Herbert, Lekcja łaciny 03

Józef Maria Ruszar

Lekcja łaciny Zbigniewa Herberta

cz. 03

Rozdział 3
Kolumna i powój.
Polska i cywilizacja łacińska

slonce
Józef Maria Ruszar, Słońce republiki. Cywilizacja rzymska w twórczości Zbigniewa Herberta, JMR Trans-Atlantyk, Kraków 2014

Wysławiającemu łacinę Herbertowi chodzi o coś więcej niż obnażenie nędzy komunizmu, bo to sprawa doraźna, jedynie element większego zagrożenia, którym jest nihilizm kultury współczesnej. Narodziny nowożytności, a następnie przełom romantyczny, zmieniły paradygmat europejskiej kultury, korygując spojrzenie na historię, sztukę i literaturę oraz ich role i znaczenie. Był to zwrot rewolucyjny i zasadniczy. Klasycystyczne ukierunkowanie na przeszłość zastąpiono kultem przyszłości. Przełomu filozoficzno-artystycznego dokonały na poziomie politycznym wielka rewolucja francuska i wojny napoleońskie, a na płaszczyźnie literackiej i filozoficznej – romantyzm i jego przesłanie w wystąpieniach Fryderyka Schillera oraz filozofia Hegla (w szczególności „Fenomenologia dziejów”). W rezultacie z początkiem XIX wieku ugruntowane w literaturze wartości, jak przywiązanie do tradycji i naśladowania (repetycji) – zostały zastąpione ideami postępu i oryginalności twórczej, choć sam romantyzm zachował miłość do antyku, zwłaszcza greckiego. Dwudziestowieczny modernizm poszedł dalej, żądając całkowitego zerwania z tradycją [1]. Herbert nie jest jedynym polskim poetą, który zwraca uwagę na zepchnięcie przeszłych dokonań do lamusa. Oto jak Radosław Piętka komentuje znane opowiadanie Tadeusza Różewicza „Śmierć w starych dekoracjach”:

Rzymski antyk reprezentują tutaj przede wszystkim spowite „starymi dekoracjami” termy Karakalli, a także pozostałe zgliszcza w roli turystycznych atrakcji oraz resztki stereotypowych, szkolnych informacji o starożytności, informacji zagrożonych i blaknących pod naporem medialnego szumu. Znalazło się tutaj oczywiście miejsce na kilka bezładnie (i z błędami!) przytaczanych sentencji łacińskich, takich jak „Hannibal ante portas” czy „In vino weritas” (sic!). Układ fabuły, jak również logika całego opowiadania wskazuje na to, że w naszych czasach nieuchronnym przeznaczeniem tych antycznych „ruin” jest śmierć, cicha i niezauważalna niczym zgon bohatera opowiadania, który umiera w historycznej graciarni, „w zaimprowizowanym magazynie wśród antycznych kolumn, kapiteli, posągów, wśród rycerskich gotyckich zamków nad zakurzonym górskim jeziorem, po którym pływały brudne łabędzie z czarnymi dziobami” [2].

Wizja Różewicza dotyczy właściwie nie tylko antyku, bo w rekwizytorni teatralnej znajdują się także dekoracje do późniejszych epok z dziejów Europy, zebrane w starożytnym budynku. Istotna jest jednak postawa autora wobec opisywanego zjawiska. U Różewicza – dość labilna, akceptująco-potępiająca, u Herberta – pełna sprzeciwu [3] . Autor „Lekcji łaciny” podziwia łacińską cywilizację i jej wagę dla Europy. Podkreślane przez niego racjonalizm rzymski oraz klarowność i powaga wypowiedzi łacińskich autorów cechowały też sam język, będący gwarantem jasności i harmonii:

“Najprostsze zdania miały linie, mocno zarysowany kontur, jakby wykute były w kamieniu. Eadem nocte accidit, ut esset luna plena – Tej nocy się zdarzyło, że była pełnia. Niby to samo, a nie to samo. Więc owijaliśmy naszą mowę-lepiech, mowę ziemi i jej szeptów, jak bluszcz wokół marmurowej kolumny” („Lekcja łaciny”, LNM 195).

Rzym Forum Romanum_10
Forum Romanum. Fot. JMR

Jest to niemal identyczne stanowisko jak Czesława Miłosza, który w „Nieobjętej ziemi” podkreślał, że polszczyzna jest „bluszczowata” i, w związku z tym, musiała się na czymś „oplatać i dlatego tak ważny dla piszących po polsku był rytm łaciny” [4]. Podobieństwo nie wydaje się przypadkowe – Herbert wyraźnie zapożycza tezę Miłosza, choć nie ulega wątpliwości, że w tej kwestii poeta pozostaje również pod wpływem poglądów Eliota [5], Parandowskiego i Micińskiego. Ten ostatni patronuje szkicowi Herberta, czego wyrazem jest motto otwierające esej. Tu stosowne jest przedstawienie votum separatum Zygmunta Kubiaka, tłumacza z języków klasycznych oraz znawcy łacińskiej i greckiej starożytności, a więc człowieka dysponującego w tej dziedzinie większym autorytetem niż Miłosz i Herbert razem wzięci. W kilku esejach, poświęconych stopieniu się słowiańskiej i śródziemnomorskiej tradycji, Kubiak zajmuje się stosunkiem języka polskiego do łaciny, ale jedna uwaga jest dla niniejszych rozważań szczególnie ważna:

