Herbert w Irkucku

We wrześniu 2016 roku na Państwowym Uniwersytecie w Irkucku

dr Józef Maria Ruszar wygłosił cykl wykładów

na temat “rzymskich” wierszy Zbigniewa Herberta

img_6865-2
Budynek Filologii, Państwowy Uniwersytet w Irkucku. Fot. JMR

Nie spuszczać z oka Tacyta.

Inter-tekstualność a intra-tekstualność wierszy Herberta

Mefistofeles:

Wszelka, mój bracie, teoria jest szara,

Zielone zaś jest życia drzewo złote.

                               J.W. Goethe, Faust

Zjawisko intertekstualności w wierszach Herberta związane jest z pewną osobliwością, która otrzymała specjalna nazwę: intra-tekstualności. Najpierw wyjaśnijmy, że metoda intertekstualna została zastosowana, ponieważ wydaje się najbardziej obiecującą w interpretacjach utworów, które jawnie odwołują się do dzieł cudzych, w tym wypadku – serii wierszy czerpiących z rzymskich historyków. Nie jest to więc wybór metodologiczny niezwykły ani dowolny, skoro wiele wierszy poety w taki czy inny sposób zapożycza się u starożytnych pisarzy w sposób niemal ostentacyjny, a bliższa lektura zdumiewa wiernością nawiązań. Z kolei odwoływanie się do cudzych tekstów nie jest metodą rzadką w twórczości Herberta, który nie raz potrafił utkać wiersz lub jego fragment z cudzych słów, a zabieg ten został przez literaturoznawców rozpoznany i opisany.

Zasadnicze intuicje intertekstualne obiecują ciekawe efekty, ponieważ nikogo przekonywać nie trzeba, że postacie Rzymian w wierszach Herberta przychodzą do nas z kart Liwiusza, Tacyta, Swetoniusza i Plutarcha. Fakt ten zbyt słabo odzwierciedlał się w dotychczasowej lekturze, a badania intertekstualne mogą te straty nadrobić.

img_6881-2
Wykład nt. intertekstualności. Fot. Małgorzata Rapacz

Cytaty z Tacyta.
Intratekstualność jako specyfika liryki Zbigniewa Herberta

RELACJE MIĘDZY TEKSTAMI I WEWNĄTRZ TEKSTU. W badaniach nad wierszami Herberta zajmę się głównie sposobem istnienia cudzych utworów w autorskim tekście, jako najciekawszym skutkiem relacji między tekstami, a w mniejszym stopniu aluzją, jako odwołaniem „słabszym”, choć także odgrywającym ważną rolę. W omawianych wierszach Herberta najciekawsze jest to, co dzieje się wewnątrz tekstu, w którym odnajdujemy ślady czy części jakiegoś innego utworu, a nie o relacje między odrębnymi, równorzędnymi dziełami, jeśli relacja byłaby rozumiana nazbyt abstrakcyjnie.

Mówiąc językiem imperialnej dyplomacji, jest to wewnętrzna sprawa danego tekstu – „zaborczego imperium” – a nie jego relacji z innymi, skoro aneksja już została dokonana. W gruncie rzeczy interesuje mnie nowy sposób istnienia starego tekstu, ale jako części nowego, który go pochłonął. Nie jest to kwestia między suwerennymi dziełami, lecz wewnętrzna sprawa dzieła, które w jakiejś formie zaanektowało inne dzieło (albo jego cząstkę) i zdobyło nad nim przewagę. Pytanie „co z nim zrobiło” dotyczy jedynie zaborcy, a nie skolonizowanego dzieła, które gdzie indziej nadal istnieje w dotychczasowej formie i nadal zachowuje swą suwerenność, ponieważ świat sztuki podlega nieco innej zasadzie niż kolonializm w historii, i w świecie estetyki oddanie siebie nie oznacza utraty, lecz rozplenienie.

img_6867
Studenci filologii rosyjskiej, Państwowy Uniwersytet w Irkucku. Fot. JMR

