Agnieszka Kramkowska, Ten obrzydliwy Tersytes

Agnieszka Kramkowska-Dąbrowska

Ten obrzydliwy Tersytes

Potęga ośmieszenia

Agnieszka Kramkowska-Dąbrowska
dr Agnieszka Kramkowska-Dąbrowska Instytut Badań Literackich fot. JMR

W jednym z listów Herbert zwierzył się Elzenbergowi: „Jeżeli uczyłbym się greki, to dla Platona i Homera” (HE, 19). Największą zagadką był dla niego sam Homer, którego uczynił bohaterem swojego dramatu („Rekonstrukcja poety”) oraz opowiadania („Gniew Chryzesa”, GH). W ankiecie do niemieckiego magazynu w rubryce „ulubiony bohater” wpisał Achillesa („Kwestionariusz Prousta”, WYW). Nie uczynił go jednak udzielnym bohaterem żadnego ze swoich utworów – w prozie poetyckiej pokazał go z Pentezyleą. Natomiast w „Przesłaniu Pana Cogito” epizodycznie przywołał postać Hektora. Z eposu Homerowego Herbert wydobył jeszcze jedną postać, tym razem czyniąc z niej bohatera tytułowego. Jest nim… „ten obrzydliwy Tersytes” (KM) – „najszpetniejszy z tych, którzy pod Ilion przybyli” [1].

Tersytes w interpretacji filologów

Największą przywarą Homerowego bohatera był jego głośny charakter i cięty język – „Łajał ich bowiem […]. Umiał lżyć, ostro nań wrzeszcząc” [2]. Pieśń druga, przedstawiająca naradę wojenną Achajów, tylko jeden raz przytacza słowa Tersytesa. Słyszymy go wtedy, gdy wyrzuca Agamemnonowi jego pychę, żądzę władzy i pieniędzy oraz brak zainteresowania losem poddanych. Proponuje również powrót do domu. Obity przez Odyseusza wybucha płaczem, wywołując tym śmiechu zebranych. Tadeusz Sinko w analizie tego fragmentu na łamach „Meandra” [3] uznaje komizm sceny pobicia Tersytesa za niedojrzały. Natomiast Gabriela Pianko, w artykule opublikowanym w tym samym piśmie, ale dwa lata później, zauważa ogromną rolę humoru w dziele Homera – opisuje także groteskowe sceny odbywające się na Olimpie, które jej zdaniem stanowią

rodzaj interludium między dwiema scenami poważniejszymi lub zgoła tragicznymi […]. Odgrywają więc one taką rolę, jak dramaty satyrowe, które na uroczystościach dionizyjskich wystawiano po tragediach, aby dać widzom odprężenie po napięciu, jakiego doznali przy przeżywaniu wrażeń tragicznych [4].

W scenie narady wodzów achajskich Pianko dostrzega jeszcze większe pokłady komizmu. Nie idzie wprawdzie tropem XIX-wiecznych filologów niemieckich, którzy we fragmencie tym widzieli materiał na całą komedię, wskazuje jednak na elementy parodystyczne, obecne w wypowiedzi Tersytesa. Jej zdaniem słowa „najbrzydszego z Greków” są parodią wypowiedzi Achillesa z poprzedniej pieśni.

W opinii filologów klasycznych komizm tego epizodu „Iliady” – bez względu na jego ocenę moralną – jest niezaprzeczalny. Wpisuje się również w ogólne rozumienie dzieła Homera jako eposu ukazującego wszystkie aspekty życia ludzi (i bogów).

Reinterpretacja przekazów, czyli „prawdziwa historia” według Herberta

Proza Herberta, zamieszczona w tomie „Król mrówek” nie była publikowana ze życia autora, ale była przez niego wielokrotnie redagowana [5] . Jest zatem starannie przygotowanym głosem w sprawie jednego z bohaterów eposu. Stan badań nad „Iliadą”, przynajmniej z lat powojennych, był znany Herbertowi. W liście do Henryka Elzenberga wspomina, że uczęszczał na zajęcia z literatury klasycznej, na których czytano Horacego i Homera (HE, 33). Pojawia się również sygnał, że będzie starał się czytać Homera inaczej niż badacze i będzie chciał „wyłowić sens tej wspaniałej poezji skrzętnie przysypywanej komentarzem filologicznym” (HE, 33). Mógł być również po lekturze wspomnianych artykułów o komizmie „Iliady”, z których pierwszy ukazał się w 1946 r., a drugi w 1948 r. „Meander” był jednym z niewielu wychodzących w tym czasie periodyków humanistycznych, dlatego można się spodziewać, że pracowity Herbert czytał je wszystkie uważnie. Mamy również pewność, że pismo to miał w ręku kilka lat później, ponieważ wspomina o nim w swojej recenzji oraz pisze o odczytach Polskiego Towarzystwa Filologicznego, wydawcy pisma [6]. Nie należy więc umieszczać tekstu Herberta poza ówczesnym stanem badań filologów klasycznych, lecz szukać w nim ich echa. Co więcej, można w nim odnaleźć polemikę z odczytaniami naukowymi. Kiedy narrator szuka odpowiedzi na pytanie, dlaczego Homer umieścił w swym dziele scenę z Tersytesem, jako głos w dyskusji podaje tezę znaną z artykułu Pianko:

Pierwsza odpowiedź brzmi, że uczynił to ze względów kompozycyjnych, chciał w duszną od krwi i przemocy atmosferę wprowadzić moment komizmu, divertimento, coś, co daje chwilę wytchnienia i czystego śmiechu. („Ten obrzydliwy Tersytes”, KM 45)

Poeta polemizuje jednak z taką koncepcją: „Ale poemat toczy się nieubłaganie po linii prostej ku przeznaczeniu i nie ma w nim uskoków akcji, komicznych epizodów, zdarzeń przypadkowych”. Twierdzi zatem, że żaden bohater eposu również nie jest przypadkowy i jeśli nawet występuje tylko raz, ma wielką rolę do spełnienia.