“Każdy, kto zajmował się tłumaczeniem poezji greckiej czy łacińskiej na język polski, wie, że w języku tym rozporządza się dla odtworzenia pewnych subtelności antycznego stylu takimi środkami, jakich próżno by szukać na terenie wielu nowożytnych języków. Te cechy struktury języka naszego umożliwiły ową aż tak silną symbiozę, jaka się u nas dokonała między słowiańską mową naszych przodków a stylem łacińskim, czy może ściślej: stylem aleksandryjskim w jego wersji łacińskiej” [6].

Różnica, jak widać, jest subtelna, ale istotna. Tak jak Miłosz, Herbert wskazuje na siłę frazy i strukturalną tężyznę przejętą od Rzymian, jednak uznaje ją za element już inkorporowany, a więc własny, obecny dzięki wysiłkowi poetów pokroju Kochanowskiego, ale również Mickiewicza. Dotyczy to właściwie wizji całej kultury polskiej, o której pisze: „Mówiąc o Polsce śródziemnomorskiej, stwierdzam, że dla mnie esencją polskości jest to, co u nas śródziemnomorskie. Uciekłszy kiedyś, jeszcze w dzieciństwie, wyemigrowawszy w duchu nad Morze Śródziemne, rychło spostrzegłem, że uciekłem nie od Polski lecz w głąb Polski” [7]. Kubiak nie daje także wiary zarzutom, jakoby polska kultura generalnie należała do „miękkich” lub „magmowatych”, wskazując na silne związki dawnej Rzeczpospolitej z rzymską tradycją:

“W owej świadomości śródziemnomorskiej, która jest też nasza, rozpoznać można elementy najważniejsze. Jeden to trzeźwość, racjonalizm (nieugięty, a nieprosty, bo wśród jego przesłanek jest też nakaz delficki) i związane z nim rozumienie kluczowej roli siły (tak, materialnej siły) w naszym świecie, a także zrozumienie nierozwiązalności głównych antynomii wewnętrznych tego świata i życia. […] Wergiliuszowi „Eneida”, którą dawni Polacy uczynili swoją księgą domową i oby tym pozostała dla nas na zawsze, najgorliwiej i najbardziej wzruszająco mocuje się i łączy się z tymi wielkimi sprawami. Trojanie pochodzą z potocznej niedoli historii, z miasta spalonego, a nieulękle wędrują ku przyszłości. Biedacy więc, ufa „Eneida”, biedni tułacze, nie muszą być w historii odtrąceni. Z tego zaś, że Dydona Eneaszowi nie wybacza, trzeba wysunąć wniosek, że żadna przyszłość nie usprawiedliwia minionego bólu. Ostrzeżenie przed imperiami budowanymi na ludzkich kościach. Po trzecie wreszcie – Eneasz dźwiga swoje brzemię po to, by ludy, Trojanie i Latynowie, zawarły przymierze, zbudowały społeczeństwo, w którym nie ma terroru etnicznego, nie ma ludzi lepszych i gorszych. To będzie stałą dewizą – pomimo niedoskonałych, jak to w ludzkiej historii, urzeczywistnień – cesarstwa rzymskiego, bez którego nie byłoby dziś nawet pomysłu wspólnoty europejskiej” [8].

Rzym Forum Romanum dwa_1
Forum Romanum. Świątynia Saturna (w centrum) oraz Kastora i Polluksa (z prawej). Fot. JMR

Stosunek współczesnych poetów do łaciny szczegółowo omawia Radosław Piętka, który pisze m.in.:

Miłosz deklaruje: „najbardziej może wdzięczny jestem za siedem lat łaciny. Jak też Kościołowi rzymskiemu za łacinę jego niedzielnej mszy”. Po raz kolejny okazuje się, że dla pisarza najważniejsza jest świadomość warstw i zróżnicowań kryjących się w używanym przez niego języku. Literaci, którzy nie zdają sobie sprawy z podwójnej natury języka polskiego, języka słowiańskiego z łacińskim rdzeniem, będą łatwiej poddawali się owej „bluszczowatości”, skłonności do „rozlewania się kapryśnie na boki”, jak gdzie indziej Miłosz charakteryzuje polszczyznę. […] Najważniejsze szkolne wspomnienie Miłosza dotyczyło jednak przekładów poezji łacińskiej. Owidiusz tłumaczony w tempie jednej linijki na godzinę uświadamiał uczniom, że „warto dążyć do doskonałości i że nie mierzy się jej zegarkiem”; tym samym „skłaniał do szacunku wobec literatury jako owocu żmudnej pracy” [9].

