Małgorzata Peroń, Gdzie dojrzewają posągi

Małgorzata Peroń

Gdzie dojrzewają posągi

Rzeźba w wierszach Zbigniewa Herberta

W większości prac dotyczących twórczości Herberta zauważane są przede wszystkim jej inspiracje malarstwem. Znacznie mniej widoczne jest zainteresowanie rzeźbą.

W szumie szat kamiennych

Belvedere Apollo Pio-Clementino Inv1015

Apollo Belwederski, Muzeum Watykańskie, fot. WIKI

Najwięcej odniesień do znanych zabytków świata starożytnego znajduje się w pierwszym tomie Herberta, który ukazał się w 1956 roku. Pierwszym z tych nawiązań jest rzeźba boga muzyki – Apolla. Wizualną inspiracją wiersza „Do Apollina” (SŚ) może być słynny posąg, tzw. Apollo Belwederski wg Leocharesa, przechowywany w Muzeum Watykańskim. Herbert w swoim wierszu daje nam aż cztery wskazówki do takiego rozpoznania: po pierwsze – wstążka we włosach, po drugie – sandały (choć one towarzyszą także innym wyobrażeniom boga muzyki), po trzecie – szaty (a właściwe przewieszony przez rękę płaszcz – chlamida, zasłaniający mu plecy) i po czwarte, najbardziej znamienne: posąg ma ucięte ręce, Poeta zaś pisze: „zmyślałem twoje palce” i dalej: „ręce bez dłoni”.

Apollo Belwederski nie posiada jednak swego najważniejszego atrybutu: liry, chociaż znane są przedstawienia ukazujące Apollina z tym instrumentem – do takich należy Apollo Musagetes (Przewodnik Muz), rzymska kopia z II wieku, także z Muzeum Watykańskiego, gdzie doskonale widoczna jest uniesiona lira, długie szaty okrywające całą sylwetkę oraz sandały na nogach. Natomiast we włosy wpleciony został wieniec laurowy, a nie wstążka, jak czytamy w wierszu. Przywołane powyżej posągi (Apollo Belwederski, Apollo Musagetes) są najbardziej podobne do greckiego boga opisanego przez Herberta. Poeta nie poprzestaje jednak jedynie na literackim opisie dzieła. Grecki bóg, a właściwie wykuty w kamieniu jego kształt, staje się adresatem skarg podmiotu lirycznego, który kieruje do niego słowa wyrzutu:

oddaj mi
młody okrzyk
wyciągnięte ręce
i głowę moją
w ogromnym pióropuszu zachwytu

oddaj moją nadzieję
(Do Apollina, SŚ)

Cechy kamiennego posągu służą poecie do podkreślenia utraty wiary w sztukę. Chociaż formalnie Herbert zwraca się do boga sztuk, to przedstawia go jako martwy posąg, by podkreślić wielkość i wagę straty. Apollo staje się, poprzez swoją „kamienność”, sztuczny i nieprzekonywujacy. Nie jest możliwe nawiązanie z nim kontaktu – grecki bóg jest bowiem „zatopiony w sobie”, nie potrafi wznieść wzroku ponad własną, wystudiowaną doskonałość. Pytającemu odpowiada cisza, a marmurowy kamień staje się symbolem bezruchu i śmierci. Do tej symboliki dołącza Herbert kolor bieli. Białe są oczy zmarłych i posągów, biel jest atrybutem śmierci. W wierszu „Do Apollina” biel posągu towarzyszy milczeniu, co wzmaga wrażenie obojętności wyrzeźbionej postaci. Tym bardziej jest ono widoczne, że podmiot liryczny wyznaje: ,,wierzyłem twoim oczom”.

Continue reading

Herbert Apollo i Marsjasz

Apollo i Marsjasz

(Teksty i obrazy przydatne do interpretacji wiersza)

IMG_8686

 