PO INKLUZJI. Krótko mówiąc, badamy intra-tekstualność dzieła zbudowanego z różnych elementów, łącznie z zaanektowanymi dziełami cudzymi, które – z wyjątkiem plagiatu – są już czymś innym ze względu na nowy kontekst, z powodu różnych przekształceń, albo z obu powodów na raz. Dla zobrazowania różnicy i objaśnienia genezy terminu weźmy pod uwagę internet, który łączy nas z tekstami zewnętrznymi oraz intranet, a więc sieć wewnętrzną firmy. W obu przypadkach mamy do czynienia z całością składającą się z odrębnych tekstów (zapisanych cyfrowo), ale w drugim wypadku wszystkie teksty traktowane są jako „własne”, ponieważ zostały stworzone lub przetworzone jedną wolą, to znaczy firmy (choć osób wykonujących czy nawet decydentów może być wielu). Wola (decyzja) dotyczy wszystkich tekstów, łącznie z tekstami zewnętrznymi, wcielonymi w całości lub w części, bez zmian albo po zmianach. To zupełnie inna sytuacja niż w internecie, gdzie kontrola lub wola jednego ośrodka jest niemożliwa.

Sposób traktowania cudzych dzieł przez Herberta najczęściej przypomina ten ostatni – intranetowy – model, to znaczy rodzaj inkluzji. W interpretowanych wierszach dotyczy to w szczególności przywołania tekstów starożytnych autorów, gdzie nie występują dzieła Tacyta, Swetoniusza czy Plutarcha, ale Herbertowe ich wersje, spreparowane przez poetę i umieszczone w nowym kontekście, także zależnym od jego woli.

img_6875-4
Studenci filologii rosyjskiej, Państwowy Uniwersytet w Irkucku. Fot. JMR

Intratekstualność rozumiem jako jedną z wersji sytuacji intertekstualnych. Mimo zastrzeżeń do pojęć wprowadzonych przez Genette’a, postąpię pragmatycznie i – aby nie komplikować i tak już zagmatwanej i niekonsekwentnie używanej terminologii – przyjmuję za Michałem Głowińskim terminy hipotekst i hipertekst (tekst wcześniejszy; omawiany tekst późniejszy), rezerwując własny termin archetekst dla sytuacji, kiedy istnieje jakiś długowieczny topos, a Herbert przywołuje kilka jego realizacji (archetekst jest po prostu „najstarszym hipotekstem”). Dobrym przykładem jest topos oblężonego miasta, dla którego archetekstem jest Iliada, a hipotekstami Potop oraz wiele wierszy samego Herberta (zjawisko autarkiczności). W przypadku architekstualności (relacji gatunkowej) najczęściej będę się odwoływał do terminu Stanisława Balbusa: reminiscencje stylistyczne.

W ślad za Ryszardem Nyczem do intertekstualności (a zatem także intratekstualności) zaliczam wszelkie artefakty kultury (i szerzej: cywilizacji) oraz znane fakty historyczne, a nie tylko teksty stricte literackie. Zastosowanie metody intertekstualnej do wierszy Herberta nie znaczy, że zapisuję poetę do grona postmodernistów, a tylko zwracam uwagę na istotną dla tej poezji cechę dialogu z tekstami, autorami, dziełami sztuki, a także rzeczywistością pozaliteracką.

img_6882-2
Wykład nt. intertekstualności. Fot. Małgorzata Rapacz

Boski Klaudiusz.
Ekstremalna intratekstualność, czyli domniemane streszczenie

Uważna lektura wiersza Boski Klaudiusz (ROM) w kontekście rzymskich kronik wskazuje, że – poza drobnymi detalami – utwór składa się z cytatów, niedokładnych cytatów lub parafraz fragmentów odpowiedniej księgi Dziejów cezarów Swetoniusza, a już sam tytuł wiersza jest wystarczającym sygnałem metatekstowym. Właściwie nie ma w wierszu detalu biograficznego, charakterystyki czy epizodu, który by nie pochodził z historii opowiedzianej przez Swetoniusza. Jak już wskazywałem, nie jest to metoda niezwykła w twórczości Herberta, ale w tym wypadku nasycenie elementami cudzego dzieła osiągnęło niespotykane rozmiary.