Motyw żmudnego ślęczenia nad tekstami przewija się kilkakrotnie w eseju Herberta („Lekcja łaciny”, LNM 184–186; 195–196), ale nad „zgrzytanie zębów” wybija się duma, którą daje „najwyższy stopień wtajemniczenia” oraz obietnica radości z czytania w oryginale Horacego i Katullusa. W sławnej powieści Parandowskiego „Niebo w płomieniach”, na której wychowało się kilka pokoleń licealistów, znajdujemy znamienną i poniekąd symboliczną scenę: główny bohater, zagrożony dwóją z łaciny gimnazjalista, Teofil Grodzicki, wstaje o świcie, samodzielnie przedzierając się przez gąszcz Liwiusza (obraz puszczy zdaje się oczywisty dla wszystkich uczniów, którzy przeszli przez kurs łaciny):

“Było to zupełnie nowe doświadczenie. A jeszcze bardziej niespodziany był urok samej pracy, cierpliwe wnikanie w słowa, zawsze wieloznaczne i jakby śliskie czy gibkie, które – zdawało się – już przylegają do myśli, gdy nagle wymykały się i jakaś część zdania znów zasklepiała się w twardej skorupie. Zachowanie syna nie uszło uwagi pani Grodzickiej, która posłała służącą, aby zapaliła u niego w piecu. Ale on nie czuł zimna. Coś pałało w nim, coś niosło go w gorącym podmuchu. Nie odrywając się od Liwiusza, w nagłych uskokach myśli ogarniał inne przedmioty, które odtąd tak samo zdobywać będzie. Przenikał go dojmujący prąd woli, wszystko zwierało się w nim, prężyło, jakby dusza miała potężne mięśnie, których brakło jego ciału” [10].

Rzym Forum Romanum_31
Forum Romanum. Świątynia Antonina i Faustyny. Fot. JMR

W powieści Parandowskiego rozbiór łacińskich zdań jest momentem duchowego przeobrażenia chłopca w dorosłego, przemianą czytelnika Andersena i Coopera w świadomego młodzieńca, dorastającego do wielkości swojej kultury, którą – aby odziedziczyć – trzeba zdobyć. Osiągnięcie kulturalnej dojrzałości związane jest z koniecznym trudem i długotrwałym wysiłkiem intelektualnym. A przecież takie właśnie przesłanie bije z kart nie tylko „Lekcji łaciny” czy całego tomu „Labirynt nad morzem”, ale też z licznych wypowiedzi odautorskich. Herbert uporczywie wraca do idei kultury i tradycji jako czegoś, co się zdobywa wielkim wysiłkiem [11]. Oto fragment odautorskiego komentarza do własnej twórczości – fikcyjny wywiad z samym sobą:

– Wydaje mi się rzeczą absolutnie niezbędną dla każdego twórcy, aby starał się wypracować swój aktywny stosunek do tradycji, możliwie do całej tradycji, a nie tylko jednego pokolenia, co często czynią młodzi poeci, którzy z lubością pokazują język swoim poprzednikom, zapominając o Homerze, Ajschylosie, Horacym, Dantem i Shakespearze.
– Czyli proponuje pan ucieczkę w przeszłość?
– Wcale tego nie proponuję. Powiedziałem, aktywny stosunek do tradycji, uznanie tego, że jesteśmy ogniwem w wielkim łańcuchu pokoleń, to nas zobowiązuje. Mówi się często potocznie „dziedzictwo kultury”. Ale kultury nie dziedziczy się mechanicznie, jak – powiedzmy – domku zapisanego przez rodziców. Trzeba ją natomiast w pocie czoła wypracować, zdobyć dla siebie, potwierdzić sobą. I nic tu nie pomoże usprawiedliwianie i tłumaczenie, że żyjemy w epoce wyjątkowej, każda bowiem epoka ludzkości była wyjątkowa. Błędem jest także mniemanie, że kultura istnieje, utrzymuje się sama przez się, zmagazynowana w bibliotekach i muzeach. Historia uczy nas, że można niszczyć narody i ich dorobek w sposób niemal doskonały. W czasie wojny widziałem pożar biblioteki. Ten sam pożar trawił książki mądre i głupie, dobre i nikczemne. Wtedy zrozumiałem, że kulturze zagraża najbardziej nihilizm. Nihilizm ognia, głupoty, nienawiści („Rozmowa o pisaniu wierszy. Rozmawia (ze sobą) Zbigniew Herbert”, WYW 25/26).

Rzym Forum Romanum_22
Forum Romanum. Łuk Tryumfalny Septimiusza Sewera (w tle Kapitol). Fot. JMR

Ostatni akapit kończący „wspomnienia szkolne” w „Lekcji łaciny” opowiada o brutalnym zakończeniu edukacji mocnym stwierdzeniem: „Ale wtedy wkroczyli barbarzyńcy”. Fragment ten nacechowany jest podwójnie: z jednej strony jest oczywistą aluzją do wybuchu wojny i wkroczenia Wehrmachtu oraz Czerwonej Armii do Polski [12] , z drugiej zaś jest także metaforą końca pewnej epoki, w której kultura polska (i szerzej, europejska) należała do łacińskiej wspólnoty i wspierana była przez cywilizację Morza Śródziemnego, symbolizowaną przez „marmurową kolumnę” – synekdochę trwałości piękna i dobra [13].