Podobnie jak „Historia Minotaura” (PC), opowieść Herberta o Tersytesie jest swego rodzaju apokryfem [7]. Oba teksty zawierają prawdziwą, mniej znaną historię, która została zniekształcona przez najpopularniejszy przekaz („opowiedziano prawdziwą historię Minotaura” – „Ale kim był naprawdę Tersytes?”). Obaj bohaterowie są zatem ofiarami opowieści, która przechowała ich zniekształcone wizerunki. Natalia Jakacka zauważa, że przywoływane przez poetę postacie były zapomniane nie tyle przez odbiorców mitów, ale przez ich twórców-przekazicieli [8].

Herbert próbuje również opowiedzieć prawdziwą historię Tersytesa, który został przedstawiony przez Homera jako „tchórz, kłótnik, wieczny malkontent”. Stwierdza: „Dziś patrzymy, bez zgody Homera, inaczej na Tersytesa”. Tersytes w interpretacji autora „Króla mrówek” nie jest tchórzem, w istocie jest człowiekiem, który doskonale przejrzał intencje możnych i obnażył ich żądzę władzy i bogactwa. Nie jest więc zwykłym prześmiewcą”. Tak naprawdę w sposób odważny wyraża opinię innych żołnierzy, jest głosem poddanych (lecz pamiętać należy, że jest przecież królem). Narrator staje więc w obronie „inwalidy mitologii”, który „nie zasługuje na hańbiące cięgi, jakie na oczach wszystkich zadaje mu w „Iliadzie” Odyseusz”. Herbert wyraźnie sprzeciwia się poniżeniu i wyśmianiu Tersytesa w „Iliadzie”. Twierdzi, że scena ta nie jest komiczna, choć skądinąd wiadomo, że fragment drugiej pieśni „Iliady” spełnia trzy podstawowe cechy komiczności przedstawione przez Bergsona: 1) śmiejemy się z rzeczy czysto ludzkich (Tersytes jest brzydki i tchórzliwy), 2) śmiechowi musi towarzyszyć nieczułość (postać jest przedstawiona w taki sposób, że choć jest kaleką, nie wzbudza litości), 3) śmiech jest gestem społecznym (odbiorca dzieła śmieje się wespół z bohaterami) [9] . Nie trzeba zresztą sięgać aż do Bergsona, żeby stwierdzić, że scena pobicia Tersytesa śmieszyła starożytnych. Cyceron w traktacie „O mówcy” stwierdzał: „Polem i, iż tak rzekę, siedliskiem śmieszności jest jakaś szpetność, jakaś wada” [10]. Herbert jednak chce odczytać inne znaczenia tej sceny. Co znamienne, uznaje pobicie Tersytesa przez Odyseusza uznaje za niezasłużoną hańbę. Niesprawiedliwym, hańbiącym ciosom towarzyszy w eposie śmiech, chciałoby się rzec: „chłosta śmiechu” („Przesłanie Pana Cogito”, PC).

Już pierwsza recepcja krytyczna mówiła, że Herberta „jest poetą współczucia” – jak głosi słynny fragment artykułu Jerzego Kwiatkowskiego [11]. Wobec Tersytesa autor „Napisu” również decyduje się na gest czułości. Ale bohater ten jest nie tylko postacią godną współczucia, jest tym, który staje w obronie słabszych i – w pewnym sensie – przegranych (żołnierze są pokrzywdzeni niesprawiedliwym podziałem łupów w wojnie, która – jak zwykle bywa – toczy się o ambicję władców). Jest również tym, który pamięta i piętnuje haniebny czyn Achillesa. Można więc go nazwać głosem sumienia. Herbert – jak podkreśla – „bez zgody Homera” – postrzega tę postać nie tylko jako wyśmianego, ale tego, który posługuje się śmiechem.

Herbert widzi zatem w Tersytesie błazna – człowieka rozśmieszającego nie dla samej rozrywki, ale piętnującego zło. W interpretacji poety nie ma żadnej anachroniczności – instytucja planus regius istniała już w starożytności, błaźni wykonywali swój szyderczy zawód na dworach Mezopotamii, Egiptu, po Grecję i Rzym [12]. Mirosław Słowiński w książce o dziejach postaci błazna wspomina także o Homerowym Tersytesie [13]. Powszechnie uważa się, że błazen na dworze władców posiadał pewien immunitet, który chronił go przed gniewem wyszydzanych władców. Jednak badacz rozwiewa te wątpliwości, stwierdzając: „człowiek ów nigdy do końca nie będzie wiedział czy następnego dnia weźmie udział w pasjonującej intelektualnej rozgrywce, czy też stanie się igraszką, żywym celem ulubionej pańskiej zabawy” [14]. Zatem pobicie Tersytesa nie jest przypadkiem odosobnionym w dziejach zawodu błazna. Z drugiej strony jednak okrutne potraktowanie Tersytesa w scenie narady wojennej wskazuje, że był on raczej błaznem samozwańczym, który od początku nie miał przyzwolenia na zuchwałe wyśmiewanie władców. Przemoc, jaka go spotykała, była efektem poczucia zagrożenia, które zrodziło się w wodzach achajskich po usłyszeniu jego szyderstw. Nikt nie mianowałby na błazna człowieka zagrażającego swym śmiechem władzy.