img_6872b
Interpretacja wiersza “Boski Klaudiusz”. Fot. Małgorzata Rapa

Mamy więc do czynienia z typową, a nawet bardziej niż typową intratekstualnością, przy czym nawiązanie do archetekstu, którym jest biografia Swetoniusza Boski Klaudiusz, zaznaczone zostało w taki sposób, by czytelnik nie trudził się wyszukiwaniem źródła inspiracji, ponieważ sygnał metatekstowy jest aż nadto wyraźny. Mówiąc tradycyjnie, Herbert przejął tytuł dzieła, informując tym samym wykształconego czytelnika o pierwowzorze. Biorąc pod uwagę, że intratekstualność występuje w omawianym wypadku w stopniu ekstremalnym, bo wiersz jest po prostu skondensowaną wersją dzieła rzymskiego historyka, mielibyśmy do czynienia z plagiatem, gdyby nie trzy okoliczności: po pierwsze – powtórzenia dokonano w innej poetyce, po drugie – wypowiedź ma miejsce w innym gatunku (prozę historyczną zamieniono na lirykę i nie jest to transpozycja bez znaczenia), a poza tym autor dokonał ważnych przewartościowań ideowych.

proclaiming_claudius_emperor
Obwołanie Klaudiusza cesarzem. Lawrence Alma-Tadema (1867).

Anektowany tekst Swetoniusza został najpierw spreparowany na użytek zaborczego poety, a następnie użyty do innych celów. Język, jakim opowiada swe dzieje cesarz, wskazuje na to, że Herbert nie tyle mówi coś na temat Klaudiusza, ale za jego pomocą komunikuje nam coś na temat współczesności.

img_6878-3

Kaligula. Szaleństwa bogów

W przeciwieństwie do wiersza Boski Klaudiusz, który – cały utkany z cytatów i paracytatów – jest „pełną autobiografią” cesarza, a raczej czymś w rodzaju autoapologii, utwór przedstawiający Kaligulę charakteryzuje władcę przy pomocy zaledwie jednego epizodu, którego autentyczność nie jest zresztą udowodniona. Mamy więc okazję porównać dwie metody korzystania z cudzego tekstu, dwie wersje gry intertekstualnej. Pierwsza polega na całościowym przedstawieniu biogramu historycznej postaci lub streszczeniu całego utworu (tak się dzieje w przypadku Boskiego Klaudiusza Swetoniusza). Druga – jak w przypadku rzekomego epizodu mianowania konia konsulem – zadowala się jednym, ale istotnym wydarzeniem, charakteryzującym postać w błysku podejmowanej przez nią istotnej decyzji.

Jest to „metoda na Plutarcha”. Celem „biografii” – tak jak ją rozumie sławny historyk z Cheronei – było ukazanie duszy i moralnego oblicza postaci, a nie całościowa relacja z życia bohaterów, bo to należało już do „historii”. Jest to nie tylko różnica gatunkowa, ale odróżnienia osądów etyki i historii. Plutarch pisze:

„Niekoniecznie też w najsławniejszych czynach ludzi objawiają się najlepiej zalety i wady charakterów. Przeciwnie, nieraz jakiś prosty czyn, jakieś krótkie powiedzenie czy nawet żart lepiej naświetlają wrodzone cechy ludzkiej natury niż bitwy, w których padały tysiące zabitych, niż ustawianie do walki olbrzymich wojsk czy obleganie potężnych miast”.

Wydaje się, że dla liryki ta druga strategia jest bardziej obiecująca, ale Herbert obie perspektywy oglądu stosuje z jednakową maestrią.

Jak z punktu widzenia interesów imperium i jego górnej warstwy wyglądała „hierarchia zbrodni” Kaliguli? Wbrew pozorom morderstwa polityczne nie były oceniane jako najistotniejsze. Najważniejszym zarzutem pod adresem cesarza jest chęć oficjalnego wprowadzenia władzy królewskiej oraz wprowadzenie boskiego kultu cesarza w samym Rzymie. Ta obawa brała się ze strachu arystokracji rzymskiej, że na miejsce republiki zostanie oficjalnie wprowadzona absolutystyczna monarchia typu wschodniego.