Wkroczenie barbarzyńców – wyraźnie, choć jedynie aluzyjnie zaznaczone w wersji przygotowanej do druku w Czytelniku – bardziej precyzyjnie zostało rozwinięte w „Przerwanej lekcji”, gdzie nacechowane jest dodatkową symboliką niepowetowanej straty nieodbytego wtajemniczenia w istotę kultury – chociaż i tu autor próbuje uniknąć patosu, opowiadając rzecz przy pomocy szkolnej, niepoważnej anegdoty, hiperbolicznie nazwanej „wspomnieniem hańby”. Chwila zagapienia się na lekcji łaciny, ukarana belferskim „siadaj, durniu”, żartobliwie maskuje tragizm sytuacji:

“Właśnie pod koniec roku zdarzyło mi się coś, co było właściwie banalnym szkolnym przypadkiem, ale utkwiło głęboko w mojej pamięci jak wspomnienie snu, którego nie potrafię zrozumieć. „A powiedz mi Herbert…” Grzesio utkwił we mnie wskazujący palec, żeby nie było żadnej wątpliwości, o kogo chodzi. Wyrwany z marzeń wstałem i niepewnym głosem zacząłem coś dukać bez sensu, w końcu głos mi się załamał, więc klasa wybuchnęła śmiechem (nie mam o to żalu, wszyscy byliśmy gladiatorami), uśmiechnął się także Grzesio, potem sam dał odpowiedź, zakończył ten epizod tradycyjnym „siadaj, durniu”, dodając prawie przyjaźnie: „Teraz już będziesz wiedział do końca życia”.

Usiadłem, ale naprawdę nie wiem, o czym mam pamiętać do końca życia, i nigdy się już tego nie dowiem. Coś więcej niż wspomnienie szkolnej hańby. Czasem wydaje mi się, że przez niewybaczalną młodzieńczą lekkomyślność, przez karygodne zaniedbanie nie dostąpiłem wtajemniczenia.

To, o co pytał Grzesio, mogło być przecież tylko pozornie regułą łacińskiej gramatyki, w istocie jednak wprowadzało ład w myślach, a nawet szło głębiej do samego dna naszych odczuć moralnych, domagając się, aby dobro od zła, prawda od kłamstwa oddzielone były raz na zawsze i bez wybiegów” („Przerwana lekcja”, s. 63).

Oto dramat żartem opowiedziany, aby patosem nie spłoszyć czytelnika. W następnym akapicie mowa jest o wybuchu wojny, która przecięła więź Europy z korzeniami własnej cywilizacji. Jednak wbrew wyrażonej wprost deklaracji nie wierzymy autorowi i zauważamy, że cezura najazdu, nieodwołalnie wydziedziczająca z kultury łacińskiej, nie była w stanie zniszczyć ledwo zarysowanego wzorca. Już następny akapit jest dowodem na to, że trud przemyślenia wpajanej tradycji doprowadził do jej tryumfalnego zwycięstwa, przynajmniej w jednym uczniowskim sercu. Więź nie została zerwana.

Rzym Forum Romanum_28
Forum Romanum. Łuk Tryumfalny Septimiusza Sewera (fgm. Victoria). Fot. JMR

Nie bez znaczenia jest też sposób, w jaki niby-groteskowy nauczyciel opuszcza swoich uczniów, dając dowód swej „rzymskiej” virtus. Ostatni – wyimaginowany! – obraz „Grzesia” został uwznioślony, a jego powołanie do wojska (w rzeczywistym świecie prawdopodobnie jako oficera rezerwy) i udział w obronie ojczyzny powodują, że nauczyciel zaświadcza swym życiem, a właściwie śmiercią, o prawdziwości wpajanych uczniom cnót, jak Sokrates czy Jezus (przy wszystkich różnicach głoszonej nauki i historycznych okolicznościach śmierci) [14]. Patos sceny, a w szczególności fragmentu niezapisanego wprawdzie w formie wierszowej, ale niewątpliwie będącego cytatem lub niedokładnym cytatem poetyckim, odsyła do stylu eposu rycerskiego:

Gdzie zniknął koń? Gdzie zniknął jeździec? Biada wojownikowi w pancerzu.
Już minął ów czas, sczerniał pod cieniem nocy, jakby nigdy nie istniał.

Trudno dziś dociec, skąd ten fragment pochodzi, prawdopodobnie jest to osobiste tłumaczenie lub parafraza fragmentu starosaksońskiej elegii „The Wanderer”, z którą Herbert spotkał się, studiując dzieje Anglii:

„The Wanderer” „Pieśń Rohirrimów”

Flavinus Mur Hadriana 02
Mur Hadriana. Pomnik nagrobny Flavinusa, chorążego XX Legionu. Obecnie w przedsionku katedry w Hexham, dawniej opactwa (północna Anglia). Fot. JMR

Where is the horse gone?
Where is the rider?
Where is the giver of treasure?
Where are the seats at the feast?
Where are the revels in the hall?
Alas for the bright cup!
Alas for the mailed warrior!
Alas for the splendor of the prince!
How that time has passed away,
dark under the cover of night,
as if it had never been!