Zagadka motta

Herbert jako motto do swej prozy obrał fragment „Iliady” we własnym tłumaczeniu. Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, czy tworząc swój przekład korzystał z wersji greckiej (greki nie znał przecież dobrze), czy raczej oparł się na istniejących już przekładach [16]. Dotychczasowe polskie tłumaczenia (m.in. Dmochowskiego, Wieniewskiego, Jeżewskiej) [17], a także klasyczny przekład na język niemiecki Johanna Heinricha Vossa [18] są bardzo podobne do siebie w sferze leksykalnej. Różnią się jednak zasadniczo od wersji Herberta. Przekład anglojęzyczny, autorstwa Richmonda Lattimore’a [19] , który jest dość wiernym odzwierciedleniem oryginału, uzmysławia, że w dziele Homera Tersytes jest gadatliwy, próżny, kłócący się z wodzami, nie mający dla nich szacunku oraz elementarnego poczucia przyzwoitości – czyli jest taki, jak przedstawiali go polscy tłumacze. Jego wypowiedzi są pozbawione sensu, są raczej słowotokiem wypowiadanym bez umiaru pod wpływem emocji. W przekładzie Herberta widzimy zupełnie inną postać, choć przedstawiane wydarzenia są te same („Ten obrzydliwy Tersytetes”, KM 44):

Wszyscy zasiedli rzędem na ławach.
Tylko Tersytes, gadający bez umiaru,
ociągał się. Jego umysł pełen był
słów niezgody. Usilnie, ale daremnie,
szukał okazji, by zasiać niezgodę między
królów, i czym się da pobudzał do śmiechu
Achajów.

Chciałabym porównać fragment tłumaczenia Herberta z przekładem Kazimiery Jeżewskiej, który poeta poznał już w latach 50. na jednym z wieczorów antycznych [20]. Zestawienie to pozwoli ukazać przesunięcia semantyczne, których dokonał Herbert. Ten sam fragment w przekładzie Jeżewskiej brzmi:

Wreszcie usiedli już wszyscy i na swych miejscach ucichli.
Jeden plótł tylko, Tersytes, co nie znał w języku miary,
Przyzwyczajony w swym sercu do gadaniny zuchwałej,
Wbrew obyczajom, z królami ośmielał się nieraz wadzić,
Tego szukając, co mogło wydawać się śmieszne Argiwom [21].

Oto lista zasadniczych różnic:

Jeżewska Herbert

w sercu swym jego umysł
gadanina zuchwała słowa niezgody
wbrew obyczajom usilnie, ale daremnie
szukając, co mogło wydawać się śmieszne pobudzając do śmiechu

Pierwsza zmiana przywodzi na myśl opozycję serce – rozum, uczucie – myśl, zatem pociąga za sobą potężny kontekst literacki, filozoficzny i filologiczny [22]. Jednak wydaje się, że wymowę tej zamiany można interpretować o wiele prościej. W tłumaczeniu Jeżewskiej zuchwała mowa wypływa z serca, jest więc podyktowana doraźnymi emocjami – dodajmy – emocjami negatywnymi: rozgoryczeniem spowodowanym niesprawiedliwym podziałem łupów i strachem przed dalszą walką z Troją. U Herberta źródłem słów jest rozum, w którym rodzi się niezgoda na świat. Słowa wypowiadane przez Tersytesa są więc efektem namysłu i rozumowej oceny sytuacji.

W przekładzie Jeżewskiej, podobnie jak w innych tłumaczeniach, Tersytes przemawia zuchwale i bez ładu, a ponadto – czyni to wbrew obyczajom. Herbert natomiast pisze o daremności jego słów: Tersytes wprawdzie uzyskał zamierzoną reakcję bezpośrednią słuchaczy – zabrani wybuchli śmiechem, ale nie odczytali sensu naddanego jego wypowiedzi, czyli podważenia zasadności postanowień rady wojennej. Autor „Przesłania Pana Cogito” podkreśla jednak, że próby Tersytesa były usilne, zatem wielokrotnie i z natężeniem ponawiane.

Należy jednak podkreślić, że niezgoda Tersytesa wyraża się w dwojaki sposób: słowem i śmiechem. Herbertowy Tersytes był w pełni świadom swoich czynów i ich celu: nie szukał tego, co inni mogli uznać za śmieszne – jak pisze Jeżewska (czyli nie był komediantem, który oczekuje sympatii publiki), ale tym, który aktywnie pobudza do śmiechu i osiąga dzięki temu znacznie większe cele (zasiewa niezgodę między królów). Przekład Herberta uwypukla zatem, że Tersytes pełni rolę mądrego błazna.

W rozważaniach tych pojawiało się pojęcie „przekład” na określenie fragmentu, który został użyty przez Herberta jako mottto do „Tego obrzydliwego Tersytesa”. Działo się tak za sprawą sugestii Ryszarda Krynickiego, który w objaśnieniach do tekstu stwierdził, że jest to „swobodne tłumaczenie prozą”. Jednak wobec tak dużych rozbieżności z przekazem greckim [23] należy stwierdzić, że przytoczone motto nie jest przekładem (nawet swobodnym). Trzeba również odrzucić pokusę nazwania motta apokryfem, ponieważ termin ten odnosi się do tekstów rozwijających jakiś przekaz, prezentujących ciąg dalszy opowieści [24]. W tym wypadku mamy wyraźne odniesienie do fragmentu istniejącego przekazu (Herbert podpisał motto tytułem eposu), ponadto możemy z łatwością zlokalizować (z dokładnością do jednego wersu) miejsce, skąd fragment pochodzi. Motto użyte przez Herberta jest więc jego własną parafrazą fragmentu dzieła Homerowego, zachowującą podstawowe cechy oryginału [25].