Ewentualne mianowanie Incitatusa konsulem – a był ten urząd szczytem marzeń obywatela i zwieńczeniem politycznej kariery każdego Rzymianina – byłoby kolejnym policzkiem dla rzymskiej elity i podkreśleniem nieograniczonej władzy pryncepsa. Kaligula uwielbiał tego rodzaju prowokacje i drażnił senat jawnym wykraczaniem poza formalne oznaki bycia „pierwszym senatorem”. Dzisiaj historycy nie mają pewności, czy rzekoma chęć mianowania Incitatusa konsulem była złośliwą plotką, która miała ilustrować chorobę umysłową cesarza, czy też ilustracją megalomanii, ekstrawagancji, a może symbolem licznych prowokacji pod adresem senatu, nad którymi rozwodzi się Swetoniusz. Intencji rzymskiego historyka nie da się już dzisiaj rozstrzygnąć. Natomiast w wierszu została ukazana satyra (z punktu widzenia pryncepsa) na rządną władzy, tchórzliwą i gadatliwą elitę oraz doprowadzony do absurdu popis wszechmocy.

img_6879-2
Studenci filologii rosyjskiej, Państwowy Uniwersytet w Irkucku. Fot. JMR

Szaleństwa bogów

Dwa wiersze mówiące o „szaleństwie cezarów” eksploatują nie tyle jakiś znany obraz z historii starożytnej, ile po prostu kliszę kulturową w jej najprostszej postaci. Klisza ta była mocno ugruntowana w świadomości tradycyjnego inteligenta sprzed II wojny światowej, a nawet wśród inteligencji pracującej PRL, mogła więc ławo spełniać swoje funkcje „wstępu”, „wprowadzenia w temat”, inicjalnego schematu, a właściwie czytelniczego uprzedzenia.

img_6901-2
Studenci filologii rosyjskiej, Państwowy Uniwersytet w Irkucku. Fot. JMR

Niepewny Powrót prokonsula

Powrót prokonsula był w czasach PRL-u jednym z najczęściej komentowanych i analizowanych wierszy – odczytywany był biograficznie (to znaczy w odniesieniu do życiorysu poety) oraz w kontekście postaw przyjmowanych wobec komunizmu. Z punktu widzenia poetyki jest to spór o lirykę maski i lirykę roli: do jakiej kategorii zaliczyć wiersz? Ten rodzaj lektury, uzależnionej od aktualnej sytuacji czytelników, a związany z poszukiwaniem znalezienia godnej drogi „przejścia przez Morze Czerwone”, należy już do historii literatury. Nie znaczy, że przestał być prawdziwy, a tylko że stracił na – podniecającej wyobraźnię – aktualności.

W dzisiejszym odczytaniu historycznoliterackim można postawić silniejszy akcent na element intertekstualny. Już Jacek Łukasiewicz zwrócił uwagę na pewne podobieństwa między sytuacją hipotetycznego prokonsula rzymskiego z wiersza Herberta, a biografią Żywot Agrykoli pióra Tacyta, z czego wysnuł wniosek, że to właśnie ten rzymski patrycjusz był prototypem bohatera wiersza polskiego poety. Poniższe zestawienie tekstów potwierdza to spostrzeżenie.

