu” [18]. W latach dziewięćdziesiątych odrzucił, co prawda, terrorystyczną agitację na rzecz koncepcji objęcia przez anarchistów rewolucyjnego przywództwa wśród robotników, lecz uczynił to nie tyle ze względów moralnych, co za sprawą dostrzeżenia nieskuteczności jednostkowych aktów przemocy. W dalszym ciągu uznawał jednak terroryzm za usprawiedliwioną w pewnych warunkach metodę działania:

„Prawa stosowania przemocy ludzkość nie odmówiła jeszcze nikomu, kto stał się tego godny – czy na barykadach, czy w ciemnym zaułku – przekonywał w Etyce anarchistycznej. Ale czyn podobny wywiera silny wpływ na umysły jedynie wówczas, gdy osoba, która go dokonuje, zdobyła do niego prawo. Bez tego fakt, zarówno pożyteczny jak szkodliwy, jest tylko postępkiem brutalnym, bez znaczenia i bez wpływu na rozwój idei, gdyż doznaje się wrażenia, że po prostu jeden wyzyskiwacz został zastąpiony przez drugiego” [19].

Kropotkinowska obrona przemocy jako środka umożliwiającego osiąganie politycznych celów – bliska radykalnym rewolucjonistom – budziła wątpliwości Lwa Tołstoja. Autor „Wojny i pokoju” niezwykle cenił Kropotkina, odrzucał jednak jako wewnętrznie sprzeczną ideę zlikwidowania stosunków społecznych opartych na wyzysku i niesprawiedliwości za pomocą kolejnych aktów gwałtu. Sedno problemu dostrzegał gdzie indziej. „Chodzi o to – zanotował w „Dziennikach” po lekturze prac Kropotkina o anarchicznym komunizmie – jak sprawić, żeby ludzie nie byli egoistami, nosicielami przemocy” [20]. Kropotkin z kolei podkreślał, że dowodem wielkiego wpływu doktryny Tołstoja na jego myśl jest idea pomocy wzajemnej jako czynnika ewolucyjnie przewyższającego destrukcyjny instynkt współzawodnictwa [21]. Zastrzeżenia Tołstoja okazały się jednak uzasadnione. Akceptacja siłowego wprowadzania zmian ustrojowych, potępienie charakterystycznych dla kapitalizmu nierówności społecznych oraz postulat przeprowadzenia rewolucji mającej na celu redystrybucję dóbr zgodnie z komunistyczną zasadą „każdemu według potrzeb” to elementy teorii Kropotkina, które przejęte zostały przez bolszewików. Próbowali oni pozyskać „księcia anarchistów” dla swojej sprawy – oferowano mu objęcie ministerialnego stanowiska, wysokie uposażenie, publikację dzieł zebranych, mieszkanie na Kremlu. Kropotkin nie podjął współpracy i niczego nie przyjął. Lenin wystawił mu jednak „list żelazny”, dzięki któremu mógł spędzić ostatnie lata życia w ojczyźnie [22]. Z pewnością tylko uznanie i sława, jakimi cieszył się książę w rewolucyjnej Rosji, uchroniły go przed bolszewickimi represjami, w tym czasie aresztowano bowiem większość anarchistycznych działaczy. Lenin, nie mogąc przekonać Kropotkina do aktywnego zaangażowania się po stronie rewolucjonistów, próbował mimo wszystko wykorzystywać jego autorytet, m.in. zezwalając na publikację wybranych, „słusznych ideologicznie” dzieł. Jednocześnie zapobiegał rozpowszechnianiu tekstów „nieprawomyślnych”, a także starał się izolować „księcia anarchistów” od bieżących spraw politycznych – według Piotra Laskowskiego, temu właśnie celowi służyła przeprowadzka Kropotkina do Dymitrowa pod Moskwą [23].

Autor „Etyki”, ideowiec i niepoprawny optymista wierzący głęboko w przyrodzone dobro natury ludzkiej, nie mógł pogodzić się z wprowadzeniem komunistycznej dyktatury, którą nazywał „samowładztwem w najgorszej postaci” [24], a także ze stosowanymi przez nią bezwzględnymi metodami, np. braniem zakładników. Uważał leninowską rewolucję za „niszczący żywioł, podobny do tajfunu lub potężnej rzeki, która zerwała wszystkie tamy”, chaotyczną siłę, która całkowicie wymknęła się spod kontroli . Wielokrotnie dawał wyraz swojemu rozczarowaniu – pisał interwencyjne listy do Lenina, krytycznie wypowiadał się na temat przemian w Rosji podczas rozmów z zagranicznymi gośćmi oraz w korespondencji wysyłanej do Europy Zachodniej. W 1921 roku, wkrótce po śmierci Kropotkina, bolszewicy podjęli intensywne działania mające na celu ostateczną likwidację ruchu anarchistycznego.

Doświadczenia historyczne dowiodły, że wiara „anarchistycznego księcia” w rewolucję, mającą zapewnić dziejowe zwycięstwo ludzkiej dobroci i sprawiedliwości społecznej, była na wskroś utopijna. W zderzeniu z bezwzględną rzeczywistością polityczną rewolucyjnej Rosji idee historiozoficzne Kropotkina okazały się być w dużej mierze złudzeniami szlachetnego idealisty. Pan Cogito, bogatszy o tę historyczną wiedzę, nie tylko nie podziela optymizmu autora „Pomocy wzajemnej” co do natury człowieka oraz istoty procesów dziejowych, lecz także dostrzega zagrożenia, jakie wynikają z tego rodzaju utopijnych projektów. Chociaż prawość i nieco naiwny entuzjazm Kropotkina niewątpliwie budzą sympatię Herbertowskiego bohatera, „anarchistyczny książę” pozostaje w jego ocenie apologetą ideologii politycznego przewrotu współodpowiedzialnym za jej praktyczną realizację i skutki. Zastosowanie formy czasu przyszłego we fragmencie:

[Pan Cogito] nie chce jednak odpowiadać za to
co w miesięczniku „Freedom”
napiszą brodacze
o nikłej wyobraźni

dowodzi, że, zdaniem Herberta, twórcę „Etyki” obciążają nie tylko nadużycia dokonywane przez jemu współczesnych entuzjastów terroru, lecz także poczynania aktualnych i przyszłych admiratorów teorii afirmujących rewolucyjne metody walki politycznej. Spadkobiercom idei anarchistycznego czynu poeta odmawia racji etycznych – określenie „nikła wyobraźnia” w równym stopniu odnosi się bowiem do kompetencji intelektualnych, m.in. umiejętności dostrzegania związków przyczynowo-skutkowych, co do Kropotkinowskiej „wyobraźni empatycznej”, dzięki której kształtowana jest ludzka wrażliwość moralna. To właśnie jednak do „brodaczy o nikłej wyobraźni” należy historia, oni, dokonując kolejnych zbrodni, zmieniają jej bieg. Na tle „krwawej miazgi” dziejów powszechnych opisany we „Wspomnieniach rewolucjonisty” epizod tryumfu międzyludzkiej solidarności nad instynktem destrukcji jawi się jako godny upamiętnienia, chlubny, lecz niezwykle rzadki wyjątek. W przeciwieństwie do idealisty Kropotkina Pan Cogito nie ma złudzeń, że możliwa jest rewolucja porządkująca rzeczywistość społeczną zgodnie z naturalnym poczuciem sprawiedliwości, rewolucja, po przeprowadzeniu której prawo pięści zniknie jako metoda bezużyteczna, ustępując miejsca kooperacji. Nieufność bohatera wobec historii sugeruje, że Herbert nie wierzy w możliwość całkowitego wyeliminowania irracjonalnej skłonności człowieka do przemocy i egoizmu. Ów istotny składnik motywacji jednostkowej, szczególnie wyraźnie dochodzący do głosu również w życiu społecznym, można przezwyciężyć tylko mocą każdorazowo ponawianego, indywidualnego wyboru etycznego. W określeniu, jakim charakteryzuje swoje stanowisko względem dziejów Pan Cogito, należy zatem dopatrywać się ironii – ulubionej przez Herberta litoty. Decyzja o przyjęciu „pośledniej” roli „pośrednika wolności” wynika z dystansu wobec lekkomyślnych utopistów, „debiutantów w historii” przyczyniających się – czasem nawet w dobrej intencji – do uruchomienia jej morderczych mechanizmów.

***

640px-Ilya_Efimovich_Repin_(1844-1930)_-_Portrait_of_Leo_Tolstoy_(1887)Ilia Repin, Portret Lwa Tołstoja

Lew Tołstoj

Herbert wielokrotnie podkreślał, że nie zgadza się z tezą o wyjątkowości zbrodni dokonywanych przez współczesne reżimy totalitarne. Jego sprzeciw budziło zwłaszcza przekonanie, że doświadczenia II wojny światowej kwestionują dorobek cywilizacyjny Europy oraz podważają sens jakiejkolwiek działalności kulturotwórczej. Według Herberta najazdy, rzezie, eksterminacje narodów, sfingowane procesy polityczne – wszystkie te niechlubne przejawy ludzkiego barbarzyństwa powtarzają się w dziejach w sposób nieunikniony. Głównym celem studiów poety nad losami m.in. templariuszy, albigensów i Samijczyków było właśnie poszukiwanie historycznych analogii dla wydarzeń współczesnych. Późniejsza twórczość oraz wypowiedzi Herberta dowodzą jednak, że skala przemocy przenikającej dzieje dwudziestowieczne poważnie go niepokoiła. Już w odczycie wygłoszonym 20 IX 1975 roku w berlińskiej Akademie der Kunste autor „Napisu”, protestując przeciwko łamaniu praw człowieka w wielu krajach, stwierdził, że „historia współczesna, dziejąca się na naszych oczach, kompromituje historię w ogóle” [26]. Tak surowa ocena teraźniejszości zastanawia tym bardziej, że poeta nie miał złudzeń również co do „historii w ogóle”, która jego zdaniem „była, jest i będzie grą sił, pełną kłamstwa, zbrodni, gwałtu i rozpętanego irracjonalizmu” [27]. Pesymistyczną diagnozę Herbert powtórzył w „Podziękowaniu” za Europejską Nagrodę Poetycką przyznaną mu w 1996 roku przez miasto Munster: „Myślę, że dobiegający kresu wiek XX jest jednym z najgorszych w historii” – pisał. „Ognie i dymy totalnej wojny białych ludzi snują się po naszej planecie” [28].

Odczucie grozy, jaką budziły w poecie dwudziestowieczne okrucieństwa, było na tyle silne, że znalazło również swoje odzwierciedlenie w Herbertowskiej poezji. Wizję dziejów współczesnych wypełnionych przemocą o apokaliptycznych wręcz rozmiarach przedstawił poeta w utworze „Śmierć lwa” pochodzącym z „Elegii na odejście”. Jest to tekst niezwykle złożony, w warstwie fabularnej odwołujący się do znanego i wyjątkowo podatnego na różnorakie mitologizacje epizodu z życia Lwa Tołstoja, mianowicie do słynnej ucieczki 82–letniego pisarza z Jasnej Polany i jego śmierci na stacji kolejowej Astapowo. W swoim wierszu Herbert stara się na nowo odczytać znaczenie tego wydarzenia, przedstawia własną interpretację obrosłego legendą, tragicznego finału biografii Wielkiego Starca.