Przyjęcie takich rozstrzygnięć terminologicznych prowadzi do postawienia pytania: dlaczego poeta swój apokryf (jakim jest proza „Ten obrzydliwy Tersytes”) opatrzył mottem będący parafrazą „Iliady”? Jest to jedyny taki przypadek wśród Herebertowych apokryfów. Jeśli wysuniemy tezę, że Herbert dokonał parafrazy fragmentu „Iliady”, aby uprawdopodobnić swoją prozatorską interpretację postaci Tersytesa, to będziemy musieli ją od razu odrzucić, ponieważ zabiegi takie nie były nigdy wcześniej ani później poecie potrzebne. Aczkolwiek trudno pominąć fakt, że scena przemówienia Tersytesa z parafrazy Herberta bardzo mocno wspiera polemikę poety z interpretacjami filologów, uwypuklającymi komizm tego fragmentu. Parafraza zamieszczona w „Królu mrówek” pokazuje, że Tersytes wcale nie jest ani obrzydliwy, ani śmieszny.

Odpowiedzi na to pytanie udziela sam tekst „Tego obrzydliwego Tersytesa”. Herbert pochyla się w nim nad strukturą Homerowego eposu i stara się uważnie czytać źródło, które później interpretuje. Polemika, jaką podejmuje z badaczami „Iliady” dotyczy przecież nie tylko samej postaci Tersytesa i znaczenia jednej sceny, ale wymowy całego dzieła. Potrzeba posłużenia się własną parafrazą mogła się więc wziąć stąd, że żaden z dotychczasowych przekładów tego fragmentu nie łączył się z całością rozumianą przez Herberta jako „poemat toczący się po linii prostej”, w którym nie ma miejsca na przypadkowych bohaterów. Tersytes z jego parafrazy jest postacią znaczącą, a nie tylko obozowym wesołkiem. Herbert zatem – paradoksalnie – nie odchodzi w swoim swobodnym tłumaczeniu od oryginału, ale jest mu bliższy, ponieważ przełożony przez niego fragment lepiej wpisuje się w sens całego utworu.

Persony parelelne

Postać Tersytesa jest mocno osadzona w świecie poetyckim Herberta. W jego losie, postawie, a nawet wyglądzie zewnętrznym odnajdziemy cechy innych bohaterów Herberta. Wspominałam już o paraleli łączącej Tersytesa z Minotaurem – obaj są bohaterami opowieści alternatywnej, ułożonej przez poetę. Jest jeszcze jeden bohater apokryfu Herberta, którego z Tersytesem łączy cecha w tych rozważaniach zasadnicza. Bohaterem tym jest stary Prometeusz, a cechą – niezgoda na świat wyrażona śmiechem. Proza „Stary Prometeusz” ukazała się w tomie „Pan Cogito”, ale Herbert postanowił włączyć ją razem opowieścią o Tersytesie do „prywatnej mitologii”.

W Herbertowskim apokryfie okazuje się, że stary Prometeusz wiedzie żywot zapomnianego starca z egzaltowaną żoną u boku i nie jest męczennikiem przykutym do skał Kaukazu. Prometeusz widzi, że ogień, przyniesiony przez niego jako dobrodziejstwo, staje się bronią tyranów wymierzoną przeciwko ludziom. Wypchany orzeł (zapewne ten, który miał mu wyszarpywać wątrobę) i list tyrana z Kaukazu są symbolem jego porażki i bezsilności. Współczesny Prometeusz przypomina współczesnego Jonasza z innego wiersza Herberta, bohatera, który uciekł przed swoim przeznaczeniem, przez co jego życie straciło sens. Herbertowa proza o starym Prometeuszu jest nie tyle apokryficzną wersją starożytnego mitu, ale ostatnim ogniwem przetwarzania się mitu o Prometeuszu w kulturze europejskiej. Michał Głowiński w swojej rozprawie znacząco zatytułowanej „Ten śmieszny Prometeusz” pokazuje, jak w kolejnych epokach Prometeusz przestawał być bogiem i zyskiwał postać ludzką, coraz bardziej groteskową [26].