(wersy 92a i nn: http://www.anglosaxons.net/hwaet/?

do=get&type=text&id=wdr)

Gdzież teraz jeździec i koń?
Gdzież róg, co graniem wiódł w pole?
Gdzież jest kolczuga i hełm
I włos rozwiany na czole?
O, gdzie jest harfa i dłoń,
Gdzie ogień złotoczerwony,
Gdzie jest czas wiosny i żniw,
Gdzie zboża dojrzałe i plony?
Wszystko minęło jak deszcz,
Jak w polu wiatr porywisty,
Na zachód odeszły dni
Za góry mroczne i mgliste…
Któż będzie zbierał dym
Martwego lasu, co zgorzał,
Lub patrzał na przepływ lat,
Co przybywają od morza?

(tłum. W. Lewik, księga III, rozdz. 6)

Pewna wersja starodawnej pieśni została spopularyzowana wśród polskich czytelników, ponieważ znajduje się w trzeciej księdze „Władcy Pierścieni”. J.R.R. Tolkien zacytował ją z sugestią, iż jest to pieśń żałobna Rohirrimów, śpiewana na pogrzebie wojownika [15] . W angielskim oryginale brzmi ona tak:

Where now the horse and the rider? Where is the horn that was blowing?
Where is the helm and the hauberk, and the bright hair flowing… [16]

Rzym Sarkofag bitwa 01  MR_7
Museo Romano, Rzym. Fot JMR.

Nieważne jest więc, gdzie zginął nauczyciel łaciny i życia, oraz „gdzie szukać jego grobu: w krainie Gotów czy też Hunów” („Przerwana lekcja”, s. 63) – jego praca nie poszła na marne, a szkic jest hołdem i pomnikiem „twardszym od spiżu”, wykutym podniosłą antykwą, z przywołaniem rycerskiego decorum. Szczery patos tego zakończenia mającego uczcić nauczyciela, Grzegorza Jasilkowskiego, można porównać jedynie z ostatnimi wersami „Przesłania Pana Cogito” (PC), a jego siła jest tym większa, że dotyczy osoby poniekąd zabawnej. Postać Pana Cogito też zresztą posiada błazeńskie rysy, co zbliża obu bohaterów.

W eseju śmierć „centuriona” została przekształcona w mit, podobnie jak stało się to z umarłym Hamletem w „Trenie Fortynbrasa” („Dziś w nocy/ urodzi się gwiazda Hamlet”). W świecie pozaliterackim natomiast jest to przejrzysta aluzja do zbrodni hitlerowców i Sowietów. Nauczyciel łaciny Grzegorz Jasilkowski zginął w kampanii wrześniowej i nie jest rzeczą jasną, czy poległ z rąk najeźdźców ze Wschodu czy Zachodu. Zauważmy, że w twórczości Herberta pojawia się cała galeria zamordowanych kolegów i profesorów [17]. Na przykład nauczyciela biologii, dr. Fortunata Strońskiego, zamordowali „łobuzy od historii” („Pan od przyrody”, HPG), a ponieważ było to „w drugim roku wojny”, czyli przed inwazją Hitlera na Związek Sowiecki, zatem utwór wskazuje na morderców z NKWD. Inny wiersz, „Piosenka” (EB), zawiera dedykację dla zmarłego w sowieckim łagrze szkolnego kolegi, Zbigniewa „Bynia” Kuźmiaka. O ile w pierwszym przypadku poeta musiał zakamuflować fakt sowieckiej zbrodni, o tyle wydany już w wolnej Polsce tom „Epilog burzy” takich zabiegów nie wymagał.

Ta wersja zakończenia „Lekcji łaciny”, z oczywistych powodów niezrealizowana przez autora, zmienia też sens całości eseju. Scena, w której bohaterski nauczyciel idzie na wojnę z „czarnym i czerwonym faszyzmem” (jak w „Hańbie domowej” Herbert określał oba wielkie totalitaryzmy), była absolutnie niemożliwa do wydrukowania w PRL, zwłaszcza że mogła sugerować, iż „Grzesio” zginął w Katyniu lub w łagrach. Skrócony esej, przedstawiony do druku, zamknięty został jedynie podsumowaniem dziejów rzymskiej Brytanii [18], co wyraźnie nie przystaje do zamierzenia, by zdać sprawozdanie, czym jest kultura łacińska dla samego autora, polskiej wspólnoty, a może i całego łacińskiego świata. Dopiero zakończenie, znane pod tytułem „Przerwana lekcja” wyjaśnia głęboki sens całości założenia oraz przywraca zaburzoną kompozycję eseju, który zawiera też ważną opowieść o dojrzewaniu do kultury i dzielności według rzymskiego wzorca. Początek drugiego rozdziału ilustruje bowiem jedną z głównych idei Herberta, o której była już mowa: tradycji nie dziedziczy się bez intelektualnego wysiłku – a temu, między innymi, miało służyć oswojenie „z mową naszych kulturalnych praojców” („Lekcja łaciny”, LNM 185) [19].