Odejście Tołstoja z domu komentowano rozmaicie. Dążący do obiektywizmu badacze akcentowali zwykle decydującą rolę niesnasek rodzinnych, przede wszystkim konfliktu z żoną wywołanego decyzją Tołstoja o pozbawieniu rodziny części praw autorskich do jego dzieł. Symboliczny potencjał ostatniego, dramatycznego gestu pisarza prowokował jednak do tworzenia bardziej wyrafinowanych interpretacji. Niektórzy komentatorzy dopatrywali się w szalonej decyzji sędziwego twórcy próby realizacji Tołstojowskich ideałów. Na przykład monografista pisarza, Wiktor Szkłowski, kreując Tołstoja na prekursora rewolucji bolszewickiej, „Samsona burzącego świątynię dawnych prawd”, kategorycznie i zarazem patetycznie określił jego ucieczkę mianem świadomego „postanowieni[a] artysty, który odciął się od starego świata, mimo iż żal mu było ludzi bliskich” [29].

Z kolei Vladimir Nabokow w swoich „Wykładach o literaturze rosyjskiej” przedstawił autora „Kozaków” jako bogobojnego starca, który wiedziony pragnieniem „prostej świątobliwej egzystencji, opuścił dom i powędrował przed siebie, zmierzając do monasteru, do którego nigdy nie dotarł, gdyż po drodze zmarł w poczekalni na małej kolejowej stacyjce” [30]. Jeszcze bardziej uniwersalną perspektywę przyjął Mieczysław Jastrun, uznając historię ucieczki Tołstoja za jeden z mitów współczesnej kultury, opowiadający o „głod[zie] prawdziwego życia, pragnieni[u] spełnienia i kar[ze], jaka spotyka wszystkich, którzy zbuntowali się przeciw losowi Tantala” [31]. Istotę owego losu stanowi, według Jastruna, „tragiczna prawidłowość pożądania i niknięcia, głodu i nienasycenia, dążenia do prawdy i oszustwa” [32]. Tołstoj, rozdarty między pogańską miłością życia a pragnieniem ascezy, obdarzony sławą, geniuszem, rodziną i jednocześnie trawiony przez dojmujące poczucie absurdu istnienia, nie potrafił zaakceptować wpisanych w egzystencję antynomii. Pragnął absolutnej konsekwencji, żądał zlikwidowania sprzeczności, a kiedy okazało się to niemożliwe, uciekł przed samym sobą w marzenie o świętości i prawdzie życia. Marzenie, zdaniem Jastruna, utopijne i anachroniczne, skazane na nieco groteskową realizację [33]. Historia Tołstoja pokazuje, że los pozwala Tantalom uwolnić się od poczucia niespełnienia i braku tylko w jeden sposób – oferując „wyjście, przez które odchodzą wszyscy śmiertelni” [34].

W wierszu „Śmierć lwa” Herbert wyraźnie dystansuje się względem tych mitologizujących ujęć. O ironicznym stosunku autora „Napisu” wobec legendy Tołstoja świadczy zwłaszcza pierwsza część tekstu zawierająca groteskowy obraz słynnej ucieczki pisarza:
1
Wielkimi susami –
przez nieobjęte pole
pod niebem nawisłymi
grudniowymi chmurami
z jasnej polany
do ciemnego boru
– ucieka Lew

za nim gęsta
tyraliera myśliwych

wielkimi susami
z rozwianą brodą
twarzą natchnioną
w ogniach gniewu
ucieka Lew
do lasu na horyzoncie
za nim
Boże pomiłuj

idzie zajadła
nagonka
idzie nagonka
na Lwa

na przodzie
Zofia Andriejewna
cała mokra
po rannym samobójstwie
wabi nawołuje
– Lowoczka –
głosem który mógłby
skruszyć kamienie

za nią
synowie córki
dworscy przybłędy
stójkowi popi
emancypantki
umiarkowani anarchiści
chrześcijanie analfabeci
tołstojowcy
Kozacy
i wszelaka swołocz

baby piszczą
chłopi pohukują

piekło

Metaforyczny opis ostatniej podróży autora „Kozaków” wykreowany przez Herberta zdecydowanie odbiega od uwznioślających postać Wielkiego Starca i częstokroć zideologizowanych relacji „hagiografów”. Poeta „bawi się” elementami Tołstojowskiego mitu, żongluje aluzjami biograficznymi oraz nawiązaniami intertekstualnymi, tworząc w rezultacie kunsztowną i zarazem humorystyczną opowieść. Liczne powtórzenia, utrwalenie gestu fonicznego osoby mówiącej („Boże pomiłuj”), wykorzystanie zgrubień i ekspresywnego, „prostackiego” słownictwa o pejoratywnym zabarwieniu (np. „baby”, „przybłędy”, „swołocz”, „zawlec”) to cechy upodabniające relację podmiotu do ludowej gawędy [35]. Zapożyczenia leksykalne i składniowe sugerują, że poeta nawiązuje do formy rosyjskiego skazu [36]. Efekt komiczny uzyskuje Herbert nie tylko dzięki zabiegom stylizacyjnym, lecz także za sprawą zderzenia powszechnie utrwalonego wizerunku Tołstoja – geniusza i proroka o niezwykle silnej, niepowtarzalnej osobowości – z obrazem uciekającego przed nagonką, zaszczutego zwierzęcia:

wielkimi susami
z rozwianą brodą
twarzą natchnioną
w ogniach gniewu
ucieka Lew
do lasu na horyzoncie
za nim
Boże pomiłuj

idzie zajadła
nagonka
idzie nagonka
na Lwa

Wykorzystanie potencjału semantycznego imienia „Lew” nie tylko służy budowaniu anegdoty, lecz także stanowi ironiczną aluzję do interpretacji ukazujących Tołstoja jako „świętego grzesznika”, człowieka rozdzieranego przez sprzeczne pragnienia, dotkliwie przeżywającego konflikt pomiędzy własnym, głębokim życiem duchowym, a nieokiełznaną zmysłowością [37]. Herbert, tworząc paradoksalny, komiczny portret rosyjskiego pisarza, pozbawia ów Tołstojowski dylemat jakiegokolwiek dramatyzmu – uciekający przed „tyralierą myśliwych” Lew-prorok nie jest postacią wzniosłą, lecz tylko śmieszną, mogącą co najwyżej budzić współczucie.