Zależności intertekstualne są wyraźne i nie wymagają szczegółowych wyjaśnień czy uzasadnień, ale nie mają charakteru jawnej inkluzji – są raczej aluzją. Właściwie wszystkie elementy świata przedstawionego w wierszu Herberta zgadzają się ze światem realnym, to znaczy historycznym, i pozostają w kręgu pojęć i sytuacji Rzymianina z epoki Domicjana, przynajmniej jeśli chodzi o atmosferę strachu i zakłamania na dworze. Także wzmianka na temat figowca, występującego w Północnej Afryce, Egipcie i Syrii, oraz opis południowych prowincji imperium korespondują z informacjami, że Agrykoli miała przypaść w udziale jedna z tych prowincji (a także że w swojej wcześniejszej karierze urzędniczej tam przebywał). Nie bez znaczenia jest również fakt, że wymieniony w Żywocie konsul Azji, Cywika, należał do świeżych ofiar zbrodniczego cesarza [Caius Vettulenus Civica Cerealis, konsul sprzed r. 77 n.e., legat Mezji Dolnej w r. 82 n.e.; jako prokonsul Azji koło 88 r. n.e. został zabity przez Domicjana. Domicjan zgładził wielu senatorów, wśród nich kilku byłych konsulów, ale Cywikę kazał zamordować w czasie sprawowania prokonsulatu w Azji (Swetoniusz, Żywot Domicjana, rozdz. X).]. Nawet drobne szczegóły w rodzaju otrzymania „żelaznego łańcucha” i psychicznej rezygnacji ze złotego, nieznacznie wskazują na rzymskie zwyczaje odznaczania zasłużonych w boju (torques).

tacitus_sepulchral_inscription
Inskrypcja z grobowca Tacyta

W przypadku Powrotu prokonsula Herbert nie inkorporuje tekstu Tacyta. Mamy do czynienia z aluzją, a nie inkluzją. Porozumienie między autorem a czytelnikiem dokonuje się za pomocą tematu „powrót urzędnika na dwór krwawego dyktatora”. Jest to aluzja obliczona na czytelnika wykształconego i – na pewno – historycznie uwarunkowanego.

W przeciwieństwie do jednowymiarowych, karykaturalnych postaci Kaliguli czy Klaudiusza, sprowadzonych do alegorii tyranów (bardziej nawet dwudziestowiecznych niż starożytnych), Prokonsul jest postacią pełną, niejednoznaczną i bardziej ludzką. Bohater w swej wieloznaczności nie daje się uchwycić w prostej alegorii lecz pozostaje reprezentantem ludzi uwikłanych w tragiczną sytuację. Odpowiedzi na pytanie: „czy to wystarczy” nie da się łatwo udzielić i jest mocno wątpliwe, aby dało się jednoznacznie rozstrzygnąć, czy mamy do czynienia z architekstualnością. Jan Błoński zawyrokował, że Prokonsul po powrocie „zostanie łajdakiem lub zginie”. To całkiem prawdopodobne, zwłaszcza jeśli przeniesiemy bohatera w czasy stalinowskie, bo już „za Gomułki”, czyli w okresie publikacji wiersza, jego szanse na przeżycie były stukrotnie większe. Może nawet udałoby mu się zachować twarz? A poza tym – jak słusznie zauważył Stanisław Barańczak – w poezji Herberta „między pojęciem ocalenia moralnego a fizycznym przetrwaniem nie tylko nie ma zbieżności, ale w większości sytuacji jest wręcz sprzeczność” [S. Barańczak, Uciekinier z utopii, s. 207].

Wiersz traktuje o braku wolności i o tym, co z tego niedostatku wynika dla jednostki, która przestała być obywatelem, a została poddanym. Jak wiemy, nie chodzi o sytuację sprzed dwóch tysięcy lat, lecz o problemy człowieka XX wieku.

img_6903-2
Studenci filologii rosyjskiej, Państwowy Uniwersytet w Irkucku. Fot. JMR

Jak Katon Młodszy, patrz Żywoty.
Cywilny ekwiwalent żołnierza

W intertekstualnym czytaniu wiersza Pan Cogito o postawie wyprostowanej należy wziąć pod uwagę „sytuację starożytną” i odnieść się do Żywotów sławnych mężów Plutarcha, a z drugiej strony zająć się także niezwykle ważnymi w twórczości Herberta motywami: oblężonego miasta oraz widma komunizmu. Bez tych dwóch ważnych topoi niezrozumiały jest powód, dla którego postawa wyprostowana miałaby być aż tak ważna. Wiersz nie był często interpretowany. Przeważają o nim jedynie wzmianki przy okazji analiz Przesłania Pana Cogito.