Rzym Sarkofag bitwa 02  MR_2
Sarkofag Ludovisi (mały). Museo Romano (Rzym). Fot. JMR

PRZYPISY:

[1] Ściślej mówiąc chodzi o pewne skrajne i ideologiczne odczytania założeń modernizmu. Szerzej na ten temat w rozdziale „Cywilizacja klasyczna kontra modernizm. Herbert – awangarda” (część II niniejszej pracy).

[2] R. Piętka, „Dwudziestowieczni apologeci języka łacińskiego: Thomas Stearns Eliot, Czesław Miłosz, Zbigniew Herbert, Bolesław Miciński”, „Terminus” nr 2 (2002), s. 76. Mowa o T. Różewicz, „Śmierć w starych dekoracjach”, [w:] tegoż, „Proza”, Warszawa 1973, s. 417.

[3] Stosunek do współczesności oraz tradycji jest u Różewicza, także w przywoływanym opowiadaniu, bardzo skomplikowany i nie jest przedmiotem rozważań, więc został pominięty.

[4] Cz. Miłosz, „Nieobjęta ziemia”, Kraków 1988, s. 66. Opinia Miłosza – wyrażana wielokrotnie i przy różnych okazjach – dotyczy zresztą całej kultury polskiej, a nie tylko języka. Wydaje się, że Herbert przejął od starszego kolegi ideę polskości jako czegoś niezupełnie uformowanego, niedorosłego, nie do końca ukształtowanego, a przede wszystkim aintelektualnego. Świadczyć może o tym rozmowa z Adamem Michnikiem: „To, co Polacy mają, objawiło się teraz ze wzmożoną siłą: te związki pozaklanowe, wynikające z obyczaju, wynikające z kultury chrześcijańskiej, wynikające w gruncie rzeczy z niechęci do za¬dawania cierpień. Nawet w bardzo złych okresach nie było sadyzmu, nihilizmu, tego strasznego nastawienia, że ja cię zabiję, potem mnie zabiją. A wiadomo, że jak tam w lasku strzelano, to później całą kompanię, która rozstrzeliwała, też pochowano niedaleko. To samo się działo w obozach hitlerowskich: ci, którzy łado¬wali do gazu, byli mordowani jako świadkowie. A Polacy tej systematyczności i tego okrucieństwa w sobie nie mają. Jest lelum polelum, miękkość, brak konturów, na które tak narzekał Gombrowicz, brak formy, brak konsekwencji, rozpalą się, a potem powiedzą: «A tam, panie, czas kończyć».” („Płynie się zawsze pod prąd”, WYW 91). Przy czym wydaje się, że ten zarzut, tak często wyrażany przez pisarzy i ideologów XX wieku, w ustach Herberta traci na zjadliwości i „miękkość” kultury oraz słabość charakteru narodowego Polaków poniekąd „ratują” ich przed totalitarnym nihilizmem i konsekwentnym udziałem w zbrodni.

[5] T.S. Eliot w „Ziemi jałowej” przedstawił wizję współczesnej cywilizacji jako gigantycznego śmietnika. Obrona literatury (jej wielkości i zakorzenienia w łacińskiej tradycji) przed nacierającym barbarzyństwem obecna jest w odczycie Eliota z 1942 roku dla brytyjskiego stowarzyszenia klasyków (T.S. Eliot, „Literat a nauki klasyczne” (1942), [w:] tegoż, „Szkice krytyczne”, tłum. M. Niemojowska, Warszawa 1972).

[6] Z. Kubiak, „Brodziński i Mochnacki” [w:] „Uśmiech Kore”, Warszawa 2001, s. 113-114. Kubiak mówi to w kontekście stosunku dawniejszych pokoleń literatów do języka polskiego i ich przekonania, że ukształtował się on dzięki scaleniu dwóch tradycji: słowiańskiej i śródziemnomorskiej. O połączeniu dyscypliny łacińskiej, kształtującej budowę i intonację fraz, z bezmiernym bogactwem słów i tonacji słowiańskiego brzmienia, z którego narodził się wyjątkowo piękny stop w postaci polszczyzny – pisze w eseju „Mowa słowiańsko-łacińska” („Uśmiech Kore”, dz. cyt., s. 105–111.). Autor swoją wiarę w tężyznę polszczyzny wypowiadał często także w innych miejscach, może najdobitniej na powtórnym pogrzebie Jana Kochanowskiego (zob. Z. Kubiak, „Poeta czarnoleski”, [w:] tegoż, „Nowy brewiarz Europejczyka”, Warszawa 2001, s. 28–31), ale także we wspomnieniu o rozmowie z Józefem Wittlinem (również przekonanym o mocy polskiej mowy), w której powiada: „To jest język, który ma ekspresyjne możliwości wprost bezmierne”, a na zakończenie dodaje: „Cnota, czyli rzymska virtus, czyli siła. Klejnotem, klejnotem czarnoleskim, jest dla nas ta wspaniała polska mowa, a istotą alchemii, w której ją wytopiono, jest twardość, moc” (Z. Kubiak, „Izolacja czy siła?” [w:] „Nowy brewiarz…”, dz. cyt., s. 45 i 48).