Czy jednak stary Prometeusz w oczach Herberta jest postacią śmieszną? Wydaje się, że trzeba na to pytanie odpowiedzieć przecząco, ponieważ przed śmiesznością chroni darczyńcę ludzkości jego samoświadomość. Prometeusz na bohaterskiej emeryturze zdaje sobie sprawę, że zostały mu odebrane atrybuty bohatera, a razem z nimi: cel jego życia. Dar, jaki ofiarował ludzkości, stał się jej przekleństwem. Dlatego słowa: „Prometeusz śmieje się cicho. Jest to teraz jego jedyny sposób wyrażenia niezgody na świat” („Stary Prometeusz”, KM) oddają nie tylko ironiczny stosunek bohatera do świata, ale również wskazują na ironiczne postrzeganie samego siebie. Trudno również oprzeć się wrażeniu, że stary Prometeusz nosi w sobie cechy samego Herberta-poety: bada „miejsce bohatera w systemie konieczności”, próbuje „pogodzić sprzeczne z sobą pojęcia bytu i losu”. Słowa te bardzo przypominają poetykę wielu recenzji poezji autora „Pana Cogito”. Nie chodzi jednak o wskazanie wątku biograficznego, lecz zauważenie, że los Prometeusza jest w istocie parabolą losu poety. Trop ten zdaje się potwierdzać inna proza poetycka z „Króla Mrówek” – „Prometeusz”. Dowiadujemy się z niej, że to nie wykradzenie ognia było przyczyną gniewu bogów, ale „skradziona przez Prometeusza pamięć”, „A z pamięci rodzi się sumienie”. W świecie poetyckim Herberta to poeta jest depozytariuszem pamięci i głosem sumienia, ponieważ, jak pisze w wierszu „Życiorys” (HPG) „poezja córką jest pamięci”. Dostrzeżenie w Prometeuszu artysty odsyła z powrotem do tradycji europejskiej, przede wszystkim do wizji Goethego, który widział w Prometeuszu człowieka- buntownika i człowieka-artystę [27]. Stary Prometeusz Herberta nie jest już buntownikiem, lecz pozostaje artystą, któremu dana została moc śmiechu, siła ironii.

Niezgoda na świat wyrażona śmiechem – szyderczym lub ironicznym łączy „obrzydliwego Tersytesa”, Prometeusza i postać poety. W konstrukcji postaci Prometeusza i poety przebija nić autobiograficzna. Wątki autobiograficzne można dostrzec także w opowieści o Tersytesie. Nabyte kalectwo łączy go z samym Herbertem, chromym od wczesnej młodości. Poeta wiele miejsca poświęca wskazaniu, że kalectwo Tersytesa było wynikiem walki, dowodem jego męstwa.

Autobiograficzny wątek związany z krótszą nogą pojawia się jeszcze innym razem w twórczości Herberta: także Pan Cogito idzie przez świat, kulejąc. Mówiąc ściślej bohater „zatacza się lekko”, co jest jednocześnie aluzją do sposobu poruszania się człowieka upojonego alkoholem. To śmieszne zataczanie się jest metaforą dwudzielności charakteru bohatera. Co ciekawe, to lewa noga nazwana zostaje normalną, choć jest zbyt krótka. Jest normalna, jak ironicznie stwierdza osoba mówiąca, ponieważ wyraża radość życia, związane z nią asekuranctwo, niedojrzałość. To druga odbiega od normy – jest cała w bliznach i pamięta o ucieczce – akcie tchórzostwa.

Postać Pana Cogito została wprowadzona do tych rozważań z powodu wątku autobiograficznego, który można widzieć w wierszu „O dwu nogach Pana Cogito”. Należy jednak zauważyć, że Herbert puszcza oko do uważnego czytelnika. Bowiem jak podaje siostra Poety – to prawa noga Herberta była krótsza [28] . Zmieniając ten szczegół poeta broni się więc przed ujęciami biograficznymi, z drugiej strony przekornie wskazuje, że naznaczenie kalectwem jest ważne w jego życiu i twórczości, a postacie, które otrzymują od niego ten stygmat, zajmują szczególne miejsce w jego świecie poetyckim.

Ta bliskość biografii wzmaga obecny w wierszu o nogach Pana Cogito efekt drwiny z bohatera oraz ironicznego dystansu wobec stwarzanej postaci. Jak zauważa Stanisław Barańczak, obecna w poezji Herberta antynomia miłości życia oraz heroizmu, rozpisana na cały naród sprowadzona zostaje do wnętrza jednostki. Badacz dodaje, że „Groteskowość samego tego przekładu [….] i zewnętrzny punkt obserwacji wprowadzają element ironicznego dystansu”[29].

Należy jednak pamiętać, że nawet odczuwalna kpina, dystans nie powodują przecież dyskredytacji tego bohatera, jak to miało miejsce w przypadku Kaliguli czy Prokrustesa. Postać Pana Cogito, konstruowana za pomocą ironii, autoironii, humoru, nie jest przedstawiona w sposób satyryczny (to znaczy piętnujący). Biorąc pod uwagę tylko ten jeden wiersz widzimy wyraźnie, że Herbert mówi o tchórzostwie i heroizmie skrytymi w jednej postaci, dlatego też jednocześnie mówi o Sancho Pansie i Don Kichocie. Już w samej postaci Don Kichota skrywa się przemieszanie tragizmu i śmieszności. Błędny rycerz jest nowym wcieleniem błazna – zamiast rubasznej twarzy widzimy smutną, posępną. „Dotychczasowi błaźni, z Sancho Pansą włącznie, bywali zazwyczaj żarłoczni i grubi – ten jest wstrzemięźliwy i chudy” [30] – pisze Monika Sznajderman, badająca dzieje motywu błazeńskiego w kulturze. Zatem Herbert dając swemu bohaterowie tak różne dwie nogi, wskazuje, że Pan Cogito łączy w sobie dwie biegunowe postacie błaznów: rubasznego i tragicznego. Zewnętrzne kalectwo Pana Cogito, które swym wyglądem może budzić śmiech, jest tak naprawdę rozdarciem wewnętrznym, które w swej istocie jest tragiczne. Widzimy tutaj silne splątanie śmieszności, wyśmiania i tragiczności. Elementy te często w poezji Herberta trudno oddzielić.