Groteskowy i jednoznacznie negatywny jest opis „zajadłej nagonki”:

na przodzie
Zofia Andriejewna
cała mokra
po rannym samobójstwie
wabi nawołuje
– Lowoczka –
głosem który mógłby
skruszyć kamienie

za nią
synowie córki
dworscy przybłędy
stójkowi popi
emancypantki
umiarkowani anarchiści
chrześcijanie analfabeci
tołstojowcy
Kozacy
i wszelaka swołocz

baby piszczą
chłopi pohukują

piekło

O krytycznej intencji poety świadczy zarówno sposób ukazania postaci – jako bezładnej zbieraniny przedstawicieli skrajnie odmiennych środowisk, których jednoczy tylko chęć „schwytania” Lwa, tj. instrumentalny stosunek względem pisarza przejawiający się w dążeniu do zawłaszczenia i wykorzystania jego osoby – jak i zastosowanie deprecjonującego, pogardliwego określenia „swołocz”. Ów wywodzący się z języka rosyjskiego wyraz stosowany jest w odniesieniu do „osób postępujących nieuczciwie lub podle”, bądź „ludzi budzących odrazę swoim zachowaniem lub wyglądem” i znaczy tyle, co łajdak, łobuz, szumowina, hołota [38]. Tak negatywna charakterystyka uczestników symbolicznego „polowania na Lwa” każe dostrzec w ośmieszonym uprzednio „proroku” udręczoną, zaszczutą ofiarę. „Ścigają” go wszyscy: rodzina, przyjaciele i goście Jasnej Polany, przedstawiciele władz i wysłannicy Cerkwi, polemiści i „wyznawcy”, a nawet bohaterowie jego powieści („Kozacy”).

Nieprzychylnie oceniani przez Herberta „łowcy” zostali dobrani nieprzypadkowo. W symboliczny sposób wymieniane kolejno postaci odsyłają do istotnych problemów biografii i twórczości rosyjskiego prozaika. Zofia Andriejewna, szantażująca męża pozorowanymi próbami samobójczymi i wykorzystująca jego męskie słabości, oraz uczestniczący w pościgu synowie i córki uosabiają konflikty rodzinne Tołstoja [39]. Odwiedzający Jasną Polanę przybysze, pogardliwie określeni w wierszu jako „dworscy przybłędy”, przywodzą na myśl złożony wizerunek publiczny pisarza. Jak wiadomo, goście „pielgrzymujący” do majątku autora „Anny Kareniny” w znacznej mierze przyczynili się do budowania Tołstojowskiej legendy, bądź przeceniając autorytet „świętego mędrca”, bądź wytykając „prorokowi” słabości i niekonsekwencje [40].

Nierzadko wprowadzali również zamęt w jego osobiste relacje z żoną i dziećmi [41]. Ścigający Lwa „stójkowi” symbolizują konflikt Tołstoja z carskimi władzami, które, nie mogąc aresztować powszechnie szanowanego twórcy, wytrwale konfiskowały wydania jego tekstów uznanych za antypaństwowe. Również ostatnia podróż i śmierć artysty odbywały się pod czujnym okiem urzędników – w obawie, że pogrzeb znanego pisarza stanie się pretekstem do politycznych manifestacji, w całej Rosji żandarmeria i tajna policja postawione zostały w stan gotowości, a do Astapowa wysłano dodatkowe służby porządkowe [42]. Z kolei uczestniczących w obławie „popów” można utożsamić z wysłannikami Cerkwi prawosławnej próbującymi za wszelką cenę przywrócić ekskomunikowanego herezjarchę na łono kościoła [43]. „Umiarkowani anarchiści / chrześcijanie analfabeci / tołstojowcy” to mniej lub bardziej udani adepci religijnych i społecznych nauk „proroka”, często niewłaściwie interpretujący jego idee [44]. I w końcu powieściowi Kozacy uosabiający Tołstojowską wizję patriarchalnej utopii i jego marzenie o powrocie do prostego, chłopskiego życia zgodnego z naturą [45]. Herbert rekonstruuje Tołstojowskie „piekło”, jednak groteskowa konwencja opisu dowodzi, że poeta bierze w ironiczny nawias zarówno familijne spory autora „Wojny i pokoju”, jak i jego dylematy światopoglądowe.

Zmianę tonu przynosi stopniowo druga część wiersza, w której Herbert ukazuje ostatnie chwile twórcy Zmartwychwstania. Kreując sytuację liryczną, poeta dość swobodnie operuje faktami. Śmierć Tołstoja w domu naczelnika stacji kolejowej Astapowo z powodu ciężkiego, odnowionego zapalenia płuc, słowa wypowiedziane przez pisarza na łożu śmierci, przyjazd wysłannika Cerkwi z misją nawrócenia odstępcy – to rzeczywiste zdarzenia udokumentowane w relacjach bezpośrednich świadków. Do rozmowy umierającego z duchownym jednak nie doszło [46], a zacytowane przez Herberta „ostatnie” zdanie Tołstoja jest tylko jednym z wielu wypowiedzianych przez konającego pisarza stwierdzeń uznawanych za „testamentalne” [47]. Tymczasem właśnie ów wyimaginowany dialog Tołstoja z „popem Pimenem” stanowi punkt kulminacyjny Herbertowskiego wiersza:

finał
na małej stacji Astapowo
drewnianej kołatce
przy żelaznej drodze

miłosierny kolejarz
położył Lwa do łóżka

teraz jest już bezpieczny

nad małą stacją
zapaliły się światła historii

Lew zamknął oczy
nie ciekaw świata
tylko zuchwały pop Pimen
który ślubował
zawlec duszę Lwa
do raju
pochyla się nad Lwem
i przekrzykując
chrapliwy oddech
straszne odgłosy w piersi
chytrze pyta
– A co teraz –
– Trzeba uciekać –
mówi Lew
i jeszcze raz powtarza
– Trzeba uciekać –
– dokąd – mówi Pimen
– dokąd duszo chrześcijańska –