[7] Z. Kubiak, „Do czego nam dziś potrzebna jest literatura grecko-rzymska?” [w:] tegoż, „Uśmiech Kore”, dz. cyt., s. 119.

[8] Z. Kubiak, „Nowy brewiarz Europejczyka” [w:] dz.cyt., s. 20.

[9] R. Piętka, „Dwudziestowieczni apologeci języka łacińskiego…”, dz. cyt., s. 77–79.

[10] J. Parandowski, „Niebo w płomieniach”, Warszawa 1981, s. 14. Jest zabawnym przypadkiem, że bohater powieści Parandowskiego spędza lato w Brzuchowicach pod Lwowem, a wiec w miejscowości, gdzie Herbertowie wybudowali letni dom. Przypadkiem jest to miejsce ważne dla dorastania Herberta.

Rzym Lyon muz arch_09
Wyścig rydwanów w cyrku. Płaskorzeźba. Muzeum Archeologiczne w Vienne (Prowansja). Fot. JMR

[11] Do tego tematu Herbert powraca wręcz obsesyjnie, wskazując na potrzebę poznania i miłości do tradycji polskiej i europejskiej:

„Tradycja nie jest ucieczką w przeszłość, nigdy nie była ucieczką. Przede wszystkim jest to bardzo ciężkie zdobywanie. Też jestem leń, jak wszyscy Polacy, z trudem przychodzi mi nauczenie się jakiegoś nowego języka, dochodzę do poziomu, że mogę się porozumiewać, a gramatyka leży. Ale trzeba się zdobyć na wysiłek, żeby przeczytać, dajmy na to, Dantego w oryginale. To nie jest pasywne – to jest aktywny stosunek do kultury. A ponadto istnieje nieskończona możliwość ponawiania starych tematów ludzkości” („Labirynt nad morzem. Rozmawia Andrzej Babuchowski”, WYW 31).

„Zarzucają mi czasem dość ostro, że grzebię się w tych starociach. Wydaje mi się jednak, że zdobywanie tradycji jest taką samą pra¬cą jak zdobywanie przyszłości. To taki sam wysiłek, jeśli idzie o nakład pracy. A jest ważna i dla współczesnego człowieka repetycja, powtórka z historii, a może nawet stworzenie nowego spojrzenia. […] Mnie się wydaje, że repetycja z historii to aktywna praca, rodzaj twórczości. I to, co jest pasjonujące, to próba rekonstrukcji żyjącego przed nami człowieka. […] Nie tylko gwiaździste nie¬bo nad nami, ale i przepaść historii. Dla mego ojca Grecy i Rzymianie to był kres cywilizacji, poza który się nie wychodziło, Lascaux nie było znane, o Mezopotamii mało się mówiło. Wszystko się otwarło teraz. Mamy poza sobą przepaść cywilizacji. I jeszcze rzeczy nieodkryte. Myślę, że to, co uprawiam, to nie jest forma ucieczki przed współczesnością, ale zaakceptowanie bogactwa człowieka” („Za nami przepaść historii. Rozmawia Zbigniew Taranienko”, WYW 38).

„Swoje podróżowanie zacząłem bardzo późno, gdy miałem trzydzieści trzy lata. Interesował mnie zawsze świat starożytnych Greków, Rzymian, świat kultury śródziemnomorskiej. Uważam, że każde pokolenie pod groźbą zawiśnięcia w próżni musi zdobyć się na dialog z przeszłością, na wyszukanie związków i pokrewieństw z tym, co było. Jest błędem sądzić, że wszystko, co było, jest mar¬twe i bezużyteczne. Trzeba wykopać z bogatej i różnorodnej tradycji ludzkości potrzebne nam także dzisiaj wzory odwagi, męstwa, tolerancji, obrony słabszych, poczucia sprawiedliwości” („Zbigniew Herbert. Rozmawia Zuzanna Jastrzębska”, WYW 51).

„Musimy się odnaleźć w tradycji, w naszej historii. Nie brak tam przykładów rozsądku, odpowiedzialności i wyrzeczenia. Moim bohaterem jest Romuald Traugutt, który nie wierzył już w zwycięstwo powstania, ale do końca – dla potomnych chyba – porządkował sprawy, nadawał beznadziejnej walce sens, cel i kształt. Każde pokolenie ma kogoś «na sumieniu», ja mam moich kolegów z AK, których nie chcę oddać za darmo, a także ofiar z Katynia. To nie są wcale porachunki z mocarstwami czy siłami historii. Chcę także, żeby wszyscy ci, którzy zginęli w II korpusie generała Andersa czy u Maczka – byli w małym sanktuarium polskich serc. Bo oni też szli do Krakowa, Warszawy, Torunia, Gdańska, a także do innych miast. To wszystko. Po dziejowej burzy, pakcie Ribbentrop-Mołotow, zmianach gra¬nic, ustroju politycznego musimy odnaleźć się w niefałszowanej historii. Nie można zrezygnować z tego, że ten naród jest inny od innych narodów, że ma prawo do istnienia, własnej suwerenności, własnego języka, tradycji i kultury. One trwają tysiąc lat. Może niedługo w porównaniu z innymi kulturami, ale przynajmniej dla mnie zasługują na szacunek i miłość” („Psychicznie nigdy z Polski nie wyjeżdżałem”, WYW 251).