Humor Herberta

Splątanie śmieszności i tragizmu Herbert zauważa także w konstrukcji postaci Tersytesa. Podkreśla, że imię tego bohatera nie we wszystkich przekazach mitologicznych znaczyło „bezczelny”: „według innych imię to oznacza tyle, co śmiały i odważny”. Zestawienie etymologii imienia oraz charakteru Tersytesa – postrzeganego przez starożytnych jako tchórza – może wywoływać efekt komiczny. Ale Herbert w swojej prozie udowadnia, że pokazane w „Iliadzie” szyderstwa Tersytesa wymagały odwagi, zatem podważa oczywistość istnienia ładunku komicznego w imieniu bohatera.

Autor „Pana Cogito” stara się więc zrobić wszystko, żeby udowodnić, że ani scena pobicia Tersytesa, ani sam bohater nie są śmieszni. Sam jednak w swojej prozie kilkakrotnie stosuje chwyty komiczne: popełnia na przykład zabawny anachronizm. Nawiązując do imienia bohatera antycznego stwierdza: „To tak, jakby imię Szwejka znaczyło po czesku: niesutraszony”. Efekt humorystyczny, uzyskany dzięki przywołaniu kontekstu „przygód dzielnego wojaka” i podrzuceniu myśli, że znany tchórz i obibok mógłby mieć wpisaną w imię odwagę, ma swój konkretny cel. Powołanie się na powszechnie znaną, mniej ambitną lekturę pozwala zadzierzgnąć więź z czytelnikiem, wykreować narratora na osobę, która nie tylko bada starożytne eposy i mity, ale czytuje też literaturę popularną. Temu samemu celowi służą – nieodparcie zabawne – kolokwializmy, które padają z ust narratora prozy Herberta, jak na przykład stwierdzenie, że Odyseusz „udawał wariata”.

Nie wszystkie wycieczki narratora poza starożytność mają na celu wyłącznie zmniejszenie dystansu do czytelnika. Przyjrzyjmy się fragmentowi dotyczącemu słynnej sceny śmierci Pentezylei:

W wyniku walk Achilles ranił śmiertelnie Pentezyleę (ulubiony motyw wielu malarzy waz) i odchylając jej hełm zakochał się w bohaterce. Bardziej brutalna wersja mitu mówi, że Achilles zakochał się w jej zwłokach i na miejscu dokonał aktu nekrofilii. To znów jest jakby ulubionym tematem modernistycznych dramatów miłości i śmierci. („Ten obrzydliwy Tersytes”, KM 46)

Herbert wskazuje, że ulubionym motywem starożytnych malarzy waz była śmierć Pentezylei. Pamiętamy, że on również uczynił tę scenę tematem swojej prozy poetyckiej. Passus ten jest jednak w istocie przygotowuje nadejście momentu komicznego. Chwilę później bowiem wyszydza modernistyczną myśl o powiązaniu Erosa i Thanatosa, kojarząc ten wątek z aktem nekrofilii.

Pewną dozą komizmu zabarwiony jest również sposób opisania śmierci Tersytesa: „bohater, nie mając innych argumentów, wybił mu wszystkie zęby, a duszę jego wysłał do Erebu”. Nie chodzi tutaj o lekkie mówienie o śmierci czy lekceważenie bohatera – byłaby to rażąca niekonsekwencja w budowaniu postaci. We fragmencie tym wyczuwamy raczej ironię skierowaną przeciwko Achillesowi, który nie potrafiąc odpowiedzieć na zaczepkę Tersytesa, użył argumentu siłowego, ponieważ – jak się domyślamy – na więcej nie pozwalała jego raczej ograniczona inteligencja.

Nadal pozostaje jednak pytanie, dlaczego Herbert, starając się pokazać, że nie można dziś śmiać się z Tersytesa, zabarwia swoją prozę akcentami komicznymi. Odpowiedź, że nawiązuje w ten sposób bliższy kontakt z odbiorcą, kreuje postać narratora czy wyraża swój dystans wobec niektórych prądów literackich, jest niewystarczająca. Humor Herberta staje w obronie Tersytesa, odciąga od niego echo śmiechu z narady wojennej Achajów. Każe śmiać się z dobrego wojaka Szwejka, dramatów modernistycznych i małej inteligencji Achillesa. Zaś dzięki ociepleniu wizerunku narratora, sam Tersytes, czyli ten, o którym narrator opowiada, staje się bliższy współczesnemu czytelnikowi. Przede wszystkim jednak za pomocą humoru Herbert stara się równoważyć patos, z jakim mówi o Tersytesie. Warto zwrócić uwagę, że omawiane już szczególne skupienie humoru i ironii występuje niedługo przed zamykającym tekst patetycznym akapitem: „Jego [Tersytesa – przyp. A.K-D.] jedyną bronią było złorzeczenie, bunt bezsilnych – beznadziejny, ale właśnie dlatego zasługujący na podziw i szacunek”.

Potęga ośmieszenia

Posługując się różnorodną argumentacją, Herbert udowadnia, że Tersytes nie zasługiwał na wyśmianie. Jego kalectwo było efektem walki, a piętnowana gadatliwość nie po raz pierwszy była odważną krytyką złych postępków. Śmiech Tersytesa w interpretacji Herberta okazuje się więc bardzo niebezpieczny. Stąd może płynąć wniosek, że w „Iliadzie” Tersytes zostaje wyśmiany nie dlatego, że jest istotą śmiesznie pokraczną i tchórzliwą, ale dlatego, że jego śmiech zagraża władzy. Herbert zdaje się tutaj wyczuwać różnicę między śmiesznością jako cechą osoby a wyśmianiem, czyli czynnością zewnętrzną wobec podmiotu, oddziela risus (humor) od derisus (ośmieszenia) [31]. Wyśmianie okazuje się więc potężnym orężem. Wystarczy przywołać satyrę Seneki „Udynienie Klaudiusza Cezara”, gdzie filozof posługuje się ośmieszeniem jako narzędziem zemsty i dokonuje ostatecznego unicestwienia nieżyjącego już cesarza [32].