Lew zamilkł
schronił się w cień wiekuisty
wiekuiste milczenie

Wysłannik Synodu został ukazany przez Herberta jako postać jednoznacznie negatywna. Nie jest on przewodnikiem duchowym moribundy, lecz przebiegłym, „tajnym agentem” usiłującym za wszelką cenę wypełnić powierzoną mu misję nawrócenia wyklętego przez kościół heretyka. Zamiast nieść pocieszenie i uczyć sztuki „dobrego umierania”, stara się pogłębić lęk konającego. Podstępnie zadawane pytania: „A co teraz?”, „dokąd duszo chrześcijańska” mają przekonać Tołstoja, że znajduje się w sytuacji bez wyjścia. Pop liczy na to, że pod wpływem przedśmiertnej trwogi i rozpaczy umierający wyrazi w końcu wolę pojednania się z Cerkwią. Duchowny jest w swoim dążeniu bezwzględny – nie tylko stosuje niegodną metodę zastraszania, lecz także nie okazuje cierpiącemu żadnego współczucia (by osiągnąć swój cel przekrzykuje „chrapliwy oddech / straszne odgłosy w piersi”). Bezkrytyczne zaangażowanie w realizację zobowiązania nie pozwala mu usłyszeć w powtarzanych przez Tołstoja słowach: „Trzeba uciekać” niczego więcej, niż tylko wyrazu ostatecznej desperacji. Tymczasem Herbertowski Lew nie tyle ucieka przed śmiercią, co w śmierci pragnie znaleźć schronienie. Wizja kresu będącego wybawieniem pojawia się już w pierwszej strofie utworu:

Wielkimi susami –
przez nieobjęte pole
pod niebem nawisłym
grudniowymi chmurami
z jasnej polany
do ciemnego boru
– ucieka Lew
[…]
do lasu na horyzoncie

Oprócz gry słów wynikającej z wieloznaczności imienia „Lew” i nazwy własnej majątku Jasna Polana wykreowany przez Herberta obraz ewokuje również znaczenia symboliczne. By ukazać śmierć jako upragniony azyl zapewniający bohaterowi poczucie bezpieczeństwa, poeta posłużył się metaforą lasu. W przeciwieństwie do „jasnej polany” i „nieobjętego pola” -miejsc odsłoniętych, w których trudno się ukryć – „ciemny bór” chroni przed obnażającym światłem i atakami ludzi. Wizja symbolicznego powrotu do Wielkiej Macierzy zawiera także aluzję biograficzną. Mroczny bór stał się rzeczywiście kresem ostatniej podróży Tołstoja – pisarz, zgodnie z własnym życzeniem, został pochowany w jasnopolańskim lesie.

W kolejnych fragmentach wiersza Herbert konsekwentnie przedstawia śmierć jako nieuchronny, lecz pożądany przez bohatera finał jego ucieczki. Podmiot wiersza przekonuje, że właśnie w łóżku „miłosiernego kolejarza”, które okazało się być łożem śmiertelnym, Lew jest w końcu bezpieczny i że zmarły bohater „schronił się w cień wiekuisty”. Nie chodzi tu raczej o cień skrzydeł lub ręki Boga. Znamienne przekształcenie formuły modlitewnej „A światłość wiekuista niechaj im świeci”, wyrażającej chrześcijańską wiarę w szczęśliwość życia wiecznego ze Stwórcą, sugeruje, że poeta ma na myśli umbram mortis, śmierć samą jako kres ostateczny. Sformułowanie „schronił się w cień”, budzi również dość oczywiste skojarzenie z frazeologizmem „usuwać się w cień”, tzn. schodzić na dalszy plan. W przypadku Tołstoja oznaczałoby to powolne, stanowiące naturalną konsekwencję upływu czasu, odchodzenie w ludzką niepamięć zarówno jego osoby, jak i dzieła.
Nierozstrzygnięte jednak pozostaje pytanie: skoro nie przed śmiercią, to przed czym faktycznie ucieka Herbertowski Lew? Odpowiedź formułuje podmiot wiersza w podsumowującym utwór komentarzu:

nikt nie zrozumiał proroctwa
jakby nie znano słów Pisma

„powstanie naród przeciw narodowi
i królestwo przeciw królestwu
jedni polegną od miecza
a drugich zapędzą w niewolę
między wszystkie narody
bo będzie to czas pomsty
aby spełniło się wszystko
co jest napisane”

oto nadchodzi czas
opuszczenia domów
błądzenia w dżungli
szalonej żeglugi
krążenia w ciemnościach
czołgania w prochu

czas ściganego

czas Wielkiej Bestii

Uderza odmienność stylistyczna tego fragmentu. Do czytelnika nie przemawia już ironiczny, nieco bezceremonialny gawędziarz, lecz ktoś, kto jako jedyny odkrył prawdziwe znaczenie tragicznej ucieczki pisarza i pojął sens wypowiedzianych przez niego „ostatnich” słów. Według podmiotu wiersza zarówno szalona decyzja Wielkiego Starca, jak i jego „testamentalne” przesłanie mają charakter profetyczny, stanowią czytelną zapowiedź nadchodzącego nieuchronnie kataklizmu. Co więcej, są pewnego rodzaju kontynuacją proroczych, eschatologicznych wizji Jezusa. W przejmującym okrzyku umierającego Tołstoja: „Trzeba uciekać” poeta słyszy echo Chrystusowego wezwania:

„Skoro ujrzycie Jerozolimę otoczoną przez wojska, wtedy wiedzcie, że jej spustoszenie jest bliskie. Wtedy ci, którzy będą w Judei, niech uciekają w góry; ci, którzy są w mieście nich z niego uchodzą, a ci po wsiach niech do niego nie wchodzą. Będzie to bowiem czas pomsty, aby spełniło się wszystko, co jest napisane” (Łk 21, 20-22) [48].