Apollo i Marsjasz

właściwy pojedynek Apollona
z Marsjaszem
(słuch absolutny
contra ogromna skala)
odbywa się pod wieczór
gdy jak już wiemy
sędziowie
przyznali zwycięstwo bogu

mocno przywiązany do drzewa
dokładnie odarty ze skóry
Marsjasz
krzyczy
zanim krzyk jego dojdzie
do jego wysokich uszu
wypoczywa w cieniu tego krzyku

wstrząsany dreszczem obrzydzenia
Apollo czyści swój instrument

tylko z pozoru
głos Marsjasza
jest monotonny
i składa się z jednej samogłoski
A

w istocie
opowiada
Marsjasz
nieprzebrane bogactwo
swego ciała

łyse góry wątroby
pokarmów białe wąwozy
szumiące lasy płuc
słodkie pagórki mięśni
stawy żółć krew i dreszcze
zimowy wiatr kości
nad solą pamięci

wstrząsany dreszczem obrzydzenia
Apollo czyści swój instrument

teraz do chóru
przyłącza się stos pacierzowy Marsjasza
w zasadzie to samo A
tylko głębsze z dodatkiem rdzy

to już jest ponad wytrzymałość
boga o nerwach z tworzyw sztucznych

żwirową aleją
wysadzaną bukszpanem
odchodzi zwycięzca
zastanawiając się
czy z wycia Marsjasza
nie powstanie z czasem
nowa gałąź
sztuki – powiedzmy – konkretnej

nagle
pod nogi upada mu
skamieniały słowik

odwraca głowę
i widzi
że drzewo do którego przywiązany był Marsjasz
jest siwe

zupełnie

Apollo i Marsjasz a tradycja malarska

Każda interpretacja tego wiersza musi wziąć pod uwagę, że jest to – przynajmniej potencjalnie – ekfraza. Dlatego obok samego tekstu, post zawiera kilka reprodukcji znanych dzieł malarskich, a także rzeźb. Znana jest wrażliwość Herberta na sztuki wizualne, co wcale nie znaczy, że wiersz bezpośrednio donosi się do jakiegoś konkretnego dzieła, mimo, że niektórzy znawcy twierdzą, iż bezpośrednią inspiracją wiersza był obraz Tycjana z Kromieryżu. Nawet jeśli dzieło Tycjana zrobiło na poecie tak wielkie wrażenie, to porównanie szczegółów opisu w wierszu i w domniemanym pierwowzorze malarskim dowodzi, że raczej mamy do czynienia z elementami obecnymi w różnych dziełach. Poszukiwanie ekfrazy jest tropem mylnym. Mimo to, znajomość przynajmniej kilku obrazów (zwłaszcza Ribery i Tycjana) dobrze wprowadza w nastrój poetyckiego obrazu, a spokojny i sielsko-niewinny obrazek Perugia swoim kontrastem uzmysławia horror mitycznej opowieści.

Pietro_Perugino_cat26Pietro Perugino, Apollo i Marsjasz (1495-1500), Luwr, Paryż

José_de_Ribera_-_Apollo_Flaying_Marsyas_-_WGA19374José de Ribera, Apollo i Marsjasz (wersja 1637), Museés Royaux des Beaux-Arts, Bruksela

TItian_-_The_Flaying_of_Marsyas

Tizziano Vecellio, Obdzieranie Marsjasza (1570-1575), Statni Zamek, Kromieryż

  Continue reading

J. M. Ruszar Ojczyzna jako wspólnota losu

Józef Maria Ruszar

Ojczyzna jako wspólnota losu

ruszar

Józef Maria Ruszar
fot. Iwona Grabska

Splecione ze sobą motywy ojczyzny i narodu są nie tylko istotne dla Herbertowskiej wizji świata, ale podsuwają klucz do rozumienia jego postawy jako poety. Przy czym od razu należy stwierdzić, że wzorem wspólnoty dla Herberta są starogrecka polis i rzymska res publica, a więc zbiorowości oparte na dzielności obywateli, kierowanych imperatywem odpowiedzialności za dobro wspólne. Toteż nawet nowożytne pojęcie narodu i ojczyzny będzie u niego przepojone arystotelesowskim etycznym duchem i wezwaniem do dzielności. Dodać też od razu należy, że występują one z reguły wespół z motywami obowiązku i wierności, a więc z treściami etycznymi. Inaczej mówiąc: wspólnota jest przedmiotem kategorycznego imperatywu obowiązku, wynikającego ze świadomości tego, że byt Rzeczpospolitej jest niepewny i kruchy. Troska wynika z poczucia zagrożenia.

Naród, którego częścią jest Herbert, ma Janusowe oblicze. Z jednej strony jest etniczną masą, ożywianą instynktem samozachowawczym, określaną mianem „substancji” – co jest ironicznym nawiązaniem do terminologii Romana Dmowskiego. Jest to strona biologiczna, a nie etyczna wspólnoty, pozwalająca na jej przetrwanie mimo poniżania, deptania, ograbiania i wszystkich innych nieszczęść, jakie niesie ze sobą Wielka Rzeźnia – Historia. Z drugiej zaś naród jest wspólnotą duchów, czerpiących siłę z wielkości, jaka idzie przez Historię Ducha, od Gilgamesza i biblijnych Proroków, przez bohaterskich Greków i Rzymian, średniowiecznych rycerzy i renesansowych artystów, romantycznych poetów i powstańców, a skończywszy na zwykłych, szeregowych obrońcach wolności i godności w XX wieku, zagrożonym totalnym zniewoleniem.