Rzym Lyon muz arch_07
Wyścig rydwanów w cyrku. Mozaika (detal). Muzeum Archeologiczne w Lyonie. Fot. JMR

[12] Moment ten, a właściwie momenty, bo chodzi oczywiście o dwie daty, często pojawiają się w twórczości Herberta, przy czym 17 września ma wymowę bardziej dramatyczną, jako data zakazana w oficjalnej kulturze PRL (lub w najlepszym wypadku zmanipulowana). Problem najpełniej wyrażony został w wierszu „17.IX” (ROM) i – co charakterystyczne – zostaje umiejscowiony jako sprawa należąca do przyszłości, tj. pojednania między narodami: najeźdźców i napadniętych.

[13] W tym kontekście można też czytać wiersz „Wawel” (SŚ), gdzie występuje z kolei smutna „kolumna Peryklesa”.

[14] Męstwo polega między innymi na osobistej odwadze, a nie poświęcaniu innych. Oto charakterystyczny fragment wypowiedzi: „Poświęcają siebie, oczywiście, jak Chrystus albo Sokrates. Jezus Chrystus nie powiedział, że wszyscy apostołowie powinni z nim być na krzyżu” („Płynie się zawsze do źródeł. Rozmawia Adam Michnik”, WYW 88).

[15] Autorzy strony poświęconej staroanglosaskiej poezji nie mają wątpliwości, że tak zwana „Pieśń Rohirrimów” jest przeróbką właśnie tego utworu; piszą: „In J.R.R. Tolkien’s „The Lord of the Rings”, in chapter six of „The Two Towers”, Aragorn sings a song of Rohan (itself a version of Anglo-Saxon England), beginning «Where now the horse and the rider? Where is the horn that was blowing?». The song clearly comes from this section of “The Wanderer”. (A more strictly literal translation of «mago» would be «youth», hence «Where is the horse gone? Where the young man?» – but since the horse and the youth appear in the same half-line, Tolkien’s rendering «rider» is very hard to resist.)” [http://www.anglo-saxons.net/hwaet/?do=get&type=text&id=wdr].
[16] http://tolkiengateway.net/wiki/Lament_for_the_Rohirrim. Inna parafraza tekstu znajduje się u Coleridge’a w „Rymach o starym marynarzu”. (Uwagi na temat pochodzenia cytatu czy też parafrazy zawdzięczam p. J.Z. Lichańskiemu, za co serdecznie dziękuję. Związek zakończenia eseju z anglosaskim poematem odnotowuje także Joanna Adamowska, „Różewicz i Herbert. Aksjologiczne aspekty twórczości”, Kraków 2012, s. 246).

Rzym Lyon muz arch_10
Wyścig rydwanów w cyrku. Mozaika (detal). Muzeum Archeologiczne w Lyonie. Fot. JMR

[17] Na uwagę zasługuje fraza dotycząca wieku żołnierzy. Otóż nauczyciel „wyglądał zapewne wspaniale na czele swojej centurii złożonej z chłopców trochę starszych od nas” („Przerwana lekcja”, s. 63). Być może mamy tu do czynienia z toposem „krucjaty dziecięcej”, obecnym od średniowiecza w europejskiej literaturze, a przywoływanym w XX wieku w związku z hekatombą I wojny światowej (Erich Maria Remarque, „Na Zachodzie bez zmian”, 1929) czy w kontekście II wojny światowej (Dwight David Eisenhower, „Krucjata w Europie”, 1948). Amerykański historyk Gary Dickson, autor książki „Krucjata dziecięca”, twierdzi, że w dwudziestowiecznej literaturze topos ten pojawia się zarówno w pacyfistycznej literaturze pięknej jak mitotwórczej działalności ruchów antywojennych – w obu przypadkach chodzi o podkreślanie młodego wieku żołnierzy (patrz: G. Dickson, „Krucjata dziecięca. Mroczna tajemnica średniowiecza”, Warszawa 2010, s.235-244). W przywoływanej pracy mowa jest także o „Bramach raju” Andrzejewskiego (1959) i „Rzeźni numer pięć” Vonneguta (1969).

[18] Ostatnie trzy akapity „Lekcji łaciny” rozpoczyna pytanie „Jak ocenić wkład cywilizacyjny Rzymu w Brytanii?” (LNM 196), po czym następuje krótka odpowiedź.

[19] Jest to leitmotiv całego tomu. Podobne zdania, a nawet bardziej rozbudowane, znajdują się np. w eseju „Duszyczka” („Duszyczka,” LNM 91) i w licznych wywiadach – zob. przypis 53.

Rzym Lyon muz arch_08
Wyścig rydwanów w cyrku. Mozaika. Muzeum Archeologiczne w Lyonie. Fot. JMR