Herbert cytuje fragmenty Ewangelii według św. Łukasza (Łk 21, 10,24,22), w których, według komentatorów, Chrystus przepowiada oblężenie i zajęcie Świętego Miasta przez Rzymian [49]. Biblijni egzegeci podkreślają jednak, że proroctwa Jezusa dotyczą również okresu bezpośrednio poprzedzającego Paruzję. Przerażająca wizja katastrof kosmicznych, wojen i prześladowań odnosząca się do bliżej nieokreślonej przyszłości zachowuje więc ciągle swoją aktualność. Tak też interpretuje słowa Pisma podmiot Herbertowskiego wiersza. Apokalipsa dopiero ma się dokonać, a ucieczka Tołstoja stanowi jej pierwszą zapowiedź. Jednym z widocznych znaków nadchodzącej zagłady jest opisywane już w pierwszej strofie wiersza „niebo nawisłe grudniowymi chmurami”. Ciemne obłoki, tradycyjnie zwiastujące niebezpieczeństwo, symbolizują również Boży gniew oraz zapowiadają nadejście Dnia Pańskiego, Dnia Sądu. Tego rodzaju obraz pojawia się m.in. w Księdze Ezechiela, gdzie czytamy: „bliski jest dzień Pański. Dniem chmur będzie czas [kary] narodów pogańskich” (Ez 30, 3). Grozę zbliżających się wydarzeń podkreśla również fakt, iż Herbertowski Lew ucieka w grudniu [50] – prawdopodobnie jest to aluzja do następującego fragmentu „Mowy eschatologicznej” Jezusa:

“A módlcie się, żeby ucieczka wasza nie wypadła w zimie albo w szabat. Będzie bowiem wówczas wielki ucisk, jakiego nie było od początku świata aż dotąd i nigdy nie będzie” [51].

O jaką jednak katastrofę chodzi poecie? Zarówno dobór biblijnych przytoczeń (Łk 21, 10,24,22), jak i historyczny kontekst ucieczki Tołstoja wskazują, że Herbert nie tworzy mistycznej wizji końca świata, lecz wykorzystuje apokaliptyczny sztafaż po to, by ukazać potworność XX-wiecznych dziejów. To doświadczenie historyczne podmiotu wiersza determinuje przedstawioną w utworze interpretację zarówno przepowiedni Chrystusa, jak i ostatnich słów Starca z Jasnej Polany. Herbertowski bohater jako świadek i uczestnik wydarzeń zapowiadanych przez ewangeliczne proroctwo: totalnej wojny oraz eksterminacji i zniewolenia narodów, dostrzega w geście umierającego Tołstoja prefigurację losów XX-wiecznych „ściganych” – wygnańców pozbawionych rodzinnej ziemi, odartych z godności ofiar totalitarnych reżimów. Tezę, że komentarz podmiotu wiersza odnosi się do okrucieństw współczesnej historii, zdaje się potwierdzać również wieńczące utwór odwołanie do apokaliptycznego obrazu Bestii. Zarówno w wizjach proroka Daniela (Dn 7), jak i w Objawieniu św. Jana (Ap 13) fantastyczne zwierzęta symbolizują bowiem „bałwochwalcze mocarstwo doczesne” wrogie Bogu i prześladujące Jego wyznawców [52].

Tego rodzaju obrazowanie koresponduje z wielokrotnie powtarzaną przez poetę, jednoznacznie negatywną opinią na temat istoty totalitarnego państwa i jego fałszywej ideologii. Herbert, który bardzo wcześnie doświadczył okupacyjnej przemocy w zajmowanym na przemian przez nazistów i Armię Czerwoną Lwowie, i który z obawy przed stalinowskimi represjami musiał na zawsze opuścić rodzinne miasto, bez wątpienia postrzegał obydwa reżimy jako zagrażające podstawom europejskiej cywilizacji, kolejne historyczne wcielenia apokaliptycznych hybryd. „Czas Wielkiej Bestii”, scharakteryzowany przez poetę jako epoka prześladowań (czas „opuszczenia domów”) i upokorzeń (czas „czołgania w prochu”), niesie ze sobą również inne zagrożenia. Herbertowski podmiot przepowiada, że doświadczenie rozpasanego, bezkarnego zła będzie przyczyną duchowego zagubienia ludzkości. „Błądzenie w dżungli” i „krążenie w ciemnościach” to symboliczne obrazy ukazujące utratę aksjologicznego centrum, nadającego cel i sens ludzkiemu życiu. Obydwie metafory uruchamiają szereg negatywnych skojarzeń. Ci, którzy „błądzą” albo bezskutecznie szukają właściwej drogi, albo poruszają się bez ściśle określonego celu, albo po prostu postępują niewłaściwie, mylą się.

„Dżungla” to zwykle przenośne określenie miejsca, w którym rządzi „prawo pięści” lub synonim wszystkiego, co skłębione, pogmatwane i niezrozumiałe. Z kolei „krążyć” znaczy poruszać się po własnych śladach, zbaczać z drogi, kluczyć. „Ciemności” jednoznacznie kojarzą się z niebezpieczeństwem, złem, śmiercią oraz tym, co zawiłe i niejasne. W tej pesymistycznej prognozie Herbert przemyca jednak odrobinę nadziei. „Opuszczenie domu”, „błądzenie w dżungli”, „szalona żegluga” to sytuacje, w których bliski Herbertowi pisarz, Józef Conrad, sprawdza wartość moralną bohaterów swoich powieści. Według twórcy Jądra ciemności, właściwą miarą człowieczeństwa i probierzem ludzkiej cnoty jest postawa człowieka, jaką przyjmuje on w najtrudniejszych dla siebie warunkach – w oderwaniu od własnej społeczności, w zderzeniu z „samotną pustk[ą] oceanu i puszczy egzotycznej” [53]:

„Wytrzymać z godnością i honorem pokusę obcego, niezobowiązującego środowiska, zachować prawość tam, gdzie wszystko sprzyja rozkiełznaniu najniższych instynktów – to dopiero znaczy być prawdziwym człowiekiem” – komentowała myśl pisarza Maria Dąbrowska.