Bo w Herbertowym świecie ojczyzna i wielkość jest dana każdemu, bez wyjątku. Jest częścią jego ludzkiej kondycji. Ma tego świadomość wahająca się Nike („Nike która się waha”), która nie chce chwilą czułości osłabić odwagi młodego żołnierza

rozumie dobrze
że jutro o świcie
muszą znaleźć tego chłopca
z otwartą piersią
zamkniętymi oczyma
i cierpkim obolem ojczyzny
pod drętwym językiem

Aby zachować siebie duchowo, choć niekoniecznie fizycznie, człowiek musi wybrać i wypełnić swój los. Na tym polega wielkość niekoniecznie „historycznych postaci”. Dlatego też typowe dla patriotycznych wierszy Herberta jest obrazowanie związane z walką i śmiercią powstańców i partyzantów („Prolog” w tomie „Napis”):

Ostatni werbel biły bomby
był prosty pogrzeb na podwórzu
dwie deski w krzyż i hełm dziurawy
w niebie pożarów wielka róża
[..]
I zgrzebny napis na tych deskach
imiona krótkie niby salwa

Continue reading

J. M. Ruszar, Dlaczego klasycy?

Józef Maria Ruszar

Dlaczego klasycy?
Straszna cena odpowiedzialności

ruszarZ punktu widzenia rozważań na temat znaczenia pojęcia „odpowiedzialność”, wiersz Herberta „Dlaczego klasycy” (z tomu „Napis”) wprowadza nas w podstawowe rozróżnienie. Otóż odpowiedzialność możliwa jest w dwóch zupełnie odmiennych znaczeniach: prawnym (i moralnym) lub tragicznym. Prawna lub moralna odpowiedzialność oznacza, że sprawca czynu zostaje uznany za odpowiedzialnego za skutki swego działania, a co za tym idzie, jest pociągnięty do odpowiedzialności za złe rezultaty przedsięwzięcia.

Sytuacja prawna

Przeczytajmy początek wiersza z punktu widzenia ewentualnego adwokata lub prokuratora i zapytajmy czy prawne lub etyczne warunki odpowiedzialności zostały spełnione.

w księdze czwartej Wojny Peloponeskiej
Tucydydes opowiada dzieje swej nieudanej wyprawy

pośród długich mów wodzów
bitew oblężeń zarazy
gęstej sieci intryg
dyplomatycznych zabiegów
epizod ten jest jak szpilka
w lesie

kolonia ateńska Amfipolis
wpadła w ręce Brazydasa
ponieważ Tucydydes spóźnił się z odsieczą

zapłacił za to rodzinnemu miastu
dozgonnym wygnaniem

exulowie wszystkich czasów
wiedzą jaka to cena

Ukaranie bohatera jest słuszne, jeżeli założy się, że istnieją prawne albo moralne warunki odpowiedzialności, to znaczy, że Tucydydes posiadał rzeczywistą możliwość działania. Prawnicy i etycy zapytali by czy Tukidydes posiadał „moc sprawczą”. Co to znaczy? Po pierwsze – rozeznanie sytuacji. Inaczej mówiąc pytamy czy znał tragiczne położenie rodzinnego miasta, które było oblegane przez nieprzyjaciół, wiedział jakimi dysponuje środkami i mógł przewidzieć skutki własnych działań. Drugim warunkiem jest kontrola nad środkami. Posiadanie siedmiu okrętów do dyspozycji (a nic w sprawozdaniu nie sugeruje, że były to środki niewystarczające) wskazuje, że jego akcja mogła odwrócić bieg wypadków. Z militarnego punktu widzenia – mógł ocalić swoich bliskich, a przecież trzecim koniecznym warunkiem odpowiedzialności jest realny wpływ na rzeczywistość. Przyjmujemy za oczywiste, że kto nie może zapobiec katastrofie, nie może za nią odpowiadać!