Czytając starożytnych kronikarzy, od razu zauważamy, że innym człowiekiem jest Juliusz Agrykola, a innym Katon Młodszy zwany Utyceńskim, tak jak taktyka przeżycia prokonsula znajduje się na antypodach postawy wyprostowanej sławnego obrońcy republiki. Prawdę rzekłszy, różni ich także doświadczenie rodzinne i pokoleniowe. Historyczny Katon wyrósł w arystokratycznej rodzinie – jednej z najdostojniejszych – i w żywej tradycji republiki, której końca nie chciał doczekać, a Agrykola był patrycjuszem zaledwie w trzecim pokoleniu, dla którego republika była już tylko czcigodną, choć pociągającą, marą. Bohatera Powrotu prokonsula z tomu Studium przedmiotu (1961) dzielą moralne lata świetlne od republikańskiego symbolu z wiersza Pan Cogito o postawie wyprostowanej, który znalazł się w tomie Pan Cogito (1974). Wydaje się także, że dwaj Rzymianie – jakkolwiek dziwnie nie brzmiałoby to stwierdzenie – pochodzą z innej epoki literackiej, jakby po zimnym i racjonalnie rozważnym klasycyzmie nastały czasy gorącego, romantycznego gestu. A przecież obaj bohaterowie poezji Herberta wywodzą się z tej samej starożytnej historiografii i zostali przywołani przez tego samego poetę.

Intratekstualność jako metoda pracy Herberta pozostała ta sama, co w przypadku wiersza Boski Klaudiusz (ROM): tekst starożytnego autora został użyty do przywołania postaci, dzięki której autor bez dłuższych wstępów mógł przedstawić dylematy współczesne, bo wieczne: wierności i zdrady, odwagi i tchórzostwa, dobra i zła. Ściślej mówiąc, z dwóch możliwych strategii – przedstawienia pełnej biografii i wybrania istotnego, znaczącego momentu – poeta wybiera ten drugi rodzaj gry intertekstualnej i przywołuje ostatnie dni Katona.

img_6871d
Jekatierina Starodvorskaja, językoznawca, lektor języka polskiego, tłumacz. Państwowy Uniwersytet w Irkucku. Fot. JMR

Katon jest nie tylko wzorem etycznym i politykiem, ale także żołnierzem. Lecz jego dwudziestowieczny następca jest przecież cywilem! To zasadnicza różnica. Jaką postawę ma przyjąć nie uzbrojony obywatel? Dopiero w drugiej części utworu odnajdujemy znaną z innych utworów Herberta ironię, wynikająca z nieprzystawalności idei do rzeczywistości, marzeń do możliwości, pragnień do realizacji, czasów wielkich do czasów marnych. Jak być Katonem w czasach marnych? Pan Cogito, figura przecież sympatyczna i szlachetna, w porównaniu z klasycznym wzorcem honoru i niezłomności okazuje się skrojony na współczesną (to znaczy gorszą!), miarę. Mimo tak mizernego wyposażenia wychodzi z próby zwycięsko, choć już niekoniecznie z porównania. Pan Cogito jako cywil zachowuje duchową niezależność i stawia opór. Po raz kolejny Herbert przez rzymski antyk idzie do Polski.

Co może Pan Cogito w sytuacji granicznej? Nie osobistej, jaką jest śmierć, choroba czy inne nieszczęście, ale społecznej, politycznej, dotykającej całą wspólnotę? Nawet sławny Katon, symbol nieprzejednanej obrony republiki, emblemat odwagi i personifikacja niezłomności – kim jest, gdy wciela się w niego niedoskonały człowiek XX wieku – Każdy/Pan Cogito? Pan Cogito, umniejszając siebie przez podkreślanie swej ułomności, jednocześnie przyrównuje się do wielkich bohaterów przeszłości, a to paradoksalnie wywyższa i zobowiązuje, bo nawet niemożność sprostania ideałom podkreśla wartość wzoru. Ale tym razem nie chodzi o prostą repetycję obywatelskiego mitu w marnych czasach, albo zawstydzenie kalekiej współczesności, ale o odnalezienie ekwiwalentu w nowej sytuacji historycznej. Poeta znalazł ją w koncepcji „postawy wyprostowanej”.