A zatem „Czas Wielkiej Bestii” nie musi być jedynie epoką poniżenia ludzkiego ducha, lecz może, jako czas tryumfującej nieprawości, stanowić moralne wyzwanie. Ukryte w Herbertowskim proroctwie aluzje do dzieła Conrada świadczą, że poeta nie traci całkowicie wiary w to, że czas „czołgania w prochu” będzie również czasem uzdrawiającej pokuty.

L.N.Tolstoy_Prokudin-GorskyProkudin-Gorski, Lew Tołstoj

Referat  wygłoszony w czasie Warsztatów Herbertowskich w Przemyślu w 2009 roku. Nowsza wersja tekstu i bardziej rozbudowana stanowi rozdział książki “Odpowiedzialność filozofa i artysty” w:

Joanna Adamowska, Różewicz i Herbert. Aksjologiczne aspekty twórczości, Kraków 2012, s. 285 – 318.

PRZYPISY:

[1] Nazwisko kompozytora zostało błędnie zapisane. Najprawdopodobniej chodzi bądź o Apolinarego Kątskiego (1825-1879), polskiego skrzypka, pedagoga i kompozytora, w latach 1853-59 solistę dworu carskiego w Petersburgu, założyciela Instytutu Muzycznego w Warszawie (1861), bądź o jego brata Karola (1815-1867) również skrzypka i kompozytora, od 1832 roku przebywającego w Paryżu. Por. „Encyklopedia muzyki”, pod redakcją A. Chodkowskiego, Warszawa 1995, s. 435-436.
[2] Por. W. Kopaliński, „Słownik mitów i tradycji kultury”, op. cit., s. 1368.
[3] P. Kropotkin, „Wspomnienia rewolucjonisty”, przełożyły M. Sarnecka i K. Latoniowa, wstęp i przypisy W. Śliwowska, Warszawa 1959, s. 564.
[4] Ibidem.
[5] Ibidem, s. 393.
[6] Por. A. Walicki, „Zarys myśli rosyjskiej”, op. cit., s. 418-419.
[7] P. Kropotkin, „Etyka anarchistyczna”, w: idem, „Pomoc wzajemna jako czynnik rozwoju”, Poznań, 2006, s. 196.
[8] Z. Herbert, „Leniwy język”, w: idem, „Mistrz z Delft”, op. cit., s. 122.
[9] Z Herbert, „Sprawa Samos” (LNM) Warszawa 2000, s. 136.
[10] Z. Herbert, „O Etruskach”, w: LNM, s. 147.
[11] P. Kropotkin, „Wspomnienia rewolucjonisty”, op. cit., s. 390.
[12] A. Walicki, „Zarys myśli rosyjskiej”, op. cit., s. 416 (przypis).
[13] P. Kropotkin, „Etyka anarchistyczna”, w: idem, op. cit., s. 197.
[14] Por. A. Walicki, „Zarys myśli rosyjskiej”, op. cit., s. 428-429.
[15] Kropotkin był współzałożycielem tego pisma. Por. P. Kropotkin, „Wspomnienia rewolucjonisty”, op. cit., s. 509. Identyczny tytuł nosiła również niemieckojęzyczna gazeta „Die Freiheit”, wydawana początkowo w Anglii, a następnie w Stanach Zjednoczonych przez związanego z Emmą Goldman Johanna Mosta. W swojej publicystyce Most „opowiadał się zdecydowanie za stosowaniem terroru, zalecał przeprowadzanie ataków bombowych, rozwodził się nad zaletami nitrogliceryny, snuł plany powszechnego uzbrojenia robotników”. P. Laskowski, „Szkice z dziejów anarchizmu”, wstęp D. Grinberg, Warszawa 2006, s. 302.
[16] Broda stanowi nieodłączny element wizerunku ówczesnych rewolucjonistów. Być może Herbert nawiązuje również pośrednio do ciekawostki związanej z bujnym zarostem Johanna Mosta, o której wspomina Emma Goldman w autobiografii. Most nosił podobno brodę po to, by ukryć swoją zeszpeconą na skutek wypadku twarz. „Wedle Goldman – relacjonuje Piotr Laskowski – Most przyznawał, że znaczna część jego płomiennej nienawiści do systemu społecznego, do okrucieństwa i niesprawiedliwości życia brała się z tego okaleczenia i upokorzeń, których przez nie zaznał”. Por. P. Laskowski, „Szkice z dziejów anarchizmu”, op. cit., s. 301.
[17] Por. P. Laskowski, „Szkice z dziejów anarchizmu”, op. cit., s. 322.
[18] „Le Revolte” 1880, nr 22. Cytat za: P. Laskowski, „Szkice z dziejów anarchizmu”, op. cit., s. 258.
[19] P. Kropotkin, „Etyka anarchistyczna”, w: idem, „Pomoc wzajemna”, op. cit., s. 201.
[20] L. Tołstoj, „Dzienniki”, t. 2, op. cit., s. 248.
[21] P. Laskowski, „Szkice z dziejów anarchizmu”, op. cit., s. 428-429.
[22] A. Walicki, „Zarys myśli rosyjskiej”, op. cit., s. 429-430.
[23] P. Laskowski, „Szkice z dziejów anarchizmu”, op. cit., s. 551.
[24] A. Walicki, „Zarys myśli rosyjskiej”, op. cit., s. 431
[25] Ibidem.
[26] Z. Herbert, „Współczesność historii”, „Zeszyty Literackie” 2004 nr 2, s. 9.
[27] Ibidem.
[28] Z. Herbert, „Podziękowanie”, „Zeszyty Literackie” 2002 nr 3, s. 128.
[29] W. Szkłowski, „Lew Tołstoj. Biografia”, przeł. R. Granas, Warszawa 2008, s. 632.
[30] V. Nabokow, „Wykłady o literaturze rosyjskiej”, przeł. Z. Batko,Warszawa 2002, s. 188. Cytat za: R. Romaniuk, „Dramat religijny Tołstoja”, Warszawa 2004, s. 56.
[31] M. Jastrun, „Ucieczka Lwa Tołstoja,” w: idem, „Mit śródziemnomorski”, Warszawa 1962, s. 53.
[32] Ibidem, s. 54.
[33] Ibidem, s. 56.
[34] Ibidem, s. 63.
[35] Por. M. Głowiński, T. Kostkiewiczowa, A. Okopień-Sławińska, J. Sławiński, „Słownik terminów literackich”, op. cit., s. 177.
[36] Por. Ibidem, s. 511.
Na ten aspekt zwraca szczególną uwagę Jastrun, według którego Tołstoj „cierpi jako twór fizyczny, zwierzę obdarzone nienasyconym instynktem życia, jako ciało pożądliwe i zazdrosne, cierpi jako istota duchowa o niezwykle silnym życiu wewnętrznym. Odradza się w nim stary konflikt między ciałem a duszą”. Podobną do Herbertowskiej metaforę „łowiecką” Jastrun przywołuje w zakończeniu swojego szkicu, pisząc, że rosyjski pisarz uciekał przed śmiercią, „jak zwierzę szczute przez niewidzialną pogoń”. Por. M. Jastrun, „Ucieczka Lwa Tołstoja”, op. cit., s. 54-55, 63.
[38] Por. hasło „swołocz” w: http://sjp.pwn.pl oraz http://swo.pwn.pl
[39] Więcej na temat relacji Tołstoja z rodziną piszę w podrozdziale „Portret pisarza”.
[40] Mieczysław Jastrun we wspomnianym wcześniej szkicu opisuje fascynację osobowością pisarza, jakiej ulegli m.in. „mistyk Rilke” i „proletariusz Gorki”. Według Jastruna niewierzący Gorki miał wyrazić się o Tołstoju, że jest on „równy Bogu”. Zdaniem krytyka również obraz Stwórcy przedstawiony w Rilkeańskiej „Księdze godzin” – jako „chłopa rosyjskiego z szerokimi rękoma”- powstał pod wrażeniem pobytu w Jasnej Polanie. Por. M. Jastrun, „Ucieczka Lwa Tołstoja”, op. cit., s. 60-61. Z kolei odwiedzający artystę chłopi i pielgrzymi często oskarżali go o hipokryzję. Szerzej niekonsekwencje „proroka” omawiam w podrozdziale „Portret pisarza”.
[41] Na ten temat, m.in. o sprawie Czertkowa i Taniejewa, piszę w podrozdziale „Portret pisarza”.
[42] Por. W. Szkłowski, „Lew Tołstoj”, op. cit., s. 624, 626-629.
[45] Por. A. Semczuk, „Lew Tołstoj”, op. cit., s. 129-135.