Continue reading

Epizod z Saint-Benoît

 

 

Józef Maria Ruszar

Perfekcyjny grzesznik

Wiele wierszy Herberta karmi się doświadczeniem jego licznych podróży. „Epizod z Saint Benoît” do takich właśnie utworów należy. Benedyktyńskie opactwo, zwane Fleur, powstało w VII wieku i należy do najsławniejszych i najbardziej znaczących we Francji. We wczesnym średniowieczu stąd promieniowała na okolicę reforma kluniacka, tu także działał św. Abbon, a kościół chlubi się relikwiami św. Benedykta z Nursji. Obecnie przeważa architektura romańska z X i XI wieku.

20070623_114717_7674

Opactwo w Saint-Benoît, fot. JMR

 

Rzeźba zwieńczająca półkolumnę przedstawia duszę człowieka kuszoną przez diabła i chronioną przez anioła. Jest to standardowe przedstawienie psychomachii – walki dobra za złem o duszę człowieka. Dlaczego Herbert powiada, że jest to dusza Maxa Jacoba, a właściwie że to on sportretowany został na kapitelu? Skąd zainteresowanie dwudziestowiecznym artystą w klasztorze liczącym sobie niemal półtora tysiąclecia? Wydaje się że co najmniej z dwóch powodów – jeden należy do sfery etyki, a drugi do historii.

20070623_102839_7442

Kapitel w Saint-Benoît, fot. JMR

 

Epizod z Saint-Benoît

w starym opactwie nad Loarą
(wszystkie soki drzew spłynęły tą rzeką)
przed wejściem do bazyliki
(nie jest to nartex ale kamienna alegoria)
na jednym z kapitelów
nagi Max Jacob
którego wydzierają sobie
szatan i czteroskrzydły archangelus

wynik tych zapasów
nie został ogłoszony
jeśli nie wziąć pod uwagę
sąsiedniego kapitelu

szatan trzyma mocno
oderwaną rękę Jacoba
pozwalając reszcie
wykrwawić się między
czterema niewidocznymi skrzydłami

20070623_101803_7438

Narteks kościoła w Saint-Benoît, fot. JMR

Continue reading

W poszukiwaniu Curatii Dionisii

 Józef Maria Ruszar

W poszukiwaniu Curatii Dionisi

Curatia Dionisia, stella nagrobna w Grosvenor Museum, fot. JMR

Nagrobek Curatii Dionisii w Grosvenor Museum, fot. JMR

 

„Herbert nigdy niczego nie wymyślił” – powiedziałem kiedyś w ferworze dyskusji na temat jego poezji i rozbawienie słuchaczy uzmysłowiło mi, że skrót myślowy – jaki zastosowałem – doprowadził do nieporozumienia. Chciałem – oczywiście – powiedzieć, że Herbert nie wymyśla przedmiotów i nie konstruuje zmyślonych fabuł. Chodziło mi o ważną cechę tej poezji, jaką jest konkret inspiracji. Jeśli wiersz odwołuje się do wydarzenia, osoby czy przedmiotu – to mamy do czynienia z rzeczywistym wydarzeniem, a nie zmyślonym, istniejącą osobą i konkretną rzeczą, a nie produktem czystej wyobraźni.

Aby być do końca precyzyjnym dodam, że wydarzenia mityczne i postacie literackie oraz dzieła sztuki, a więc zdarzenia, persony i przedmioty przedstawione – także należą do tej szeroko rozumianej rzeczywistości. Zwłaszcza inspiracja rzeźbą i malarstwem jest znakiem firmowym twórczości Herberta, a stąd wniosek, że – jeśli pojawia się w wierszu obraz lub posąg – należy domniemywać, że taki obiekt rzeczywiście istnieje. Nawet, jeśli jest to dzieło mało znane lub trudne do rozpoznania czy zlokalizowania.
I tak zacząłem poszukiwania Curatii Dionisii.

Curatia Dionisia

Kamień jest dobrze zachowany Napis (skażona łacina)
głosi że Curatia Dionisia żyła lat czterdzieści
i własnym sumptem wystawiła ten skromny pomniczek
Samotny trwa jej bankiet Zatrzymany puchar
Twarz bez uśmiechu Za ciężkie gołębie
Ostatnie lata życia spędziła w Brytanii
pod murem zatrzymanych barbarzyńców
w castrum z którego pozostały fundamenty i piwnice
Zajmowała się najstarszym procederem kobiet
Krótko ale szczerze żałowali ją żołnierze Trzeciej Legii
i pewien stary oficer
Kazała rzeźbiarzom położyć dwie poduszki pod swój łokieć
Delfiny i lwy morskie oznaczają daleką podróż
choć stąd było tylko dwa kroki do piekła

Continue reading