CYWILNY EKWIWALENT ŻOŁNIERZA. W omawianym wierszu ogniskuje się wiele aspektów Herbertowskiej aksjologii i kilka tematów, które uporczywie pojawiają się w jego poezji. Imperatyw zachowania godności w niegodnych czasach to chyba najważniejszy wątek, podkreślany dodatkowo sąsiedztwem z następującym zaraz po nim Przesłaniem Pana Cogito. Niewątpliwy cel dydaktyczny powodował, że „wiersz o postawie wyprostowanej” traktowany był jako rodzaj etycznego wstępu do wyznania wiary, za które uchodziło Przesłanie. Łączenie obu wierszy jest o tyle uzasadnione, że następny utwór szczegółowo objaśnia, czym jest postawa wyprostowana i jak się przejawia, a poza tym w Przesłaniu czytamy fragment jawnie korespondujący z poprzednim wierszem. Mowa w nim i o postawie, i o przeżyciu „współczesnego Katona”:

idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
wśród odwróconych plecami i obalonych w proch

ocalałeś nie po to aby żyć
masz mało czasu trzeba dać świadectwo.

W psychomachii, jaką jest próbą sprostania losowi, duch Pana Cogito zwycięża pokusy samoułudy dotyczącej fizycznej i psychicznej odporności (stąd drobne złośliwości pod adresem stoików, znane też z innych wierszy autora Pan Cogito a perła), szans Republiki (pisanej wielką literą) i nadzieję na możliwość skutecznego manewru. „Jedynym w miarę pewnym skutkiem cnotliwego życia jest dzisiaj dla jednostki porażka. Porażka we wszystkich możliwych postaciach, od fizycznej zagłady do ośmieszenia” – powiada Stanisław Barańczak, pisząc o Przesłaniu Pana Cogito [ S. Barańczak, Cnota, nadzieja, ironia [w:] PH 2, s. 396.]. Co więc daje mu taką moc? Wydaje się, że brak złudzeń i męska zgoda na los. To one dają współczesnemu Katonowi siłę do utrzymania postawy wyprostowanej. Porażka więc ogranicza się do sfery fizycznej. Dotyczy dziejów, ale nie dotyka świata ducha.

Wbrew imieniu bohatera cyklu, którego istotę często interpretowano w duchu „racjonalistycznym” jako „Pana Myślę”, nie rozum był narzędziem oporu, ale odwaga, charakter, ukształtowane sumienie – cywilna wersja rzymskiej cnoty wojskowej.

INKLUZJA FILOZOFII ELZENBERGA. Odłóżmy na chwilę starożytnego historyka-moralistę Plutarcha i porównajmy „program Pana Cogito” z poglądami filozofa-moralisty z XX wieku, który na dodatek był nauczycielem młodego Herberta. O wielkim wpływie, jaki na poezję Herberta wywarł Henryk Elzenberg, pisano często i ogólnie, rzadko wskazując na tekstowe powinowactwa wierszy „nieudanego ucznia” z poglądami „Mistrza Henryka”. Mistrz i uczeń byli bardzo zaprzyjaźnieni, o czym świadczy bogata korespondencja oraz wypowiedzi samego poety, ale z oczywistych powodów paralelizm intelektualnych rozwiązań dokładniej można sprawdzić na podstawie zależności publikowanych tekstów. Do najciekawszych porównań doprowadził Mirosław Tyl, który przeanalizował wpływ Elzenberga na kształtowanie się poglądów Herberta na naród i historię, a także wagę stanów mistycznych. Zwróćmy jednak uwagę, że właśnie w koncepcji „postawy wyprostowanej” (a więc w jednej z najważniejszych propozycji poety), odzwierciedla się idea „mężnego zachowania się wobec bytu”. Wiersz powstał już po opublikowaniu w 1963 roku filozoficznego dziennika zatytułowanego Kłopoty z istnieniem i przejawia wyraźne związki intertekstualne z tym dziełem, nie mówiąc już o generalnej zbieżności postawy Herberta i Elzenberga, o której wiemy z całokształtu dokonań obu autorów.

img_6899
Studenci filologii rosyjskiej, Państwowy Uniwersytet w Irkucku. Fot. JMR

Curatia Dionisia.