Herbert stwierdza, że Homer nie opisał, „jaki był koniec Tersytesa”. Czy na pewno jednak nie jesteśmy świadkami zagłady Tersytesa w „Iliadzie”? Pokazana w „Iliadzie” scena upokorzenia Tersytesa przez Odyseusza jest z jednej strony jedynie zapowiedzią tragicznej śmierci bohatera, o której mówią mity. Z drugiej strony, w eposie Homera samozwańczy błazen zostaje wyśmiany – co de facto można porównać z fizycznym unicestwieniem. Jest to uśmiercanie, które będzie się powtarzać przez wieki, przy każdym wybrzmieniu pieśni o Ilionie, która w swoim bogactwie znaczeń pokazuje także potęgę ośmieszenia.

PRZYPISY:

[1] Homer, „Iliada”, przeł. K. Jeżewska, Wrocław 1986, s. 37.

[2] Tamże.

[3] T. Sinko, „Śmiech homeryczny i sardoniczny”, „Meander” 1946, nr 6.

[4] G. Pianko, “Humor Homera”, „Meander” 1948, nr 2.

[5] Wydawca zbioru podaje, że w Archiwum Zbigniewa Herberta zachowały się maszynopisy, wydruk komputerowy oraz rękopis „Tego obrzydliwego Tersytesa”. Zob. J. Kornhauser, „Przypisy” (KM, 130).

[6] Zob. Z. Herbert, „Wieczory antyczne” (WG2, 62–63).

[7] Apokryficzność niektórych utworów Herberta szczegółowo omawiają prace: J. Trznadla, „Herberta apokryf ironiczny”, [w:] tenże, „Płomień obdarzony rozumem. Poezja w poezji i poza poezją”, Warszawa 1978, A. Kaliszewski, „Gry Pana Cogito”, s. 96-97, Kraków 1982, S. Barańczak, „Uciekinier z Utopii”, Warszawa 2001, s. 108-115, M. Adamiec, „„…Pomnik trochę niezupełny…”. Rzecz o apokryfach i poezji Zbigniewa Herberta”, Gdańsk 1996.

[8] N. Jakacka, „Współczucie dla Minotaura. Kant. Ostatnie dni. Propozycja lektury dwóch wiersz z tomu Epilog burzy Zbigniewa Herberta”, [w:] „Czułość dla Minotaura. Metafizyka i miłość konkretu w twórczości Zbigniewa Herberta”, red. J.M. Ruszar, M. Cicha, Lublin 2005, s. 16.

[9] Por. H. Bergson, „Śmiech. Esej o komizmie”, przeł. S. Cichowicz, Warszawa 1995, s. 8–11.

[10] Cyceron, „O mówcy”, [w:] tegoż, „Dzieła”, przeł. Erazm Rykaczewski, t. 6, Poznań 1873, s. 142.

[11] J. Kwiatkowski, „Imiona prostoty”, [w:] „Poznawanie Herberta”, wyb. A. Franaszek, Kraków 1998, s. 43: „Herbert jest poetą współczucia. Skrzywdzeni – to specjalnie uprzywilejowani podopieczni jego wierszy. […] Skrzywdzeni, ale nie poniżeni. Nie poniżeni, ale i nie wyolbrzymieni przez cierpienie. […] zakres podopiecznych Herberta jest w gruncie rzeczy bardzo szeroki: obejmuje, mniej więcej, ów cały, niezupełnie udany gatunek, który uczeni określili jako homo sapiens”.

[12] Zob. M. Słowiński, „Dzieje postaci i motywu”, Warszawa 1993, s. 80–86.

[13] Tamże, s. 82. Co ciekawe, badacz podaje nieco inną niż Herbert wersję śmierci „najbrzydszego z Greków”. Pisze, że „zginął z ręki Achillesa, gdy naigrywał się z jego boleści po śmierci amazonki Pentezilei”. Natomiast Herbert podaje, że Tersytes nie wyśmiewał żałoby Achillesa, ale wyszydził domniemany akt nekrofilii, jakiego dopuścił się bohater.

[14] Tamże, s. 86.

[15] Co ciekawe, Słowiński podaje nieco inną niż Herbert wersję śmierci „najbrzydszego z Greków”. Pisze, że „zginął z ręki Achillesa, gdy naigrywał się z jego boleści po śmierci amazonki Pentezilei” (tamże, s. 82). Natomiast Herbert pisze, że Tersytes nie wyśmiewał żałoby Achillesa, ale wyszydził domniemany akt nekrofilii, jakiego dopuścił się bohater. Wybiera więc ten przekaz, który nie rzuca cienia na postać Tersytesa.

[16] Słaba znajomość greki nie wyklucza faktu, że Herbert mógł jednak próbować przekładać fragment, który łatwo odnaleźć w tekście o ponumerowanych wersach.