[46] Biografowie Tołstoja, Szkłowski i Semczuk piszą, że wysłany przez cara i Najświętszy Synod archijerej Parfienij dotarł do Astapowa już po śmierci pisarza. Miał on wypytywać rodzinę o to, czy Tołstoj przed śmiercią okazał skruchę i czy chciał pogodzić się z Cerkwią. Nikt z bliskich pisarza nie potrafił jednak potwierdzić, że zmarły wyraził takie życzenie. Por. W. Szkłowski, op. cit., s. 625; A. Semczuk, op. cit., s. 406-408. Inaczej okoliczności wizyty popa relacjonuje Radosław Romaniuk. Według badacza do Astapowa przyjechał starzec z klasztoru Optino, Ihumen Warsonufij, który mimo usilnych nalegań nie został dopuszczony przez lekarza i rodzinę do żyjącego jeszcze pisarza. Wysłannik Synodu miał w związku z tym przekazać „miejscowemu duchownemu polecenie, by w razie śmierci Tołstoja nie celebrował żałobnego nabożeństwa, a przed śmiercią nie podejmował modlitw o wyzdrowienie”. R. Romaniuk, „Dramat religijny Tołstoja”, op. cit., s. 86.
[47] Najsłynniejsze z nich przytacza Radosław Romaniuk: „Proszę, żebyście pamiętali, że oprócz Lwa Tołstoja jest jeszcze wielu ludzi, a wy wszyscy patrzycie tylko na Lwa”; „Sierioża… prawdę… kocham wiele, kocham wiesni”; „Pójdę gdziekolwiek, żeby nikt nie znalazł”; „Zostawcie mnie w spokoju”. R. Romaniuk, „Dramat religijny Tołstoja”, op. cit., s. 86-87. Okoliczności, w jakich wypowiedział zacytowane przez Herberta zdanie umierający Tołstoj, opisane zostały m.in. przez syna pisarza, Sergiusza Tołstoja: „Ojciec miotał się, głośno i głęboko jęczał, próbował podnieść się na łóżku […] Ciężkie, powiem nawet, straszne wrażenie wywarły na mnie jego słowa, które wypowiedział gromkim, zdecydowanym głosem, unosząc się na łóżku: <Uciekać! Trzeba uciekać!>”. Cytat za: W. Szkłowski, „Lew Tołstoj”, op. cit., s. 624.
[48] Biblia tysiąclecia, op. cit., s. 1208.
[49] Ibidem, s. 1151 (przypis do Mt 24,15).
[50] Podczas gdy wyjazd Tołstoja z Jasnej Polany miał miejsce 28 października (10 listopada). Pisarz umarł 7 (20) listopada 1910 roku.
[51] Mt 24, 20-21. Biblia tysiąclecia, op. cit., s. 1151.
[52] Por. Biblia tysiąclecia, op. cit., s. 1041, 1407 (przypisy).
[53] M. Dąbrowska, „Szkice o Conradzie”, wstęp, redakcja i przypisy E. Korzeniewska, Warszawa 1974, s. 125.