Nowe epitafium dla rzymskiej matrony

Na tle wybitnych postaci rzymskiej historii, obecnych w wierszach i esejach Herberta, niejaka Curatia Dionisia jest postacią zwyczajnie nieważną i to właśnie polski poeta wyciąga ją z mroków zapomnienia. Przypadek lub kaprys losu spowodował, że Herbert odwiedził prowincjonalne muzeum w Chester, niewielkim mieście angielskim, założonym przez Rzymian jako Deva Castra – obecnie położonym obok znanej metropolii Manchester. Wiersz brzmi jak sprawozdanie z muzeum, bo jest w nim w pewnym sensie. Pierwsza redakcja tekstu znalazła się w listach do „Kochanych zwierzątek”, londyńskich przyjaciół, którym poeta częściowo zawdzięczał możliwość podróży po Anglii jesienią 1963 roku.

Kamień jest dobrze zachowany Napis (skażona łacina)

głosi że Curatia Dionisia żyła lat czterdzieści

i własnym sumptem wystawiła ten skromny pomniczek

Samotny trwa jej bankiet Zatrzymany puchar

Twarz bez uśmiechu Za ciężkie gołębie

Ostatnie lata życia spędziła w Brytanii

pod murem zatrzymanych barbarzyńców

w castrum z którego pozostały fundamenty i piwnice

 

Zajmowała się najstarszym procederem kobiet

Krótko ale szczerze żałowali ją żołnierze Trzeciej Legii

i pewien stary oficer

 

Kazała rzeźbiarzom położyć dwie poduszki pod swój łokieć

 

Delfiny i lwy morskie oznaczają daleką podróż

choć stąd było tylko dwa kroki do piekła.

02a
Curatia Dionisia – nagrobek z Grosvenor Museum w Chester (Anglia). Fot. JMR

Curatia Dionisia z tomu Napis doczekała się wyłącznie wzmianek, nie jest więc „ważnym wierszem” Herberta, tekstem „kanonicznym”, szeroko komentowanym i wielorako interpretowanym, jak Do Marka Aurelego czy Przemiany Liwiusza. Mnie zaintrygował z powodu potencjalnej ekfrastyczności. Nie ma bowiem wątpliwości, że cechą twórczości Herberta jest konkret inspiracji. Można z góry założyć – i to bez większego ryzyka – że jeśli wiersz odwołuje się do wydarzenia, osoby czy przedmiotu, to mamy do czynienia z rzeczywistym wydarzeniem, a nie zmyślonym, istniejącą osobą i konkretną rzeczą, a nie produktem czystej wyobraźni. Aby być do końca precyzyjnym trzeba dodać, że wydarzenia mityczne i postacie literackie oraz dzieła sztuki, a więc zdarzenia, persony i przedmioty przedstawione – także należą do tej szeroko rozumianej rzeczywistości. Zwłaszcza inspiracja rzeźbą i malarstwem jest znakiem firmowym twórczości Herberta, a stąd wniosek, że – jeśli pojawia się w wierszu obraz lub posąg – należy domniemywać, że taki obiekt rzeczywiście istnieje. Nawet, jeśli jest to dzieło mało znane lub trudne do rozpoznania czy zlokalizowania. Tak w 2007 roku rozpocząłem podróż brytyjskimi śladami Herberta, a rezultat opisałem w eseju W poszukiwaniu Curatii Dionisii, w którym skupiłem się na perypetiach odnalezienia nagrobka.

img_7381-2
Małgorzata Rapacz – lektorka języka polskiego w Irkucku. Fot. JMR