[17] W przekładzie Dmochowskiego wersy 211–215 brzmią: „Całe wojsko ucicha i miejsca zasiada: / Tersyt burzy, złośliwie Tersyt jeszcze gada. / Człek wielomownej gęby, z niesfornym językiem, / Samym się królom stawił hardym przeciwnikiem, / Bo, co mu do ust padnie, wszystko płocho bredzi; / Celem jego gryźć wyższych, śmiech budzić w gawiedzi”. Podobną wymowę tego fragmentu oddaje przekład Ignacego Wieniewskiego (1961): „Za czym wszyscy usiedli i nikt nie ruszał się z miejsca. / Jeden gardłował Tersytes, co język miał nieokiełznany / I niemało znał szpetnych słów; a tą czczą gadaniną, / W której sensu nie było nie krzty, skakał królom do oczu, / Chcąc u Argiwów śmiech i pustą wywołać wesołość”. Inne, mniej znane przekłady, np. Stanisława Staszica (1815), Pawła Popiela (1880), Augustyna Szmurły (1882), Stanisława Mleczki (1884), czy powstałe w dwudziestoleciu międzywojennym tłumaczenie Jana Czubka również nie mogły być podstawą dla przekładu Herberta.

[18] „Homer’s Ilias von Johann Heinrich Voss“, Stuttgart und Lübingen 1839 [1793]. Przywołuję przekład na język niemiecki, ponieważ Herbert często sięgał do książek niemieckojęzycznych.

[19] „The Iliad of Homer”, translated and with an introduction by Richmond Lattimore., Chicago Illinois 1951. Tekst dostępny w Internecie: http://www.library.northwestern.edu/homer/html/application.html.

[20] „A przy tym zapoznaliśmy się z nowym przekładem „Iliady” Kazimiery Jeżewskiej. Zamiast poczciwych, parzyście rymowanych trzynastozgłoskowców usłyszeliśmy wiersz naśladujący rytm oryginału, jego niewygładzone piękno, dostojność i spiżowy polot” („Wieczory antyczne”, WG2, 62). Herbert zachwala przekład Jeżewskiej również w felietonie „Włócznia cień rzucająca długi” (WG2, 60–61)

[21] Homer, „Iliada”, przeł. K. Jeżewska, Wrocław 1972, s. 37.

[22] Pojawiające się w przekładzie Jeżewskiej serce można odnaleźć również w tłumaczeniu Vossa (niem. Herz). W ten sposób zostało przez nich przetłumaczone greckie słowo φρεσὶν (w mianowniku l. poj: φρήν), które w przekładzie chicagowskim zostało oddane jako head, czyli głowa, co jest bliższe przekładowi Herberta. Rozbieżności te wynikają z faktu, że greckie φρήν może oznaczać zarówno klatkę piersiową, przeponę, siedlisko emocji, jak i intelekt czy wolę. Tylko wnikliwe badania filologiczne mogłyby rozstrzygnąć, który z tłumaczy był w tej kwestii bliższy greckiego źródła. Ponadto warto by sięgnąć po kontekst filozofii greckiej, jednak oba projekty znacznie wykraczają poza ramy tej pracy. W tym momencie najważniejszy jest fakt, że Herbert wybrał to drugie znaczenie i posłużył się słowem „umysł”.
[23] Podaję tekst grecki za książką, z którą Herbert mógł zetknąć się jeszcze w szkole („Homera Iljada do użytku w gimnazjach”, oprac. Artur Rapaport, Lwów-Warszawa 1927):
ἄλλοι μέν ῥ᾽ ἕζοντο, ἐρήτυθεν δὲ καθ᾽ ἕδρας·
Θερσίτης δ᾽ ἔτι μοῦνος ἀμετροεπὴς ἐκολώια,
ὃς ῥ’ ἔπεα φρεσὶν ἧισιν ἄκοσμά τε πολλά τε ἤδει
μάψ, ἀτὰρ οὐ κατὰ κόσμον, ἐριζέμεναι βασιλεῦσιν,
ἀλλ᾽ ὅ τι οἱ εἴσαιτο γελοίϊον Ἀργείοισιν

[24] Por. np. definicję apokryfu podaną w „Słowniku terminów literackich”, red. M. Głowiński, T. Kostkiewiczowa, A. Okopień-Sławińska, J. Sławiński, Wrocław–Warszawa–Kraków 2002.

[25] Zgodnie z definicją parafrazy podaną przez Janusza Sławińskiego, zob. tamże.

[26] M. Głowiński, „Ten śmieszny Prometeusz”, [w:] tegoż, „Mity przebrane”, Kraków 1990. Zob. też bibliografię dziejów mitu prometejskiego zebraną w tejże książce (tamże, s. 86, przypis 3).

[27] Por. uwagi Moniki Sznajderman o konsekwencjach przemian mitu prometejskiego w dziejach kultury europejskiej w książce Błazen. „Maski i metafory”, Gdańsk 2000, s. 152–156.

[28] J. Siedlecka, „Pan od poezji. O Zbigniewie Herbercie”, Warszawa 2002, s. 20.

[29] S. Barańczak, „Uciekinier z Utopii”, Warszawa 2001, s. 144.

[30] M. Sznajderman, dz. cyt., s. 172.

[31] Pojęciami tymi posługuje się Elżbieta Wesołowska, opisując satyrę Seneki „Apocolocyntosis (Niewesoła zemsta w Apocolocyntosis Seneki”, [w:] „Thaleia. Humor w antyku”, red. G. Malinowski, „Classica Wratislaviensia XXIV”, s. 199).

[32] Mechanizmy zemsty Seneki na Klaudiuszu Cezarze opisuje obszernie E. Wesołowska (tamże).